Vincent V. Severski – wywiad z autorem bestsellerowych thrillerów szpiegowskich

Jerzy Ciszewski - 19.12.2016
236

Vincent V. Severski opowiada o swoich doświadczeniach szpiega, pisarza i o tym, jak owe "światy" łączą się.

Vincent V. Severski (właściwie Włodzimierz Sokołowski)

Urodził się w Warszawie w rodzinie oficera wojska polskiego. W młodości interesował się ekstremizmem lewicowym i sam sympatyzował z ruchami trockistowskimi. Studiował prawo na UJ a następnie, w Warszawie, gdzie poznał miedzy innymi Lecha Falandysza, Janusza Kochanowskiego i Ryszarda Kalisza.

Był oficerem wywiadu PRL i RP, działającym przez 26 lat pod przybraną tożsamością. W 1982 roku ukończył Ośrodek Kształcenia Kadr Wywiadowczych jako jeden z prymusów.
W 1990 roku został pozytywnie zweryfikowany.
W 1982 roku skierowany do wydziału tak zwanej „dywersji”, najważniejszego wówczas i największego wydziału polskiego wywiadu. Zajmował się wyszukiwaniem interesów zachodnich wywiadów, miedzy innymi w Solidarności.

Za granicą spędził 13 lat, z tego 12 już po 1990 roku. Realizował zadania na Wschodzie, Azji, Bliskim Wschodzie, Afryce i Europie. Odbył około 140 misji w blisko 50 krajach. Zna biegle trzy języki. Jest postacią dobrze znaną w międzynarodowym środowisku oficerów służb specjalnych.
Odszedł w 2007 roku na własną prośbę ze służby w wywiadzie w stopniu pułkownika.
Odznaczony i wyróżniany przez prezydentów i premierów RP, szefów zaprzyjaźnionych służb wywiadowczych oraz Legią Zasługi przez prezydenta Baracka Obamę.

Książki Vincenta Severskiego królują na listach polskich bestsellerów. Trudno się temu dziwić – autor ma wszelkie predyspozycje do pisania wciskających w fotel thrillerów szpiegowskich. Sam przez 26 lat pracował w wywiadzie, a dziś w rozmowie z publicrelations.pl opowiada o swoich doświadczeniach szpiega, pisarza i o tym, jak obydwa się łączą.

Severski

Vincent V. Severski, fot. Wydawnictwo Czarna Owca

Jerzy Ciszewski: Jaka część twoich książek to prawdziwe historie wzięte z życia?

Vincent V. Severski: Trudno powiedzieć. Na fabułę składają się różne zdarzenia, miejsca, postacie. W książki przelewam cały bagaż moich doświadczeń. Gdyby wziąć konkretne zdarzenia z książek, to one (prawie) nie miały miejsca. Natomiast mogły się wydarzyć – autentyczne są miejsca i osoby. Opis muszę konstruować tak, żeby niczego nie można było zidentyfikować.

JC: Co jest ciekawsze – szpiegowanie czy pisanie książek?

VS: Na pewno szpiegowanie jest bardziej inspirujące, bo to dzięki niemu mogę teraz pisać książki. Zbierałem doświadczenie przez wiele lat i teraz używam go w powieściach dla czytelników – żeby ich inspirować, częstować emocjami.

JC: Gdyby ktoś chciał się wziąć za pisanie, szczególnie książek sensacyjnych, szpiegowskich, to co byś poradził takiej osobie? Warto?

VS: Zawsze warto! Dopóki się nie zacznie i nie skończy pisać, nigdy nie wiadomo, co powstanie. Trzeba próbować, nie ma innego sposobu. Czy ktoś ma talent, to się dopiero okaże, gdy napisze się ostatnie słowo powieści. Przede wszystkim nie można bać się swoich myśli.

JC: Jak Ty trafiłeś od szpiegowania do pisania książek?

VS: Od zawsze chciałem pisać, więc to był dla mnie naturalny krok. Jeszcze przed pracą w wywiadzie chciałem zostać pisarzem, a nie szpiegiem. Ale nie żałuję tych lat, bo dzięki temu zebrałem ogromne doświadczenie, które teraz owocuje.

JC: Pisząc pierwszą książkę na literę N, wiedziałeś, że to będzie seria, którą będziesz kontynuował?

VS: Wybrałem pierwszy tytuł bez snucia dalekosiężnych planów. Ale ponieważ od początku miałem w planie trylogię, zacząłem się zastanawiać, jaki mogę znaleźć charakterystyczny wyznacznik, żeby moje książki zaistniały, wyróżniły się. Doszedłem do wniosku, że elementem charakterystycznym będą pierwsze trzy litery: „N I E”. I to zadziałało, także marketingowo. Jedyny problem jest w tym, że czytelnicy gubią się w tych tytułach, nie pamiętają, która część jest pierwsze, która druga, bo tytuły są podobne. Ale wielu czytelników radzi sobie oznaczając te książki „1N”, „2N” i tak dalej.

JC: Jako pisarz już się rozpędziłeś – jaki nakład mają Twoje książki? Planujesz już kolejne serie?

VS: Wszystkich tytułów, nie tylko w wersji papierowej, sprzedano już ponad 300 tysięcy. A „Niepokorni” póki co idą wyśmienicie. Następny cykl, nad którym już pracuję, chcę publikować co roku. Muszę się więc zdyscyplinować i wyjechać do Sztokholmu, bo tam mi się najlepiej pisze – nie mam polskiej telewizji, także tempo pracy jest duże. A czytelnik lubi regularność. Rok to optymalny czas oczekiwania.

JC: Akcję ostatniej książki umieściłeś w Polsce, a wcześniej wysyłałeś swoich bohaterów za granicę. Polska ma być krzywym zwierciadłem naszej rzeczywistości? To celowy zabieg marketingowy?

VS: To był zabieg celowy, ale nie marketingowy. Czwarta książka powstała przez przypadek, nie byłem wcale przekonany, że mam ją napisać. Pod wpływem czytelników i ogólnej sytuacji chciałem pokazać, że praca wywiadu summa summarum dotyczy naszej wewnętrznej sytuacji, na nią przede wszystkim oddziałuje. Pierwsza część to rozliczenie z polityką historyczną, druga to walka z terroryzmem międzynarodowym, a trzecia to problem zagrożeń globalnych, broni jądrowej – to wszystko wydaje się odległe od naszych problemów. Dlatego czwarta książka jest polityczna. Chciałem pokazać relacje między państwem, z którym utożsamiają się moi oficerowie wywiadu, którzy służą państwu, nie realizują celów politycznych określonych partii, z politykami – jaka jest rozbieżność postaw, interesów, zachowań. To nie jest tylko polski problem.

W moich książkach ten sam kłopot ma Misza Popowski ze swoimi władzami, tak samo Linda, Gunnar i szwedzki wywiad ze swoją władzą. W każdym przypadku jest trochę inaczej, bo inaczej funkcjonuje system polityczny w każdym kraju – Rosja to rządy autorytarne, więc rozgrywki są tam załatwiane przy pomocy tępych noży, Szwecja to państwo modelowo demokratyczne, liberalne, więc mechanizmy działają inaczej. Z kolei w Polsce, niestety, wszystko jest prymitywne.

JC: Do opisywania zagranicznych agentów wspomagałeś się innymi pisarzami? Kto jest Twoim wzorem, który pomógł Ci rozwinąć swój własny styl?

VS: Nie da się napisać powieści szpiegowskiej o Rosji bez lektury „Mistrza i Małgorzaty”. Nikt nie opisał lepiej homo sovieticus niż Bułhakow. Podczas pracy korzystam ze wszystkich moich ulubionych autorów. Staram się podpatrzeć, pisarze tak mają – kradną. Jeśli miałbym wybrać dwóch, to od strony literackiej byłby to John Le Carre, ze względu na tematy i znajomość psychologii. Jego książki nie są przecież grube – 300-350 stron – a on potrafi w tym zawrzeć wiele ważnych rzeczy. Natomiast od strony ideowej – Umberto Eco. Urzeka mnie i niezwykle inspiruje jego sposób konstruowania myśli, postrzegania świata. „Cmentarz w Pradze” czytam nieustannie – za każdym razem wybieram nową myśl, która do czegoś inspiruje, z każdej można zbudować nową wspaniałą powieść.

JC: Wspominaliśmy o marketingu – rzeczywiście, działa on w Twoim przypadku bardzo dobrze. Zastanawiam się, na ile jest to pochodna otoczki autora-tajemniczego szpiega. Co sprawia, że ludzie chętnie sięgają po Twoje książki?

VS: Na sukces książki składa się wiele elementów. Jednym z głównych elementów jest oczywiście sama książka. Jeśli jest kiepska, to nic nie pomoże. W przypadku literatury sensacyjnej osoba autora ma znaczenie. Ja opisuję świat mi bliski i moje byłe koleżanki i koledzy z wywiadu się w nim odnajdują. Kolejny element układanki to promocja książki i współpraca z wydawnictwem. Można powiedzieć, że w księgarniach jest pełno dobrych książek, których nikt nie kupuje. Wydawnictwo musi wypromować autora, ale i on sam musi na tym polu aktywnie działać. Nie jest niestety tak, jak mi się wydawało na początku, że napiszę książkę pod pseudonimem, i będę spokojnie siedział w domu a wszyscy będą kupować i czytać. Trzeba jeździć na spotkania, rozmawiać, bronić książki, tłumaczyć. Ja miałem jeszcze to szczęście, że akurat w tym temacie w Empiku była pusta półka.

JC: Ile trudu wziąłeś na swoje barki, a ile jest zasługą wydawnictwa Czarna Owca?

VS: Nie umiem powiedzieć. Książki stały się teraz całym moim życiem. Natomiast wszystkie strony są zainteresowane sukcesem – wydawnictwo, ja jako autor, także księgarze też mają z tego swój określony zysk. Jeśli pojawia się książka, w którą warto zainwestować, to dużo znajdzie się dużo chętnych, żeby to zrobić, sukces jest wspólny. Ale najważniejszy jest czytelnik. Pieniądze są oczywiście z nim związane, ale ja chcę mieć przede wszystkim dużo czytelników. Piszę, nie kalkulując, czy mi się to opłaca.

JC: Z tego wszystkiego wynika, że zdobyłeś pozycję lidera polskiej literatury sensacyjnej. Jak wygląda Twój dzień pisarza – piszesz regularnie czy przy impulsie? Ustalasz scenariusz, którego potem ściśle się trzymasz czy sam szukasz zakończenia wraz z rozwojem książki?

VS: Pomysł noszę w głowie, ale nie robię planu lub scenariusza. Zapisuję niektóre elementy, żeby nie zapomnieć, ale to raczej szczegóły. Wszystkie cztery powieści napisałem prosto z głowy. Na biurku mam niewiele rzeczy poza kubkiem z kawą i zeszycikiem z notatkami. Staram się narzucać sobie schemat działania i przestrzegać dyscypliny, ale jestem dość leniwy, więc nie zawsze to wychodzi. Poza tym, jak coś się dzieje wokół, także nie pozwalają mi się skoncentrować. A ja muszę złapać wenę, musze się zatopić w pisaniu, a wtedy idzie dosyć szybko.

Książki Vincenta V. Severskiego do kupienia w Wydawnictwie Czarna Owca. 

Comments

comments

236
Komentarze
Sonda

Czy sztuczna inteligencja może zastąpić pracę PR-owca??

Loading ... Loading ...