„Świat po pekińsku” – wstępniak do newslettera Artura Kurasińskiego

Informacja Prasowa - 21.10.2019
152

"Świat po pekińsku" - wstępniak do newslettera Artura Kurasińskiego

Zaczęło się od Dynastii Xia w 2070–1600 p.n.e. Potem Chińczycy wynaleźli m.in.: proch, papier oraz kompas i tak już się potoczyło. 1 października 1949 roku Mao Zedonga tworzy Chińską Republikę Ludową gdzie obecnie żyje 1,4 mld ludzi mówiących ponad 300 dialektami.

Obecnie Chiny to globalne imperium sterowane przez ludzi, którzy będąc komunistami żywią głęboką pogardę do wszystkiego co pochodzi z zachodnie. Rząd realizowane są w oparciu o totalitarny ustrój, który czerpie z przedziwnej mieszanki myśli Lenina, Stalina i Mao co prowadzi do patrzenia na Zachód i liberalizm jako wrogie siły, zagrażające Chinom.

“The key point about Communist Party ideology – the unbroken thread that runs from Lenin through Stalin, Mao and Xi – is that the party is and always has defined itself as being in perpetual struggle with the “hostile” forces of Western liberalism.”

Historia w Chinach nauczana jest jako pasmo niepowodzeń, zdrad i knucia Zachodu przeciwko Cesarstwu. Niedawne obchody 70 rocznicy powstania Chińskiej Republiki Ludowej były okazją do przypomnienia, że Komunistyczna Partia Chin nie dość, że przetrwała to działa już dłużej niż jej pierwowzór czyli Komunistyczna Partia Związku Radzieckiego. W Chinach komunizm trwa w najlepsze.

Efektem jest przedziwna hybryda systemu gospodarczo-społecznego (brak demokracji, centralne sterowanie z elementami mechanizmów rynkowych).

W Chinach nie ma bowiem prawa własności, można najwyżej coś dostać “do zarządzania”. Takie “state-owned-private enterprise companies” znamy wszyscy – to są globalne firmy jak Alibaba czy Tencent.

Ich menadżerowie nie posiadają firm tylko otrzymują możliwość sterowania nimi. Gdy jednak przestają spełniać swoje zadania są usuwani (tak jak Jack Ma). Czasami nawet permanentnie.

Partia wiedząc, że nie może zatrzymać swoich obywateli wewnątrz kraju wywiera więc wpływ na inne kraje w celu “szanowania chińskich wartości” co prowadzi do cenzury realizowanej rękoma zachodnich firm.

Apple wycofał aplikację pomagającą protestującym w Hong Kongu śledzić zamieszki. Koncern Cooka liczy na sprzedaż swoich telefonów i gadżetów.

Blizzard wybrał cenzurę zamiast wściekłości chińskich komunistów gdy jeden z graczy Hearthstone zaczął otwarcie solidaryzować się z prostującymi w Hong Kongu. Może przeważył fakt, że 4,9% udziałów w Activision (spółce powiązanej z Blizzardem) ma chiński potentat Tencent?

Google pod naciskiem swoich pracowników wycofał się z pomysłów opracowania specjalnej wersji wyszukiwarki przeznaczonej na rynek chiński, która miała by być ocenzurowana zgodnie z wolą Komunistycznej Partii Chin.

Zastanawialiście się może dlaczego w filmach rodem z Hollywood tylu pierwszoplanowych aktorów chińskich albo wręcz scenariusze budowane wokół chińskiej kultury i historii (Matt Damon i “Wielki Mur” czy Bruce Willis w “Unbreakable Spirit,”)? Prawda jest banalna – chiński rynek filmowy jest baaardzo interesujący pod kątem potencjału sprzedaży biletów a drugi fakt jest taki, że udziałowcami wielu amerykańskich wytwórni są chińskie spółki.

Pomyślmy zatem – czy amerykańska wytwórnia filmowa wyprodukuje film w których chiński aktor będzie “tym złym”? Albo całe państwo? Odpowiedź jest prosta. Nie.

Pokazali to między innymi producenci remake’u “Red Dawn”. W pierwowzorze to Chiny dokonywały ataku na USA. W remake’u “złymi” byli żołnierze Północnej Korei.

Są natomiast jeszcze ostatni rebelianci – Quentin Tarantino woli nie poddawać swojego filmu “Once Upon a Time in Hollywood” przeróbkom(sceny z Brucem Lee) niż zarobić więcej kasy u komunistów. Tylko nie każdy reżyser jest Quentinem Tarantino.

Na naszych oczach testowane są totalitarne metody kontroli społecznej. Social score i 170 milionów kamer (które w ciągu 7 minut potrafią znaleźć pojedynczą osobę w 3 mln mieście). Za moment w Chinach Error! Hyperlink reference not valid..

850 mln użytkowników telefonów w Chinach znajdzie się pod 24 godzinnym nadzorem polegającym już nie tylko sprawdzaniu linków i zakupów online.

Nikt nie ma wątpliwości, że umiejscowienie produkcji w Chinach to ogromne zagrożenie – nie dość, że Państwo Środka dawno przestało być rezerwuarem taniej siły roboczej to oprócz szpiegowania trzeba się liczyć z możliwością nacjonalizacji swojego biznesu.

Ostatnio do tego równania trzeba dodać wysokie cła nałożone przez administrację Trumpa w ramach wojny celnej. Efektem tego jest zapowiedź m.in. Samsunga całkowitego wycofania produkcji z Chin.

Konfrontacja ze Związkiem Radzieckim miała zasadniczo charakter wojskowy. Tu zaś mówimy o przeciwniku, który chce wedrzeć się do serca naszego systemu demokratycznego, zniszczyć zaufanie, na którym opierają się nasze sojusze. To jest starcie, które obejmuje nie tylko rywalizację wojskową, ale także finanse, handel, inwestycje, migracje, media, systemy polityczne, internet, współpracę naukową i wiele innych dziedzin. Chiny już doprowadziły do skorumpowania kluczowych organizacji międzynarodowych stworzonych po II wojnie światowej, w tym ONZ.

Ostatnio Chin przeszły do ofensywy technologicznej. Sprzedają swoje rozwiązania 5G (nawet 3x taniej) wiedząc, że skorzystanie z ich rozwiązań technologicznych wpycha dany kraj do ich strefy wpływu. Nie da się bowiem korzystać z chińskiej technologii mając 100% pewności, że dane nie są rejestrowane i analizowane.

W przeciwieństwie do konkurencji zachodnich, które spółki amerykańskie po prostu mogły kupić albo wejść w sojusz firmy chiński nie mają takiej potrzeby – są zasilane pieniędzmi z budżetu państwa.

Zresztą po co Facebook czy Apple miałby kupować chińskie spółki jeśli natychmiast zamknięto by przed nimi możliwości monetyzowania na tamtejszym rynku?

Z tego całego zamieszania i próby sił wyłania się nowy obraz świata podzielonego na pół. Amerykańsko (w dużym skrócie ponieważ mówić należy także o reszcie demokratycznych krajów i całej Europie) chińskie zapasy już spowodowały podziału internetu.

Chiny w latach 40. wytwarzały tylko 3 proc. światowego PKB, w latach 70. było to około 4,5 proc. A później przez ponad 30 lat przeszły najdłuższy w dziejach okres wzrostu gospodarczego, w latach 1978-2012 PKB rósł im co roku średnio o 9,8 proc. Dziś odpowiadają za 17,5 proc. światowego PKB. Stany Zjednoczone – za 23 proc. Jeśli nic niespodziewanego się nie wydarzy, to w ciągu dekady Chiny będą pierwsze.

W czerwcu 2019 w Moskwie symboliczną umowę podpisali w blasku fleszy przywódcy krajów Władimira Putin i prezydent Chin Xi Jinping. W ramach porozumienia Huawei zbuduje dla sieci MTS sieć 5G.

Pilotażowe uruchomienie sieci ma nastąpić w latach 2019-2020. Jest to kolejny i niesamowicie ważny krok do stworzenia splinternetu za pomocą którego Rosja finałowo odetnie się od zachodniego świata (podobnie jak to wcześniej zrobiły Chiny). I wykorzysta najlepsze wzorce chińskich towarzyszy do tego żeby kontrolować “Runet”.

Chińczycy pompują miliardy dolarów w swoją gospodarkę tworząc klasę średnią, budując na wyścigi całe miasta i połączenia między nimi. Ma to uniezależnić ich kraj od Zachodu – od potrzeb i kaprysów znienawidzonych demokratycznych gospodarek.

W ramach słynnego planu Marshala odbudowy Europy po II wojnie światowej wydano – według dzisiejszego kursu dolara – około 110 mld dolarów. A Chińczycy już na starcie chcą dać na swój projekt bilion trzysta miliardów dolarów. Kilkanaście razy więcej. Od 2014 roku inwestycje wychodzące z Chin są wyższe niż przychodzące.

Oprócz tego za pomocą Jedwabnego Szlak komunistyczna partia będzie mogła zbudować ogromną presję i zachęcić wiele państw do współpracy – przy okazji uzależnić je od siebie i wasalizować wizją współpracy i dostępu do taniej gotówki.

Czy zmagania Chin i Ameryki zmienią się w “pułapkę Tukidydesa”, która wywoła globalną wojnę? Tego nie wiadomo. Oprócz samych Chiny, USA trzeba brać pod uwagę Indie, Rosję oraz Unię Europejską. W końcu mamy zglobalizowany świat.

Brytyjski ekonomista Angus Maddison badał siłę gospodarczą wielkich mocarstw w historii świata. Od początku ery nowożytnej aż do wojen napoleońskich największą gospodarką były Chiny, czasami Indie, gdy w Chinach toczył się jakiś konflikt. Czyli dopiero ostatnich dwieście lat to pełna dominacja Zachodu. Centrum gospodarki i finansów, które skupiło się wokół Oceanu Atlantyckiego i trwało tam do końca jednobiegunowej chwili, teraz przenosi się na Pacyfik. Dla Chińczyków to oznacza, że świat wraca w stare koleiny. A dla nas to szok. I nie umiemy tego przyjąć.

Zachód po upadku ZSRR upajał się własnym sukcesem. W 1992 roku Francisco Fukuyamy wydaje książkę „Koniec historii i ostatni człowiek”. Wydaje się, że liberalna demokracja jest ostateczną formą ustrojową ludzkości i wkrótce opanuje cały świat.

Jedyne i zwycięskie supermocarstwo (Ameryka) zaczęło dyktować reszcie świata tzw” konsensus waszyngtoński”, czyli fundamentalizm rynkowy.

A Chiny robiły swoje. Nie uwierzyły w naszą demokrację a z autorytaryzmu uczyniły swoją siłę i przewagę rynkową.

Wykorzystały globalizm do swoich celów częściowo usypiając czujność, po części kopiując technologie, gromadząc zasoby, wykupują masowo ziemię(kolonizując m.in. Afrykę), mają więcej patentów związanych z AI niż USA. Mogą sobie “wypożyczać” całe wyspyWgrywać na granicy szpiegujące turystów appki. Jak budować lotnisko to oczywiście największe na świecieA niepokornych milionami więzić w obozach pracy.

Śpijmy dalej.

 

Artur Kurasiński

 

PS Cytaty pochodzą z tych artykułów: “Niegotowi na świat po pekińsku”, “Jeśli nie powstrzymamy autorytarnych Chin, to będą nam mówić, jak mamy żyć” oraz “Światu zostało pięć lat do wojny? „Amerykanie nie oddadzą roli światowego lidera bez walki

 

Comments

comments

152
Komentarze
Sonda

Czy sztuczna inteligencja może zastąpić pracę PR-owca??

Loading ... Loading ...