Skazani na strach. Jak milionerzy w spodenkach walczą z przestępcami

Informacja Prasowa - 12.09.2019
204

Skazani na strach. Jak milionerzy w spodenkach walczą z przestępcami - sport.onet.pl

Najbogatsza liga świata przyciąga bandytów. Nigdzie indziej piłkarze nie wydają takich sum na systemy alarmowe, psy bojowe albo byłych komandosów SAS. – Dzięki mediom społecznościowym przestępcy wiedzą o nas wszystko – mówi Peter Crouch, były reprezentant Anglii.

– Która willa tym razem zostanie obrabowana? – zapytała parę lat temu jedna z firm bukmacherskich w Wielkiej Brytanii. Był to czas, w którym na przestrzeni trzech lat włamywacze splądrowali 21 domów zawodników Premier League. Wśród nich był m.in. Jerzy Dudek. W proponowanym zakładzie pojawiły się kolejne wielkie nazwiska, ale media szybko zabiły na alarm. Trudno żartuje się z sytuacji, w której bandyci przystawiają nóż do gardła żonie Emila Heskeya, byłego zawodnika Liverpoolu.

Od tego czasu minęło prawie piętnaście lat, ale krajobraz się nie zmienia. Przestępcy wciąż mają zawodników pod lupą, szczególnie w Anglii – kraju, gdzie zawodowy piłkarz zarabia średnio 6 mln funtów rocznie, a wartość futbolowego rynku wynosi mniej więcej tyle, ile Izrael rocznie przeznacza na obronę kraju. Na same transfery kluby Premier League wydały latem prawie 1,5 miliarda euro. Jeśli dołożymy do tego szybujące w górę tygodniówki i „pokaz siły” na Instagramie, to mamy idealny cel dla włamywaczy. Niedawna sprawa zawodników Arsenalu, Mesuta Oezila i Seada Kolasinaca znowu wywołała temat do tablicy.

W sprawie Oezila od dawna mówiło się, że zarabia za dużo. Tygodniówka w wysokości 350 tys. funtów stawiała go w rankingu płac na drugim miejscu w lidze. Ale ani on, ani jego rodzina nie myśleli dotąd o wyprowadzce z Londynu. To było ich miasto – kosmopolityczne, szybkie, przede wszystkim bezpieczne. Ale do czasu. W zwykłe lipcowe popołudnie, wracając z żoną z zakupów został zaatakowany przez nożowników na skuterach i tylko odważna reakcja Seada Kolasinaca, kumpla z Arsenalu, zapobiegła tragedii.

W Internecie ta scena szybko zyskała status „virala”. Mówiło się o bohaterstwie Bośniaka. Lawinowo ruszyła też produkcja memów jak to piłkarz o pseudonimie „Czołg” z gołymi pięściami rusza na uzbrojonych bandytów. Internauci dostali kolejne show, ale dla zawodników i ich rodzin konsekwencje tego zdarzenia trwają trochę dłużej niż parę kliknięć. Kilka dni później doszło do kolejnego incydentu, gdy dwóch bandytów zostało zatrzymanych pod posiadłością Oezila. Ze względu bezpieczeństwa on i Kolasinać nie wystąpili w pierwszym meczu sezonu. Obaj zresztą wysłali rodziny do Niemiec. Pytanie co dalej? Czy jest punkt, w którym wszyscy poczują, że zagrożenie minęło? Jak mieć czystą głowę na boisku, kiedy w domu, gdzie przebywa rodzina, w każdym momencie może znowu nastąpić odwet nożowników.

– Widziałem ich znikających w drzwiach restauracji. Napastnicy byli kilka kroków za nimi. Nikt nie wie, co by się stało, gdyby ich dopadli. Mogli posiekać ich na kawałki – opowiadali świadkowie niedawnych zdarzeń na łamach „Daily Mail”.

Tato, czy oni wrócą?

To pokazuje, z jakimi wyzwaniami musi mierzyć się dzisiaj futbol. Coraz bardziej opływający w luksusach i coraz bardziej lubiący krzyczeć: patrzcie, jestem! W posiadłości z basenem, z drogim zegarkiem albo z garażem wypchanym samochodami. Alex Bomberg, szef firmy zajmującej się bezpieczeństwem gwiazd, mówi wprost: „obserwujcie Neymara. A potem róbcie wszystko inaczej niż on”.

Brazylijczyk służy dziś za modelowy przykład, czego nie robić, by nie wystawiać się na widelec. Ale czy w dzisiejszym świecie można jeszcze inaczej? Kilka francuskich klubów rok temu wystosowało apel do piłkarzy, by ograniczyli internetową aktywność swoich żon. To ich konta skrupulatnie obserwują przestępcy. – Oznaczają się w miejscach poza domem, dają wszystkie niezbędne wskazówki. Równie dobrze mogłyby przekazać klucze do mieszkania – śmieje się Bomberg na łamach „The Telegraph”.

Jego firma oferuje piłkarzom pakiety: 24-godzinna ochrona za 400 tysięcy funtów rocznie. To zresztą ostatnio gorący temat. Po sprawie Oezila i Kolasinaca w Anglii sporo jest tekstów, w których eksperci od bezpieczeństwa próbują wcisnąć swoje usługi. Narracja jest prosta: jeśli zarabiasz 5 mln funtów rocznie, musisz zadbać o bezpieczeństwo. A piłkarze zwykle tę kwestię odsuwają. – Mają charakter macho, myślą, że są samowystarczalni – uważa Paul MacArthur, dyrektor SGC Security. To kolejna firma, która świadczy usługi sportowcom. Osobisty ochroniarz może w ten sposób zarobić nawet 500 funtów dziennie.

Ostatnio popularne są też psy bojowe. Jedna z firm oferuje je piłkarzom w cenie 15 tysięcy funtów. A chętni, owszem, znajdują się. Rok temu na Instagramie takim psem pochwalił się superstar Manchesteru City, Raheem Sterling. W jego ślad poszli też Phil Jones (Manchester United), Mark Noble (West Ham) oraz Andy Carroll (Newcastle). Temu ostatniemu trzy lata temu bandyci przyłożyli pistolet do szyby samochodu, żądając zegarka. Były reprezentant Anglii odmówił, zawrócił samochód i rozpoczął ucieczkę.

To schemat stary jak świat: Leonardo Bonucci w Juventusie też odmówił złodziejowi, w dodatku uderzył go w twarz. Lucho Gonzalez w Marsylii obudził się pewnej nocy z lufą pistoletu przystawioną do skroni. Bandyci włamali się do jego domu, zabrali wszelkie kosztowności i zniknęli bez śladu. Dwa lata po Argentyńczyku podobna trauma spotkała Vitorino Hiltona. Znowu incydent odbywał się w Marsylii i znowu sprawa odcisnęła ogromny ślad nie tylko na zawodniku, ale też na jego rodzinie. – Tato, czy oni wrócą? – dzieci pytały ojca. A rodzina dla Brazylijczyka zawsze była najważniejsza, szemrany klimat Marsylii sprawił, że wkrótce przeprowadził się do Montpellier HSC. Zaczął też korzystać z usług prywatnego ochroniarza.

Pokoje paniki

To zresztą nierzadki trend. Cristiano Ronaldo swego czasu miał trzech bodyguardów, o których „Daily Star” pisał: „wchodzą mu nawet do toalety, tak było w jednym z klubów w Lizbonie”. Portugalczyk potem wyluzował, ale po transferze do Juventusu znowu poprosił władzę klubu o dodatkową ochronę dla swojej rodziny. Przykładowo na niedawnym mundialu w Rosji ochraniali go były spadochroniarz i zawodnik MMA. Ochroniarzem Neymara z kolei jest zawodnik UFC, Nordine Taleb.

Ale czasem i to nie wystarcza. Firma Benchmark Security Group w większości domów piłkarzy Premier League stawia tzw. pokoje paniki. To tam w krańcowych sytuacjach ofiara może zabarykadować się na dobre, a następnie wezwać pomoc. W anonimowym budynku w Manchesterze można oglądać transmisje na żywo, co w danej chwili dzieje się na posesji gwiazd United i Liverpoolu. Promienie podczerwieni, czytniki twarzy – to wszystko tam jest, pracuje nad tym 51 pracowników ochrony, a czas reakcji patrolu nie przekracza 90 sekund.

– Piłkarze nawet nie zdają sobie sprawy, jak długo są śledzeni. Media społecznościowe zaogniły ten problem, dzisiaj trudniej jest być bezpiecznym. Ktoś, kto pokazuje w sieci błyskotki, a potem wyjeżdża na mecz, zostawiając pusty dom, sam prowokuje los – uważa Peter Crouch, były reprezentant Anglii, atakowany przez włamywaczy w 2006 i 2011 roku.

Jego dom też kontroluje Benchmark. Angielscy dziennikarze śmieją się, że to już nie te czasy, że bezpieczeństwo zapewniało kilka wskazówek dotyczących poprawnego parkowania. Dla przykładu w Manchesterze United lat 90. piłkarz musiał wiedzieć, by nie stawiać samochodu przy hotelu „Four Seasons”. To tam seriami znikały auta, m.in. legend klubu Marka Hughesa oraz Roya Keane’a.

Dzisiaj na Old Trafford koledzy żartują z Marcusa Rashforda, 22-letniego napastnika, że zamienił willę na wsi w skarbiec Fort Knox. W najbardziej strzeżonym budynku świata ściany mają grubość 1,3 metra. Niektórzy śmieją się, że wytrzymałby uderzenie bomby atomowej. W domu Rashforda tymczasem jeden alarm wyłącza większość posesji z użycia, tak by odciąć dostęp bandytom. Ten trend już się nie zatrzyma. Piłka pławi się w luksie, a półświatek czeka. Inni milionerzy w spodenkach prędzej czy później też zamienią domy w fortece.

Autor jest dziennikarzem CANAL+ Sport

Paweł Grabowski

źródło: sport.onet.pl

Comments

comments

204
Komentarze
Sonda

Czy sztuczna inteligencja może zastąpić pracę PR-owca??

Loading ... Loading ...