„Wielkie gotowanie pod siedzibą TVP” od kuchni. Poznajcie inicjatorów akcji

Redakcja PR - 05.04.2017
108

Jak narodziła się akcja „Wielkie gotowanie przed siedzibą TVP”

Są młodzi i wkurzeni – polaryzacją społeczeństwa, narastającym sporem. Nie znają się osobiście, łączy ich tylko przynależność do jednej z wolnościowych grup na Facebooku, gdzie regularnie dyskutują. Po tym, jak Robert Makłowicz został zwolniony z TVP, rozkręcili na Facebooku akcję “Wielkie gotowanie przed siedzibą TVP”. Pisały o niej wszystkie opiniotwórcze media w Polsce, na Facebooku udział zadeklarowało kilkadziesiąt tysięcy osób.

Jak czytamy jak na stronie wydarzenia, organizatorzy nie są związani z żadnym ruchem politycznym.

“Nasze wydarzenie ma dwa podstawowe cele. Pierwszym jest, oczywiście. wyrażenie solidarności z p. Robertem Makłowiczem i dezaprobaty wobec okoliczności zerwania z nim współpracy przez TVP oraz ogólnej polityki prowadzonej przez władze mediów publicznych. Drugim celem jest pokazanie, że w naszym kraju możliwe jest wyrażanie swoich poglądów na publiczne tematy bez agresji i nienawiści (…)” – fragment opisu wydarzenia „Wielkie gotowanie przed siedzibą TVP”.

Udało mi się porozmawiać z inicjatorami akcji – Karoliną Stoń, Grzegorzem Kostyłą i Filipem Chmielewskim.  

Justyna Dąbrowska: Jak narodził się pomysł akcji „Wielkie gotowanie przed siedzibą TVP”?

Grzegorz Kostyła: Spontanicznie. Gdy tylko dowiedziałem się o zerwaniu kontraktu z panem Makłowiczem, to pomyślałem o zrobieniu “tego co on” w swoich kulinarnych podróżach – rozstawieniu kuchenki na chodniku. Na grupach pomysł “chwycił”, więc poszedłem krok dalej i utworzyłem wydarzenie. Z rana okazało się, że stało się swoistym viralem.

JD: Czy spodziewaliście się aż takiego zainteresowania mediów?

Filip Chmielewski: Zainteresowanie mediów było ogromne, tylko publiczne jakoś nie chciały z nami rozmawiać 🙂 Liczyliśmy, że protest przykuje uwagę swoją oryginalną formą, więc bardzo się cieszymy, że trafił do tak wielu osób, również takich, które nie były z nami osobiście.

Karolina Stoń: Nie spodziewaliśmy się aż takiego zainteresowania, szczególnie tych największych i najbardziej znanych mediów w Polsce. I jak już wielokrotnie podkreślaliśmy- to nie był protest antyrządowy czy przeciwko sytuacji w kraju, to był tylko i wyłącznie przejaw poparcia dla Pana Roberta Makłowicza.

Grzegorz Kostyła: Na samym początku nie spodziewałem się nawet aż takiego zainteresowania w internecie, a co dopiero tego, że artykuł o nas napisze tak szybko  “Rzeczpospolita”.

JD: Czy próbowaliście zainteresować akcją komercyjne firmy?

GK: Padł taki pomysł, ale brak kontaktów i może lekka niepewność odwiodły nas od niego. Jedyną pomoc komercyjną jaką otrzymaliśmy były gry od Loży Szyderców i meble od firmy zajmującej się organizacją bankietów. Cała reszta sprzętu była prywatną własnością uczestników i organizatorów. Do tego doszła mała zbiórka pieniędzy na grupach. Z funduszy zakupiliśmy wodę, paliwo do agregatu, plastikowe sztućce, kubeczki etc.

JD: Czy władze TVP próbowały wpłynąć na Was bądź podejmowały działania blokujące akcję?

FCh: Sami wysłaliśmy do rzecznika TVP pismo z informacją o naszych planach, ale nie otrzymaliśmy na nie odpowiedzi. TVP jednak wiedziało o proteście, czego dowodem była zwiększona ochrona i postawione specjalnie dla nas ogrodzenie. Początkowo blokowało ono dostęp do około 2/3 placu przed siedzibą telewizji, zajęliśmy więc tę przestrzeń, która znajdowała się na zewnątrz. Po paru godzinach panowie z TVP stwierdzili jednak, że nawet na nieodgrodzonej części jesteśmy intruzami i w celu uniknięcia eskalacji konfliktu przenieśliśmy się kilkadziesiąt metrów dalej. Co ciekawe, ogrodzenie pobiegło za nami – przesunięte przez pracowników telewizji. Choć kilku z nich twierdziło, że płot stoi w tym miejscu zawsze, byliśmy świadkami jego usunięcia tuż po proteście, gdy czekaliśmy na transport w celu zabrania z Woronicza naszego sprzętu.

JD: Co zrobiliście z przygotowanymi potrawami?

FCh: Uczestnicy w czasie gotowania aktywnie dzielili się między sobą i częstowali przypadkowych przechodniów. Nic się nie zmarnowało 🙂

GK: Ugotowane jedzenie przekazaliśmy fundacji pomagającej ludziom w potrzebie.

KS: Fundacja chciała pozostać anonimowa, bo się bała mieszania w politykę – mimo naszych wielokrotnych wpisów i podkreślania, że wydarzenie jest apolityczne, to wystarczy poczytać komentarze, by nabrać przekonania, za którą stronę nas wzięto.

JD: Czy o evencie dowiedział się Robert Makłowicz? Jeśli tak, jak zareagował?

FCh: Wieści o planowanym evencie dotarły do p. Roberta jeszcze na długo przed jego terminem. Wiedzieliśmy, że jest mu miło z powodu naszego wsparcia, ale nie zjawi się osobiście, bo nie chciał być sędzią we własnej sprawie i uznał, że mu nie wypada. Już w dniu protestu p. Robert zaskoczył nas, dzwoniąc z pozdrowieniami i wyrazami uznania. Przekazaliśmy je uczestnikom wraz z przesłaniem, że należy zażegnywać podziały, a tym, co może nas łączyć, jest dobry smak.

GK: Wierzę, że jest z nas dumny 😉

Comments

comments

108
Komentarze
Sonda

Czy sztuczna inteligencja może zastąpić pracę PR-owca??

Loading ... Loading ...