Wirus przenoszony drogą internetową. Cyberataki i jak się ich wystrzegać

Redakcja PR - 25.11.2016
65

Jak roznoszą się wirusy w internecie? Jak się przed nimi chronić?

Każdego dnia wysyłamy znajomym dziesiątki linków, obrazków czy gifów. Nasza komunikacja w internecie koncentruje się głównie na czatach, mejlach i mediach społecznościowych. To dla nas bardzo wygodne – wystarczy ułamek sekundy, by wysłać ciekawy artykuł, zabawny mem czy link do promocji w sklepie internetowym. Uważajmy jednak – wraz z linkiem do kolejnej ciekawej treści możemy dostać wirusa, przez którego stracimy całe nasze cyfrowe zasoby.

Uwaga, wirus!

Nie bez przyczyny nazwa „wirus komputerowy” budzi skojarzenia z chorobą. Często zdarza się, że dla sprzętu zarażenie wirusem oznacza nieodwracalne zniszczenie i konieczność wymiany na nowy. A zaczyna się dość niewinnie – od zauważenia sensacyjnej wiadomości na tablicy kolegi czy zdjęcia otrzymanego na czacie. Jedno kliknięcie uruchamia machinę – w zależności od rodzaju infekcji, stracić możemy dane z dysku, dane do logowania czy nawet fizycznie sprzęt.

Z jakimi typami wirusów spotykamy się w przestrzeni internetowej najczęściej? Na co można trafić, klikając link na Facebooku?

Największą w tej chwili plagą są bez wątpienia programy typu ransomware, których działanie sprowadza się do zaszyfrowania plików przechowywanych na komputerze ofiary i żądania okupu w zamian za klucz pozwalający je odszyfrować. Pojawiło się wiele wariantów tego zagrożenia atakujących głównie użytkowników Windowsa, ale posiadacze innych systemów też muszą się mieć na baczności. Jeśli ransomware dostanie się np. na telefon z Androidem, dochodzi najczęściej do uzyskania uprawnień administratora i zablokowania całego urządzenia – mówi Anna Wasilewska-Śpioch z portalu Dziennik Internautów.

Jak łapie się wirusa? Często jesteśmy bardzo zaskoczeni, że nasz komputer jest zainfekowany. Unikamy zazwyczaj podejrzanych stron, zwykle korzystamy z oprogramowania antywirusowego. Te środki często są jednak niewystarczające – tłumaczy Anna Wasilewska-Śpioch.

Istnieje wiele możliwych scenariuszy infekcji, a rozpowszechnianie złośliwych programów za pomocą poczty elektronicznej i serwisów społecznościowych zajmuje wśród nich czołowe miejsce. Celem niedawnego ataku na użytkowników Facebooka, który polegał na rozsyłaniu za pośrednictwem czatu rzekomych zdjęć w formacie SVG, było zarażenie ich komputerów szkodnikiem z gatunku ransomware o nazwie Locky. Najczęściej twórcom złośliwych aplikacji na Facebooku chodzi jednak o to, by ich ofiara zamówiła płatną usługę subskrypcyjną – wystarczy, że na specjalnie przygotowanej stronie poda swój numer telefonu i wpisze otrzymany SMS-em kod. Rezygnacja z takiej subskrypcji bywa kłopotliwa, a w niektórych przypadkach jedynym wyjściem może być zablokowanie usług premium przez operatora.

Dowcipniś, cyberprzestępca czy grupa hakerów – kto za tym stoi?

Oczywistym jest, że wirusy nie biorą się znikąd. Jakiś człowiek musi napisać kod, zainfekować określoną liczbę urządzeń itp. Po każdym większym ataku wirusa pojawia się pytanie, kto może odpowiadać za jego wywołanie?

Zdaniem Piotra Kupczyka z Kaspersky Lab Polska, wirusy pojawiające się w social mediach nie mogą być dziełem pojedynczego hakera-amatora. Najczęściej są to zmasowane akcje grup cyberprzestępców, do których wykorzystuje się nawet specjalnie wynajmowany sprzęt.

W większości przypadków mamy do czynienia z masowymi wysyłkami szkodliwych odnośników, realizowanych przez zorganizowane grupy. Do takich wysyłek mogą być wykorzystane wynajęte serwery lub nawet sieci zainfekowanych wcześniej komputerów (tzw. botnety), których użytkownicy nie są świadomi, że ich maszyny biorą udział w cyberprzestępczym procederze.

Przed tego typu zagrożeniami powinny nas teoretycznie chronić programy antywirusowe. Nie każdy internauta pamięta o jego instalacji, choć jak wynika z badań w ramach akcji „Bezpieczniej w sieci”, zna je 95% internautów. Na instalację zdecydowało się 89% badanych. Czy odpowiednie oprogramowanie ochroni nasze komputery skutecznie przez atakami wirusów? Tak, ale tylko wtedy jeśli sami będziemy uważać, na jakie miejsca w sieci trafiamy:

Z reguły jest tak, że to człowiek jest najsłabszym ogniwem łańcucha bezpieczeństwa. Oczywiście dobre, skuteczne oprogramowanie bezpieczeństwa minimalizuje ryzyko infekcji i korzystanie z internetu w dzisiejszych czasach bez ochrony jest bardzo nierozsądne, jednak jeżeli nie zachowamy podstawowych zasad „higieny” komputerowej, nawet aplikacja antywirusowa może nie wystarczyć – tłumaczy Piotr Kupczyk z Kaspersky Lab Polska.

Ekspert dodaje, że istnieją takie typy zagrożeń, w których do zarażenia komputera nie trzeba nawet niczego instalować. Chodzi na przykład o phishing – podszywanie się przestępcy pod osobę czy instytucję w celu wyłudzenia danych osobowych, numeru konta czy karty kredytowej. Sam program, nawet najlepszy, będzie na nic, jeśli nie dołożymy do niego ostrożności i rozwagi w korzystaniu z  dobrodziejstw internetu.

Po pierwsze – ostrożność! Ale czy to wystarczy? 

Rozwaga, ostrożność, nieklikanie w podejrzane linki i załączniki – to pierwsza zasada bezpiecznego korzystania z sieci. Warto zatem zwracać uwagę na to, co sami klikamy, a w social mediach – co pojawia się na tablicy naszej i naszych znajomych. Jeśli bowiem zauważymy, że nasz znajomy udostępnia post z treściami dla dorosłych lub sensacyjnymi newsami, to sygnał alarmowy – padł ofiarą ataku.

Jednym z podstawowych nośników infekcji w mediach społecznościowych są sensacyjne informacje, niestworzone historie i treści dla dorosłych. Należy omijać tego typu posty szerokim łukiem, a jeżeli widzimy, że wysyłają je nasz znajomy, koniecznie należy go o tym poinformować. Z dużym prawdopodobieństwem jego komputer jest zainfekowany i wiadomości są wysyłane bez jego wiedzy i udziału – komentuje ekspert z Kaspersky Lab Polska.

Wiele zależy też od tego, jakim dysponujemy sprzętem i oprogramowaniem. Zdaniem Piotra Kupczyka, jeśli chodzi o przeglądarki, to obecnie we wszystkich poziom bezpieczeństwa jest wyrównany.

Co do systemów operacyjnych – dodaje – większość szkodliwych programów powstaje dla platform Windows oraz Android, co nie oznacza, że dla innych systemów, np. macOD, iOS, Linux, nie ma zagrożeń. Zamiast szukać „bezpiecznego systemu” zdecydowanie lepiej skupić się na własnym zachowaniu online i na tym, by zwiększać swoją świadomość odnośnie cyberzagrożeń – konkluduje.

Warto zachować szczególną ostrożność przed każdym kliknięciem w sieci. Wirusy są coraz bardziej zakamuflowane i mogą zaatakować w najmniej oczekiwanym momencie. Lepiej nie kliknąć i ominąć. kolejnego „sensacyjnego” newsa czy zdjęcie niż zastanawiać się, jak odzyskać stracony dysk twardy.

Comments

comments

65
Komentarze
Sonda

Czy sztuczna inteligencja może zastąpić pracę PR-owca??

Loading ... Loading ...