Ojciec’ 44 – wywiad z autorem Jerzym Ciszewskim.

Redakcja PR - 19.07.2016
224

Wczoraj odbyło się spotkanie autorskie Jerzego Ciszewskiego autora książki "Ojciec' 44".

Jerzy Ciszewski

Jerzy Ciszewski przez wiele lat pracował w branży public relations prowadząc agencję „Ciszewski Public Relations”, która przekształciła się później w MSL Group Poland. Nadal związany jest z branżą będąc wydawcą portalu internetowego www.publicrelations.pl.
Przez ostatnie kilka lat zajmował się pracą nad pisaniem powieści o powstańczych przygodach, swojego ojca Jerzego Ciszewskiego. Był jednym z bohaterów Powstania Warszawskiego.

Dlaczego zdecydowałeś się napisać tę książkę ?

Jerzy Ciszewski: Z bardzo prostego powodu – zachowania pamięci o moim ojcu w przestrzeni publicznej. Parę lat temu, zdałem sobie sprawę, że w momencie w którym zdecyduję się opuścić żywych, historia mojego ojca zniknie wraz ze mną. Pamięć o jego bohaterskich czynach zostanie pokryta pyłem zbiorowej niepamięci. Jego nazwisko i dokonania w bardzo ograniczonym wymiarze funkcjonują w literaturze historycznej, dotyczącej Powstania Warszawskiego.
Gdy doznałem, tej prostej iluminacji, poprzysiągłem sobie, że moim psim obowiązkiem jest pozostawienie po nim śladu. Obowiązkiem wobec ojca, Powstania Warszawskiego, mojej rodziny i wobec samego siebie. 
On był prawdziwym bohaterem, któremu należna jest cześć i chwała.  

Zacznijmy od początku – co tak naprawdę wydarzyło się w czasie Powstania Warszawskiego ?

JC: Ojciec służył w pułku Baszta. W czasie walk na Woli, zniszczył groźny czołg Pantera. To był pierwszy tego typu powstańczy łup. Na Starym Mieście zestrzelił bombowiec Ju 87 znany powszechnie jako Stukas. Samolot ten – jak na tamte czasy – charakteryzował się niezwykłą precyzją ataku. Wykonywał bombardowania, pikując ostro w kierunku ziemi.  Doprawdy trudno się było przed nim gdziekolwiek skryć. Zabijał z niemiecką precyzją – celnie, szybko i skutecznie.
Uznałem, że napisane  książki o dokonaniach mojego ojca,  jest chyba jedynym i najprostszym wyjściem z powziętego postanowienia. Bardzo lubię historię, ale nie jestem zawodowym historykiem. Za grosz nie identyfikuję w sobie pasji do przesiadywania w bibliotekach, archiwach i mozolnego kartkowania różnych książek, tak aby znaleźć jakieś nazwisko, datę, drobne wydarzenie i zanotować je na marginesie notatnika. To nie ja. Zatem napisanie powieści było dla mnie jedynym praktycznym  rozwiązaniem, które miało szansę zaprowadzić mnie do finału. Tak też się wydarzyło, choć zabrało mi to dobrych kilka lat.

W jakiś sposób musiałeś jednak zgromadzić potrzebne do napisania książki informacje.

JC: Garść zdarzeń zawartych w książce jest historią mojej rodziny i powstańczej drogi mojego ojca. Sceny rozbicia Pantery i zestrzelenia Stukasa są w miarę precyzyjnymi refleksami tego co przeczytałem ze wspomnień spisanych na łamach różnych gazet. Ojciec był dziennikarzem, miał stosunkowo łatwy dostęp do mediów. Pomagali mi również przyjaciele i rodzina.
Jakaś część opisanych zdarzeń to małe okruchy scen wziętych z powstańczych: książek, fotografii, filmów z tamtych dni czy tych ostatnich jak choćby „Miasto44” Jana Komasy. Zaryzykuję twierdzenie, że moja książka jest podobna do jego filmu. Nie tylko za sprawą tytułu „Ojciec’44”. Moja książka to próba maksymalnego nagromadzenia skrajnych emocji na jednym milimetrze kwadratowym w jak najkrótszym czasie.
Wstęp osadziłem w latach pięćdziesiątych, epilog w 1961. To rok moich urodzin – i w książce i w realu. Głowna część książki to powstańcze inferno, ze wszystkimi możliwymi atrybutami okrucieństwa jakie tylko była w stanie opisać moja wyobraźnia wspomagana różnymi historiami z różnych książek.
Męczyłem się z tym materiałem ze trzy lata; wierciłem dziurę w brzuchu kilku osobom. Sam byłem zresztą na czele tego procesu „self męczeństwa”. Wiele razy zostawiałem ten tekst na tygodnie lub miesiące, aby z turbo kacem moralnym wracać do niego. Z trudem i mozołem kułem tekst w granicie. W jakimś  momencie przestraszyłem się, że nie zdołam uporać się z tym materiałem.

Z czego to wynikało?

JC: Moje doświadczenie w dziedzinie pisania książek było, a może nadal jest na poziomie zerowym. Technologia pracy nad czymś tak rozciągniętym w czasie i wrażliwym na wszystko co dzieje się dookoła, była dla mnie bardziej niż obca.
Po wtóre wkroczyłem w świat moich własnych emocji co do których nie zdawałem sobie wcześniej, kompletnie sprawy. Relacja ojciec/syn nie była mi znana. Starego znałem w sposób bardzo ograniczony. Wyjechał na stałe z Polski do USA gdy byłem w pierwszej lub drugiej klasie podstawówki, który to był rok nie pamiętam. Później jako wczesna młodzież licealna, pojechałem dwa razy na wakacje do USA. Ojciec mieszkał w Miami Beach, pracował w pobliskich knajpach: na zmywaku, jako kucharz, kelner. Wcześniej rozwiódł się z moją mamą gdy byłem dość mały. Nie mam o to żadnych pretensji. Widocznie taki mieli czas. Dorastałem jednak w jakimś trudnym do opisania stanie – skręcaniu, konwulsjach, wyrzutach, niewiedzy. Zadawałem sobie pytanie – kim on był? Kim jestem ja? Nie znałem ojca, nie znałem siebie. Nic nie wiedziałem. A wziąłem się za pisanie powieści o nim i tamtych czasach. Dostarczony powyżej opis jest jakby rzutem terenu po którym  poruszałem się. W sumie, nie tyle testując kierunki ile samego siebie. Droga wiodła mnie po rozszalałym emocjonalnie morzu; wedle skalistego wybrzeża z zepsutym kompasem, brakiem widoczności. Słaba sprawa.

Co zatem sprawiało Tobie największą radość w pisaniu książki?

JC: Największą radość odczułem po jej ukończeniu, bałem się bowiem, że nie zdołam jej dokończyć. Cieszę się również, że udało się ją wydać tuż przed rocznicą powstania.    

Kto jest wydawcą powieści?

JC: Zaufało mi wydawnictwo Czarna Owca. Może akurat słowo „zaufało” jest nie do końca precyzyjne.Podjęło ryzyko współpracy z debiutantem za co jestem im bardzo wdzięczny. W ramach redakcji tekstu współpracowałem ze wspaniałą redaktor Mileną Schefs. Gdy wysłała ostatnią część tekstu w treści maila napisała słowo „uff…” Ją też chyba dużo zdrowia ta książka kosztowała.

Książka dostępna jest już w przedsprzedaży, do księgarni trafi pod koniec lipca 2016. Zapraszam jednocześnie wszystkich na mój wieczór autorski, który odbędzie się 19 lipca o godz. 18:00 w Muzeum Powstania Warszawskiego. Spotkanie poprowadzi Wojciech Fusek.

Dziękujemy za rozmowę.

JC: Dziękuje. 

Comments

comments

224
Komentarze
Sonda

Czy sztuczna inteligencja może zastąpić pracę PR-owca??

Loading ... Loading ...