Zamek w puszczy – trzy wnioski ze złej komunikacji [case study]

Informacja Prasowa - 25.07.2018
99

Zamek w puszczy - trzy wnioski ze złej komunikacji

Pan Marek Bosak, Dyrektor ds. Komunikacji w Vivus Finance Sp. z o.o. dokonał analizy działań komunikacyjnych związanych ze sprawą zamku budowanego w wielkopolskiej Stebnicy w Puszczy nad Notecią.

W tej opowieści jest zamek i są rycerze. Wprawdzie zamek zbudowany do połowy, a rycerze walczą w internecie. Ale i tak mamy tu wszystkie elementy potrzebne do dobrej bajki. Warto więc też wiedzieć jaki płynie z niej morał.

3 dni. Tyle czasu minęło od pojawienia się pierwszego zdjęcia z budowy zamku w wielkopolskiej Stobnicy do momentu, gdy inwestycja została tematem numer jeden w mediach, a CBA rozpoczęło kontrolę jej dokumentacji.

Nie chcę się skupiać na walorach architektonicznych, ani etycznych rozterkach ekologów wspierających inwestycję. Temat natomiast jest niezwykle ciekawy od strony komunikacyjnej i spokojnie kwalifikuje się jako case na studia MBA.

Pierwsza wzmianka o zamku pojawiła się na portalu społecznościowym wykop.pl. Zdjęcie wrzucił, jako ciekawostkę, anonimowy użytkownik. I mogłoby to zdjęcie obejrzeć tysiąc osób, a po godzinie nikt by już o tym nie pamiętał. Ale stało się inaczej. To, co najbardziej rozpalało wyobraźnię osób czytających informacje o zamku to fakt, że nikt nic nie wiedział o jego budowie. Największy nowo budowany zamek w Europie powstaje w Polsce! Jak to możliwe, że inwestycja trwa już ponad trzy lata, a nie napisały o niej nawet lokalne media? Przecież nawet o małym hotelu w powiatowym mieście można zazwyczaj znaleźć kilka wzmianek jeszcze nim ruszy budowa!

Obserwowałem z jakim podnieceniem kolejne osoby wyszukiwały zdjęcia satelitarne – Google Maps, Geoportal, ktoś wrzucił swoje zdjęcia z telefonu. Researcherzy z redakcji jak zwykle rano przeglądali media społecznościowe w poszukiwaniu tematów do zapełnienia portali na kolejny dzień i w zasadzie mieli już „aferę” podaną na tacy.

 

A więc lekcja nr. 1: Nic nie służy tak wirusowemu potencjałowi newsa jak aura tajemniczości.

 

Temat dogrzali przeróżni twitterowi influencerzy lubujący się w pytaniach do polityków i na koniec, tradycyjnie już, weszły tradycyjne media – czyli prasa i TV. Kontrola CBA w poznańskim RDOŚ była wisienką na torcie. W zasadzie nieunikniona. Przecież gdyby jej nie było to ktoś wziąłby na siebie odpowiedzialność za niedopełnienie obowiązków służbowych. Mechanizm rozwoju „afery zamkowej” był taki sam, jak we wszystkich innych historiach kryzysowych. Natomiast imponujący był tutaj czas pomiędzy kolejnymi etapami rozwoju. A właściwie kompletny brak czasu. Wpływ miał na to przede wszystkim „sezon ogórkowy” – w zasadzie poza pytonem nad Wisłą niewiele było elektryzujących historii.

 

Lekcja nr. 2: Efekt kuli śnieżnej nie zmienia się od lat. Wraz z przyśpieszeniem komunikacji zwiększyła się tylko jej prędkość. Teraz ten pociąg rusza tak szybko, że w zasadzie nie da się do niego wsiąść w trakcie jazdy.

 

Po 48 godzinach dziennikarze w końcu docierają do inwestora. Ten próbuje tłumaczyć, że inwestycja jest na skraju wsi, a nie w środku puszczy, że jezioro to faktycznie sztuczny staw rybny, że inwestycja będzie ważna lokalnie, a wspólne stowarzyszenie wraz ekologami powołał dwa lata po tym jak napisali oni kontrowersyjną opinię. Może i to wszystko prawda, ale jest jeden problem – teraz te tłumaczenia już nikogo nie interesują. Takie są prawa mediów. Możemy się na nie obrażać, ale nikt ich nie zmieni. Gdy bliżej nie znany inwestor, będący stroną w sprawie, próbuje się tłumaczyć – nie ma już szans na odwrócenie narracji. Nawet gdyby teraz próbował ogłosić, że zamek przekaże na gminną świetlicę i siedzibę OSP, to wszyscy to zignorują. Wyrok został wydany.

 

Lekcja nr. 3: Jeżeli decydujesz się, że przez kilka lat stosujesz taktykę „nic nie będę mówił” to nie dziw się potem, że nikt nie Cię nie chce słuchać. Strategia siedzenia cicho z nadzieją, że nikt nie zobaczy może się sprawdzić, jeśli masz taki plan na kwartał lub dwa. W horyzoncie kilku lat jest bardzo mało prawdopodobne, że nie skończy to się dotkliwą konfrontacją z rzeczywistością, w której wszyscy zaczną się zastanawiać: co masz do ukrycia.

 

Raz to jest „afera zamkowa”, innym razem przemysłowa. Przymiotniki się zmieniają, problem jest ten sam. Nazywam to syndromem „Ciszej jedziesz, dalej dojedziesz”. To rosyjskie przysłowie wywołało sporo spustoszenia w myśleniu polskich przedsiębiorców o komunikacji biznesowej. Wiele osób chyba nie zorientowało się jeszcze, że nasze drogi ze standardami rosyjskimi rozjechały się już dawno temu i przenoszenie porad zza Buga na polski grunt A.D. 2018 może się źle skończyć. Tak też było tym razem. Często wynika to po prostu z braku decyzji o inwestycji (głównie czasu) w komunikację. Warto pamiętać, że brak decyzji to też decyzja. A jeżeli ktoś woli kierować się w biznesie przysłowiami niż statystyką to zawsze znajdzie takie, które uzasadni nic nierobienie. Na przykład: „Lepiej mądrze stać, niż głupio iść”.

 

fot. Marek Bosak
Marek Bosak

LinkedIn: Marek Bosak

Comments

comments

99
Komentarze
Sonda

Czy sztuczna inteligencja może zastąpić pracę PR-owca??

Loading ... Loading ...