Do public relations potrzebni są najlepsi!

Jerzy Ciszewski - 04.11.2015
182

Poszukiwanie i odnajdywanie odpowiedniego kandydata do pracy w public relations jest jednym z większych wyzwań

… jakie stoją przed każdą organizacją, która zajmuje się tego typu działalności. Nieważne czy jest to agencja czy dział komunikacji w jakiejś dużej firmie.  Kiedy  pracowałem jeszcze w mojej agencji, nalegałem by przynajmniej raz na tydzień umawiać się na spotkanie z kimś kto aktualnie szuka pracy – nawet jeśli nie było bieżącego zapotrzebowania na dodatkową parę rąk do pracy. Wychodziłem bowiem z założenia, że moim obowiązkiem jest monitorować rynek potencjalnych współpracowników i wiedzieć, kto co sobą reprezentuje. Używając nomenklatury piłkarskiej – aby ławka rezerwowych była długa.

Podczas takich spotkań, wypytywałem oczywiście o różne detale zawodowe, ale tak naprawdę ostateczną ocenę pozostawiałem intuicji, wychodząc z założenia, że tak i tak moja skuteczność w dobrym wyborze ewentualnego współpracownika będzie mniej więcej na poziomie 50%. Rozmowa, czy też rozmowy o pracę, włącznie z jakimiś testami to jedno; późniejsze  działanie w zespole oraz bieżące współistnienie … to drugie.

Zastanawiałem się również wielokrotnie, jaki jest wzorzec osoby, która najbardziej i najlepiej będzie pasowała ? Co powinna umieć ? Jakie przymioty sobą reprezentować ? Jakie wartości wyrażać ?

Przy wstępnej i dalszej ocenie,  pozbawione znaczenia zawsze były: płeć, wiek, orientacja seksualna, kolor skóry, przekonania polityczne, miejsce urodzenia: polskie lub zagraniczne, stan cywilny. Wszystkie dodatkowe cechy, które uznajemy za osobistą sprawę innego człowiek, nie mające żadnego związku z reprezentowanym poziomem zawodowym.

Przeprowadzałem ogólne rozeznanie dotyczące umiejętności pisania, fotografowania, filmowania – nazwijmy to podstawowych czynności wykonywanych każdego dnia w tej robocie. Badałem znajomość rynku medialnego, marketingowego, pr/owego, biznesowego. (Nie uwierzycie, jak czasami ludzie mało wiedzą o świecie)  Pytałem o tytuł ostatnio przeczytanej książki, obejrzanego filmu, zaliczonej w jakimś muzeum wystawy. Pytałem o różne rzeczy, które uznawałem za interesujące dla człowieka otwartego na świat.

Najbardziej zależało mi na: inteligentnych lub bardzo inteligentnych ludziach, którzy są uczciwi wobec siebie i świata; mają w sobie gen poszukiwacza/odkrywcy; wiedzą, że muszą być interdyscyplinarni ale też, że cały czas muszą się uczyć, by świat im gdzieś po drodze nie umknął.

Zależało mi na pracowitych, którzy nie zaczynają pierwszego zdania od stwierdzenia – „Panie Ciszewski to nie moja wina, to świat jest zły i niesprawiedliwy. Ja tak się starałem, a patrz pan …. znowu nie wyszło”

Mając złe nastawienie do wampirów energetycznych (z pewnością znacie takich ludzi, którzy przystawiają niewidzialną ssawkę i zabierają co masz w sobie najlepszego) zawsze szerokim łukiem starałem się taką delikwentkę lub delikwenta ominąć. Choć nie zawsze się udawało. Rozglądałem się za ludźmi z pozytywną naturą i charakterem. Wychodziłem z założenia, że nawet, jak coś się spieprzy to ten „fakap” odbędę z fajnymi ludźmi. Co też w długofalowym myśleniu może być twórcze i przerodzić się w jakieś przyszłe zwycięstwo.

Zależało mi na takich ludziach, którzy wiedzą, co to są pieniądze i do czego one służą. Podczas rozmowy o pracę starałem się zawsze zadać pytanie  zaczepno/obronne, brzmiące mniej więcej tak – „Czy Szanowna Pani/Pan zaryzykował kiedyś swoimi pieniędzmi kupując coś, co później miało być do sprzedania i do uzyskania korzyści finansowej z tytułu takiej spekulacyjnej w istocie operacji ?”  Gdy ktoś odpowiadał, że nie, to już miałem przeczucie, że nie dam rady zrobić orła z kury. Myślałem sobie bowiem, że skoro ten człowiek nie myślał o swoich pieniądzach i zyskach … nie będzie również myślał o pieniądzach firmy, w której ma pracować, a tym bardziej o moich. Choć oczywiście rozumiem, że nie wszyscy muszą się bawić w takie czy inne biznesy, bo ich przeznaczenie jest po prostu inne. To nie zmienia postaci rzeczy, że w biznesie pieniądze to są pieniądze.

Premiowałem ludzi, którzy podróżują po świecie i mają w sobie zapał i ciekawość, by ruszyć w jakąś egzotyczną wyprawę niekoniecznie polegająca na leżeniu koło basenu trzymając w dłoni drinka z parasolką; traperzy zawsze byli bliscy sercu.

W ostatnich latach do pakietu wymagań dołożyłem „WOI” czyli wiedzę o internecie. Jak ktoś mi mówił, że nie jest na fejsie i nie będzie… bo coś tam, mówiłem idź na pocztę listy stemplować, ponieważ skoro masz takie uważanie, to nie ma dla Ciebie miejsca w nowoczesnej komunikacji; będziesz zanieczyszczał wyłącznie powietrze. Zawsze ostatecznymi sztychami były dwa pytania. Co to znaczy być „mayorem” na – kiedyś „foursqerze”? Oraz ile masz punktów na Klout’cie. Brało to się z mojego przekonania, że każdy marketingowiec, a piarowiec w szczególności, musi śledzić wszystkie nowinki, jakie każdego dnia podsuwa sieć, aby z czystym sumieniem, służyć klientom uczciwą ekspertyzą.  Kto wie, może nawet trochę przesadzałem z „WOI”, ale jak ktoś mi zaczynał dawać wykład o tym, jak fejs jest zły i występny od razu się wkurzałem i przestawałem słuchać. Sycząc odpowiadałem, że na tym etapie naszej rozmowy nie wnikam, czy fejs jest dobry czy zły. Stwierdzam tylko, że to jest narzędzie do posługiwania się nim. Więc trzeba wiedzieć, co i jak. Nie nauczysz się jak nie będziesz go używał. Kropka!

Premiowałem ludzi czystych i schludnych. Niekoniecznie od razu garnitur oraz  lakierki, ale elementarne dbanie o siebie: czyste ręce i casinoe oraz czyste buty.

Tak! Oczywiście 95% opisanych cech i kompetencji jest oczekiwana przez większość pracodawców, w szczególności w usługach, sprzedaży, wszędzie tam gdzie jeden człowiek rozmawia z drugim człowiekiem, starając się do czegoś go przekonać.  Przekonałem się również, że tak opisani kandydaci do pracy prawie w ogóle nie istnieją. Zatem najczęściej bycie pracodawcą jest pakietem kompromisów jakie trzeba zawrzeć samemu ze sobą i z wszystkimi innymi.

mem2 public relations wersja 2

 

Comments

comments

182
Komentarze
Sonda

Czy sztuczna inteligencja może zastąpić pracę PR-owca??

Loading ... Loading ...