Zed is dead ? Check Ned.

Redakcja PR - 05.05.2016
153

Penfolds Grange, dziś jedyny napój uznany oficjalnie za element dziedzictwa kulturowego Australii - Tomasz Kaźmierowski o winie

Tomasz Kaźmierowski o winie.

Kiedyś, dawno temu, mój współautor (“Podróży z kwasem, garbnikiem i słodyczą”), Maciej Mizerka, wprowadził mnie do świata win regularnych jak cola. A niełatwo było mnie co do tej regularności przekonać, gdyż akurat dwadzieścia lat temu prowadziłem marketing w Pepsi Coli (pepsi piją lepsi;-).

Jako że Mizerka koncentrował się na Antypodach, ówczesnym wzorcem wina – na bardzo krótko – ustanowiony został Penfolds Grange, dziś jedyny napój uznany oficjalnie za element dziedzictwa kulturowego Australii.

Obecnie to aukcyjne wino osiąga zupełnie nienormalne, nijak nie zasłużone ceny grubo przekraczając trzysta dolarów, a bywa, że i tego wielokrotność. Usłużnie amatorom tego cuda polecam polski ekologiczny dżem, np. Owocowy Dom, za jedyne 16 złotych. Gotował się niewiele dłużej.

Przepraszam, Grange, rzecz jasna, produkowane w ilości poniżej 10 000 butelek, nie zasługuje na takie traktowanie, ale już ogromna większość fantastycznie powtarzalnych win z Antypodów – k sożalenju – tak.

Do napisania dzisiejszej notki zainspirowały mnie dwie kobiety, Magda Ślubowska, do niedawna konsul RP w Australii i Alexandra Woods, znajoma angielska malarka.

Dzięki tej pierwszej mogłem bliżej poznać czerwone wina tworzone przez jednego z ojców sukcesu Grange, Roda Chapmana, pochodzące z Ross Estate w Dolinie Barossa. Twórcą Ross Estate jest pan Dariusz Ross rodem z Wielkopolski. Jego wina, z których bodaj najmniej typowym  – niezbyt słodkim, najbardziej za to kwasowym – dla Australii winem jest pochodzące z osiemdziesięcioletnich krzewów, i to z jednej parceli, Grenache. To dostępne niedrogo i z łatwością (prosta dostawa z Holandii czy Niemiec) w europejskich sklepach wino “nieomylny” Parker ocenił aż na 90 punktów za jego wiśnię, jagody, goździki i nieprzesadną jeszcze słodycz. Beczkę z wanilią dostajemy gratis. Jeśli już kupować czerwony, nieskomplikowany Nowy Świat – to  dlaczego nie Rossa?

Trochę inaczej jest z białymi. Lepiej. Mam wciąż ograniczone w tej materii doświadczenie, jednak ostatnio trochę te braki nadrobiłem “dzięki” wizycie u moich angielskich przyjaciół w Cotswolds (więcej w “Podrózach z kwasem …”), którzy najchętniej serwują właśnie Nowy Świat. Czołowe Sauvignon Blanc z Nowej Zelandii, gdzie ten szczep absolutnie panuje, szczególnie zaś Dog Point i Saint Clair z Marlborough, pokazały się rzeczywiście z najlepszej strony. To jednak wina za co najmniej 120 zlotych, a w najlepszym wydaniu (rocznik, etykieta) nawet za 350 złotych.

Szukałem więc czegoś podobnie świeżego, chrupkiego i nienachalnego za rozsądną cenę, i dzięki Alexandrze Woods znalazłem. To właśnie wino na dziś i dzisiejsze temperatury : (The) Ned Waihopai Sauvignon Blanc, Marlborough (NZ).

Jak na Wyspę Południową delikatnie tylko tropikalne, za to agrestowe i dość mineralne. Owszem, sporo cytrusa i jeszcze więcej ciała. Tak już mają w Marlborough.

Da się ściągnąć za 65-85 złotych.

Screw cap, drink now.

Tomasz Kaźmierowski o winie

Comments

comments

153
Komentarze
Sonda

Czy sztuczna inteligencja może zastąpić pracę PR-owca??

Loading ... Loading ...