Sprawa Mariny Joyce

Redakcja PR - 04.08.2016
47

Świetna akcja promocyjna czy problemy osobiste?

Największy chwyt reklamowy w historii internetu?

Sprawa Mariny Joyce już jakiś czas temu zawładnęła internetem, szczególnie w Wielkiej Brytanii. Dziewczyna, która znana była głównie z filmików o tematyce urodowej, nagle stała się na tyle popularna, że liczba jej subskrybentów zwiększyła się kilkukrotnie, dziś jest to ponad 2 miliony osób. Jak to się stało, że YouTuberka o średnim zasięgu zaczęła być aż tak popularna?

 

Skąd to zainteresowanie?

Wszystko zaczęło się od stworzonego przez odbiorców hashtagu #SaveMarinaJoyce na Twitterze. Odbiorcy zaczęli się martwić o Marinę, ponieważ zaczęła narywać filmiki w dość dziwnej stylistyce, która odbiegała znacząco od tego, do czego przyzwyczaili się widzowie. I tu zaczyna się…

 

Teorie spiskowe

Inni YouTuberzy zaczęli nagrywać swoje wersje zdarzeń, przeprowadzali osobiste ,,śledztwa” i doszukiwali się naprawdę różnych rzeczy. Początkowo myślano, że dziewczynę ktoś porwał, dlatego stworzono ten hashtag. Kiedy napisała na Twitterze: ,,Hopes Everyone Likes Pancakes”, odczytano to jako wołanie o pomoc, ponieważ pierwsze litery wyrazów tworzyły słówko HELP. Widzowie byli bardzo zaniepokojeni i wysyłali dziewczynie wiadomości, aby dała znać np. poprzez narysowanie serca na ręce, jeśli coś jest nie tak. Gdy Marina wstawiła zdjęcie z sercem narysowanym na nosie, znów widzowie zaczęli interweniować. Niepokój urósł do tak gigatycznych rozmiarów, że powstały nawet teorie, które mówiły o porwaniu dziewczyny przez ISIS, co wydawało się kompletnym absurdem. Wspomnę jeszcze tylko o tym, że widzowie NAPRAWDĘ zaskoczyli wszystkich. W internecie znajdziemy dokładne analizy filmików, fotografii YouTuberki. Zauważono np., że w oku dziewczyny odbija się postać w kapturze, w oknach pokoju są kraty, a na jednym z nagrań Marina ma siniaki na rękach. Zmartwieni widzowie również donieśli o swoich podejrzeniach na policję, co ostatecznie powinno ukrócić wszelkie spekulacje. Policjanci sprawdzili dom dziewczyny.

 

Marina Joyce

 

 

Gigantyczna afera

W bardzo krótkim czasie afera nabrała takiego tempa, że dziewczyna w końcu musiała jakoś zareagować. Kilkukrotnie na Twitterze pisała, że wszystko jest w porządku, a dowodem na to miały być relacje live z innymi Youtuberami. Czy to uspokoiło odbiorców? Oczywiście, że NIE. Wtedy zaczęto podejrzewać chorobę dziewczyny i w końcu akcję promocyjną. Myślę, że te wydarzenia zapiszą się w historii kanałów społecznościowych na lata. 

 

Promocja czy wołanie o pomoc?

Jestem daleka od wszelkich teorii spiskowych, więc nie będę mnożyć teorii, ale z tej całej sprawy wypłynęło kilka korzyści. Po pierwsze zobaczyliśmy, że społeczność internetowa to osoby, które naprawdę są związane emocjonalnie z twórcami i reagują, gdy dzieje się coś niedobrego. Sama Marina też zyskała ogromny rozgłos i jej kanał zaczął być rozpoznawalny poza granicami kraju. Sprawą zainteresował się również brytyjski dziennik The Sun, co jeszcze bardziej napędziło cały ten mechanizm. Twitter, media społecznościowe i YouTube były głównymi kanałami, na których pojawiały się informacje na ten temat. Czy mogła to być zaplanowana akcja promocyjna? Nie wykluczam tego. Pamiętamy, gdy na naszym ,,podwórku” głośno było o kampanii Orange i Maffashion, gdy blogerce ukradziono telefon. Oczywiście nie była to prawda, a faktycznie ludzie zaczęli interesować się sprawą. Czy w tym przypadku może być podobnie? Sama Marina mówiła, że ten szum zrobił dobrze jej kanałowi.

I choć Youtuberka kilkukrotnie podkreślała, że nic jej nie jest, społeczność ciągle drży z niepokoju. Zastanawiam się tylko nad tym, czy inni twórcy będą kopiować ten pomysł? Jeśli tak, to czy jest to etyczne? Gdzie jest granica? Co Wy o tym sądzicie? 

 

zdj. główne: oficjalne konto w serwisie YouTube Marina Joyce

Comments

comments

47
Komentarze
Sonda

Czy sztuczna inteligencja może zastąpić pracę PR-owca??

Loading ... Loading ...