Władzę ma ten kto ma media – pisze Piotr Mościcki

Redakcja PR - 14.06.2016
293

Przedwczoraj pewna osoba zapytała mnie dlaczego co jakiś czas wracam z korporacyjnego public relations do polityki?

Z nudy? Dla pieniędzy? Dla poczucia władzy? Odpowiedź brzmiała krótko: Dla kontaktów. Bo dobry pr’owiec wart jest tyle co baza jego kontaktów.

Pod względem ilości obsługiwanych dziennikarzy, ale też nazwisk z jakimi na co dzień pracuje, polityka jest bezkonkurencyjna. W żadnej, nawet największej i najbogatszej firmie nie masz tak ciągłego i bezpośredniego kontaktu z medialnym „top of the top”. Wielkie dziennikarskie nazwiska, programy w najlepszym czasie antenowym, ciągłe zainteresowanie dziennikarzy którzy muszą czymś zapełnić wielkie parcie wydawców na politykę. Bo jak wiadomo- polityka żre. Niewielu ją rozumie, niewielu lubi, ale o dziwo każdy nią żyje i chętnie ogląda przekrzykujących się w programach polityków. Im ostrzej tym lepiej.

W czasach gdy pr’owcy w korporacjach stają na rzęsach, aby zainteresować dziennikarzy „swoimi” tematami, przygotowują merytoryczne opracowania i infografiki żeby upchnąć komentarz ekspercki w jakiejś gazecie czy ulokować klienta w którymś z biznesowych kanałów o znikomej oglądalności, pr’owcy zajmujący się politykami mają komfort wybierania dla swoich podopiecznych co lepszych programów czy składu pozostałych gości w studiu. Wiadomo… Precedencja. Marszałka, czy ministra ze zwykłym posłem w studiu nie posadzisz. Gdy w agencjach gdzieś w okolicach „Mordoru” dwoją się i troją aby zapewnić klientowi zagwarantowaną w umowie ilość wypowiedzi, czy ekwiwalent reklamowy, to w okolicach Wiejskiej ktoś ma inny problem. Czy do porannej rozmowy wybrać Piaseckiego w RMF, Olejnik w Zetce, czy Michniewicz w Trójce? Telewizja wieczorem? Żaden problem. Od wyboru do koloru. Czasami pojawia się klęska urodzaju i po prostu nie ma kim obsadzić kilkunastu, czy wręcz kilkudziesięciu programów dziennie.

Ci bardziej złośliwi powiedzą – praca dla idiotów. Gdzie w tym realna praca dla pr’owca? Grupy docelowe, długofalowe strategie, briefy? Owszem są, choć na mniejszą skalę. Bo przy wręcz taśmowym umawianiu gości, zwoływaniu kilku konferencji dziennie, planowaniu dziesiątków live’ów i setek w ciągu dnia z udziałem więcej niż jednego polityka nie sposób perfekcyjnie przygotować ich wszystkich do każdej wypowiedzi przed kamerą. Briefy przygotowywane przez biura prasowe dla polityków przed każdym wystąpieniem, najczęściej lądują nie czytane na tylnym siedzeniu samochodu kierowanego przez sejmowych kierowców. Bo politycy najczęściej mówią z głowy, czyli często z niczego. W owczym pędzie za argumentem partyjnej siły, ginie często siła argumentu. Politycy przygotowani, merytoryczni czy tzw. eksperci uważani są bowiem za nudnych i zawsze zostaną przekrzyczeni przez może mniej wiedzących, ale lepiej „wyszczekanych” oponentów.

Jednak praca w polityce, choć mniej kreatywna i bardziej odtwórcza niż w agencji, jest dla każdego pr’owca prawdziwą szkołą życia oraz okazją do sprawdzenia swoich własnych predyspozycji do zawodu. Tutaj news żyje wyjątkowo krótko, więc czas pomiędzy decyzją o organizacji konferencji prasowej do jej zakończenia to czasami kilkadziesiąt minut. W tym czasie nie tylko trzeba znaleźć miejsce na „konfę”, załatwić transmisję na żywo, wysłać powiadomienia do dziennikarzy i wystawić polityków. Brak znanego z korporacji podziału na specjalizacje wymusza wielozadaniowość. Rano piszesz wystąpienie na temat systemu ochrony zdrowia, po południu komunikat na temat odnawialnych źródeł energii, a wieczorem przygotowujesz scenariusz weekendowej konwencji wyborczej na drugim końcu kraju z pełną realizacją telewizyjną i obsługą prasową dla kilkudziesięciu akredytowanych dziennikarzy.

Wisienką na torcie tej ciężkiej pracy jest satysfakcja, że dzień w dzień w gazetach, stacjach radiowych i telewizyjnych widzisz efekty swojej ciężkiej pracy i polityków których nie byłoby w tym studiu gdybyś ich tam nie umówił. Bo jak uświadamiał mi swego czasu jeden z moich szefów „władzę ma ten kto ma media”, a politycy nawet Ci z największymi nazwiskami skazani są na łaskę bądź niełaskę biur prasowych które decydują o tym kto i do jakiego programu zostanie wysłany.

No i na koniec najważniejsze. Dziennikarze polityczni są cholernie wymagający. Jeżeli Cię zaakceptują lub polubią to będziesz w stanie załatwić dla swojego klienta wszystko. Bo jeżeli sprawdziłeś się w polityce i nie zawiodłeś dziennikarskiego zaufania to ta praca będzie procentować. Nawet gdy postanowisz ją zmienić.

IMG_0590

Piotr Mościcki – niezależny konsultant public relations z blisko 15 letnim doświadczeniem. Specjalizuje się w zarządzaniu kryzysowym i healthcare. Do niedawna doradzał patiom politycznym, Marszałkom Sejmu, Ministrowi Zdrowia, Ministrowi Gospodarki i Prezesowi NFZ. Obecnie wolny od polityki 🙂

Linkedin : pl.linkedin.com/in/pmoscicki

Twitter: https://twitter.com/PiotrMoscicki

Comments

comments

293
Komentarze
Sonda

Czy sztuczna inteligencja może zastąpić pracę PR-owca??

Loading ... Loading ...