|
O liczbie ofiar czy budynkach, których już nie ma, słyszeli wszyscy. W tle są historie mniej znane, takie jak celowe spalenie przez Niemców Archiwum Głównego Akt Dawnych i Archiwum Akt Nowych, a więc 40 km półek dokumentów opisujących dzieje dawnej Polski. Po wojnie władze PRL rozważały pomysł, aby zrujnowaną Warszawę pozostawić jako antywojenny pomnik dla przyszłych pokoleń. Jak wiemy, miasto okazało się silniejsze.
„Wygląd ulic zmieniał się z minuty na minutę – rejestrowałem je często, była to jakby kronika zniszczeń i zdarzeń ukazana w zwolnionym tempie ” – wspomina Sylwester Braun, jeden z fotoreporterów walczącej Warszawy. Podobnych kronikarzy były dziesiątki, niewielu znamy z nazwiska, a warto o nich pamiętać nie tylko od święta. Sylwetki dziesięciorga powstańczych fotoreporterów i wykonanych przez nich fotografii przedstawia Agnieszka Warnke.
Zdewastowana Warszawa zgodnie ze swoją przekorną naturą szybko zaczęła się urządzać. Patryk Zakrzewski pisze o wydanym właśnie zbiorze powojennych reportaży Mirona Białoszewskiego („Na każdym rogu ta sama truskawka. 1946–1950”), w którym autor „Pamiętnika z powstania warszawskiego” przygląda się życiu miasta, które na przekór wszystkiemu, podnosiło się po największej katastrofie w swych dziejach. Białoszewski odwiedza bazary, zaczepia warszawskich rikszarzy, układa tabloidowe nagłówki, a przy okazji domaga się tworzenia ścieżek rowerowych.
Dziś problemy młodego pokolenia są mimo wszystko nieco inne. Jeśli artystki wspominają dzieciństwo, to przywołując domowe traumy, jeśli opowiadają o polityce, to o napięciach i konfliktach, jeśli o naturze, to w kontekście katastrofy klimatycznej, jeśli oddalają się w kierunku fantazji — to w poszukiwaniu ratunku. Taki obraz pokoleniowej wrażliwości młodych polskich artystów wyłania się z wystawy „Niepokój przychodzi o zmierzchu” (16 lipca – 16 października w warszawskiej Zachęcie), którą opisuje w swoim tekście Piotr Policht.
|