„A więc wojna USA z Chinami!” – wstępniak do Newslettera Artura Kurasińskiego

Informacja Prasowa - 22.05.2019
285

"A więc wojna USA z Chinami!" - wstępniak do Newslettera Artura Kurasińskiego

Oficjalnie Google zawiesił świadczenie usług związanych z systemem operacyjnym Android dla Huawei – drugiego największego producenta smartfonów na świecie na czas nieokreślony. W przyszłości będziemy to określali jako początek “technologicznej zimnej wojny”.
Stało się to w wyniku dekretu wydanego przez Prezydenta Trumpa jak można się domyśleć będącego kolejnym etapem wojny handlowej z Chinami. Huawei (i jej 68 filii) została wpisana na specjalną listę firm z którymi amerykańskie firmy takie jak Qualcomm, Intel, and Google nie mogą handlować bez specjalnej zgody amerykańskiego rządu.
Oprócz Google i jego Androida Huawei nie będzie mógł liczyć na współpracę z Intelem, Qualcommem czy Broadcomem czyli wiodącymi na świecie producentami mikroprocesorów.
Co oznacza decyzja Google dla posiadaczy telefonów Huawei? Oznaczą, że jego posiadacz nie przestanie już teraz korzystać z systemu Android ale zostaje pozbawiony jego kolejnych wersji. Co w rezultacie dla użytkowników poza Chinami powoduje, że telefon jest w praktyce mało użyteczny.
Huawei informował kilka razy w przeszłości, że pracuje nad własnym systemem operacyjnym dla smartfonów – odcięcie go od Androida pokaże na jakim etapie gotowości ten system się znajduje.
Czy to koniec działań przeciwko chińskiej spółce? Pamiętajmy, że każda firma z USA – (np. Slack, Skype, Twitter) jest w stanie pozbawić dostępu do swoich aplikacji i aktualizacji oprogramowania już zainstalowanego i znajdującego się na telefonach Huawei (i dowolnego innego producenta).
Jaki efekt dla Huawei będzie miało odcięcie od rynków poza Chinami? Na pewno przyspieszy ich prace nad własnym systemem operacyjnym, mikroprocesorów, technologię półprzewodników i cały ekosystemem. Doprowadzi to odcięcia Chin od Zachodu “technologiczną żelazną kurtyną”.
Chiny na pewno uwzględniały w swoich przewidywaniach taki scenariusz – niemniej branżowi obserwatorzy uważają, że pełną gotowość chińskie spółki osiągną za kilka lat.
To co wydaje się kartą przetargową i asem w rękawie Chin to kontrola metali rzadkich. Chiny kontrolują 90% ich wydobycia metali rzadkich na Ziemi. Ameryka może mieć technologię ale Chin będą kontrolowały produkcję. I być może to jest coś, co zaboli amerykańskich przedsiębiorców najbardziej.
Niektórzy obserwatorzy rynku twierdzą, ze po Huawei kolejną spółką z Chin, która wpadnie na “czarną listę” będzie DJI z uwagi na dominującą pozycję w zakresie produkcji dronów. Przypomnijmy, że sankcje dotknęły już inną chińską spółkę czyli ZTE.
Co prawda Ren Zhengfei, założyciel Huawei zarzeka się, że wprowadzone sankcje nie wpłyną na pozycję spółki ale trzeba to potraktować jako próbę PR’ową obrony przed falą negatywnych wydarzeń jakie dotkną chińskiego giganta na giełdzie.
W innym wywiadzie buńczucznie twierdzi, że rząd amerykański nie docenia potęgi Huawei. I tu akurat może mieć po części rację.
Wprowadzenie bowiem ceł na chińskie produkty spowodowuje wzrost cen produktów Apple nawet o kilkadziesiąt procent (duża część iPhone’ów produkowana jest w Chinach).
Odcięcie Huawei od amerykańskiego rynku może spowodować, że chiński rząd wprowadzi lustrzane restrykcje dla spółek amerykańskich co by oznaczało zapaść w dostawach przez Foxconn dla między innymi Apple właśnie (ale również dla Microsoftu, Sony, Amazona Della i HP).
Dlaczego wojna celna USA z Chinami powinna nas interesować?
Z powodu “pułapki Tukidydesa”. To zjawisko opisane przez greckiego historyka i filozofa – Tukidydesa. W monografii “Wojna peloponeska” opisał historię, kiedy Sparta i Atena jako obie strony konfliktu stały się zakładnikami nieuniknionej wojny. Konflikt ten wynikał ze wzrostu znaczenia Aten i wynikającym z tego lękiem Sparty.
Pułapka Tukidydesa polega zatem na tym, że obie strony nieuchronnie muszą zmierzyć się ze sobą ze względu iż obie walczą o te same zasoby lub obszary.
Nie zawsze oznacza to konflikt zbrojny. Rzadko, naprawdę bardzo rzadko, czynnik zewnętrzny, który dotyka obie strony – zmusza do wydostania się z pułapki Tukidydesa poprzez konieczność wspólnej interwencji w innym obszarze.
Obecny rząd w Polsce w wyniku polityki międzynarodowej postawił na Amerykę. W zasadzie można stwierdzić, że wybraliśmy sojusznika w postaci Waszyngtonu ucinając nasze kontakty i decydując się na bycie pariasem w Europie. Pouczamy Francuzów, skonfliktowaliśmy się z Niemcami.
Po wrześniowej wizycie w Białym Domu podczas której Prezydent Duda niczym petent podpisywał dokumenty udało się uzyskać milczącą akceptację dla pomysłu “Fortu Trump”. Miałoby to być miejsce gdzie Amerykanie będą stacjonowali w Polsce w większej sile niż do tej pory. W zasadzie Fort Trump miałby zostać zbudowany kosztem innych baz amerykańskich w Europie.
Teraz wyobraźmy sobie sytuację kiedy w trakcie kampanii wyborczej w Polsce Donald Trump akceleruje konflikt gospodarczy z Chinami, który przeradza się w konflikt zbrojny.
Prezydent Trump będzie chciał od swoich jedynych pewnych sojuszników w Europie dostać pomoc (zawsze w mediach wygląda lepiej kiedy to nie amerykańscy chłopcy wracają w trumnach). Zawsze to lepiej wygląda w mediach jeśli walczy “koalicja”.
Czy Polska zachowa się inaczej niż w przypadku inwazji na Irak? Raczej nie – wizja “zapunktowania” wśród wyborców i pokazanie reszcie Europy “kto tu rządzi” będzie potwornie ciężkie do odrzucenia w roku wyborczym. I polscy chłopcy pojadą na wojnę, walcząc o kompletnie nam obcą sprawę.
Może czas się zastanowić czy warto umierać za obecnego Prezydenta USA.
Artur Kurasiński
PS Wpadajcie na Targi Książki w Warszawie w tę sobotę (25 maja) o godzinie 13.00 – będę podpisywał książkę “Róża, a co chcesz wiedzieć” 🙂
Newsletter Artura Kurasińskiego – https://kurasinski.com/newsletter/

Comments

comments

285
Komentarze
Sonda

Czy sztuczna inteligencja może zastąpić pracę PR-owca??

Loading ... Loading ...