Wino z Nazaretu. Tomasz Kaźmierowski o winie

Redakcja PR - 16.06.2017
35

Wino z Nazaretu. Tomasz Kaźmierowski o winie

Winem z Nazaretu Francuzi nazywają często zdarzające się nam zjawisko, gdy połykane wino przechodzi nie tylko przez jamę ustną, ale i przez nos. Wówczas, bowiem, nie jest już tak ważne, czy było to RomanéeConti, czy Uśmiech rolnika.

Nie doszukałem się bezpośredniego związku między tym francuskim powiedzonkiem, a faktem, ze Nazaret był powszechnie pogardzanym miejscem wśród Żydów już w czasach biblijnych.

Rdzeń etymologiczny nazwy tego miasta – NCR, może oznaczać “strzec, obserwować, pilnować” (rzeczywiście, pierwsza osada była na wzgórzu), ale może pochodzić też od winnej konotacji tego samego rdzenia –  “odrośl, pęd, gałązka”.

Nazaret leżał na uboczu i bez wątpienia nie cieszył się wielkim poważaniem. Judejczycy, a już zwłaszcza zadufani w sobie mieszkańcy Jerozolimy, mówili o Galilejczykach – w najlepszym razie – protekcjonalnym tonem. Co prawda nieźle na pielgrzymach z Galilei zarabiali, ale stereotyp ubóstwa, złego gustu i brudu pozwalał z lżejszym sercem odsunąć skrupuły na bok. Były i inne przyczyny marginalizacji Galilejczyków i Nazaretu. To oni jako pierwsi wpadli pod panowanie Asyryjczyków i Fenicjan, a prorokujący w tym czasie Izajasz mówi o “Galilei pogan” (Izaj. 9:1 i 8:23). Gdy wrócili w czasach machabejskich do Izraela byli zróżnicowaną społecznością, na którą niechętnie patrzyli ortodoksi z Południa.

Sami, tak pogardzani, Galilejczycy skupili swoją niechęć na… Nazarecie. Wywodzący się z Kany Natanael wątpił “czyż może być co dobrego z Nazaretu?” (Jan 1:46), choć ostatecznie nie bardzo wiadomo dlaczego, przydomek “nazarejczyk” brzmiało wówczas jak obraźliwy epitet określający pariasa.

Również o Jezusie i jego uczniach mówiono “nazarejczycy”, i nie miało to w sobie nic z dzisiejszej konotacji. Po dziś dzień, zresztą, we współczesnym języku hebrajskim, chrześcijanin to nocri, to jest –  nazarejczyk.

Wszystko, co powstało w Nazarecie nie miało tym samym wielkich szans na powodzenie. Żydowscy Nazyryci, przysięgający abstynencję, nic jednak z chrześcijanami wspólnego nie mieli,  a najpewniej ich postanowienia nie miały też związku z jakością miejscowego wina. Świadkowie wydarzeń w Kanie, ze starostą weselnym na czele,  twierdzili wręcz, że woda przemieniona w wino była dobrego sortu.

Można być pewnym co do tego, że Jezus i uczniowie często pili miejscowe wino, tak jak i nie ulega wątpliwości, że niejednokrotnie ostrzegał przed jego nadużywaniem. Rzecz jasna, jego krytykom nie podobała się zarówno wstrzemięźliwość Jana Chrzciciela, jak i korzystanie z tego daru przez Nazarejczyka.

Skłonni do pogardy zawsze jednak byli zdania, że jeśli fakty mówią co innego, to tym gorzej dla faktów. Tak właśnie jest i dziś z winem. Wychwalane – szczególnie w Ameryce – ponad wszelką miarę wina z Górnej Galilei i Wzgórz Golan nierzadko są wyraźnie gorsze od tych spod pogardzanego Nazaretu. Przegotowane, porażające wysokim alkoholem i ulepkowatą słodyczą kontrastują z prostotą pogardzanych win nazarejskich.

Najlepsze z nich, Syrah z Kiryat Tivon, winnicy położonej dziesięć kilometrów na zachód od Nazaretu, jest nieomal klinicznym przykładem pogardzanego. Nie dość, że z okolic arabsko-chrześcijańskich pastwisk, to jeszcze grona zbierane są przez pacjentów szpitala dla umysłowo-chorych w Osadzie Nadziei (Kfar Tikva).

Wino na dziś to podnazarejskie Syrah Réserve z Kiryat Tivon, Tulip Winery.

19251347_1595921787115526_1436423070_n

Comments

comments

35
Komentarze
Sonda

Czy sztuczna inteligencja może zastąpić pracę PR-owca??

Loading ... Loading ...