Sire- czyli Tomasz Kaźmierowski o winie

Redakcja PR - 13.10.2017
260

Sire- czyli Tomasz Kaźmierowski o winie

Gdy po kilku dniach w miastach i miasteczkach Górnej Prowansji wreszcie wyjechałem w Przełomy Verdon liczyłem szczerze na to, że ten zupełnie odmienny garnitur Francuzów – wędrówców, alpinistów i obserwatorów sępów płowych – przestanie mnie pytać o Macrona. Tak też było przez cały tydzień, aż w końcu dorwał mnie właściciel pensjonatu w którym się zatrzymałem na skraju Moustiers. Jak się okazało – świeżo emerytowany historyk jednego z mniejszych uniwersytetów. Jeannot, zapiekły socjalista i wielbiciel Jeana Giono, wybiegł pewnego wieczora do ogrodu wzburzony. Sapiąc przysiadł się do mnie, ponieważ inni goście już spali. – Pan patrzy jak Anglicy znów konfabulują: 61% procent u nas przeciw imigrantom?! Chyba wliczając Angoli z Lazurowego Wybrzeża!

Z niedawnego sondażu brytyjskiego think tanku Chatham House wynika, że 55% obywateli państw UE chciałoby zatrzymać napływ imigrantów z krajów muzułmańskich. Wśród Francuzów ta proporcja w rzeczy samej wyniosła te 61%.

Francuski establishment polityczny, uniwersytecki czy medialny ma odmienne zdanie i od lat konsekwentnie marginalizuje ludzi kwestionujących jego kurs.

Większości krytyków zwyczajnie nie dopuszcza do głosu blokując im dostęp do mediów, odmawiając wydawania ich publikacji, a nawet sięgając po środki prawno-administracyjne. Z tymi bardziej znanymi, trudnymi do uciszenia poczyna sobie inaczej, jednych przedstawiając jako ekscentryków, innych jako ramoli, papistów lub ograniczonych poczciwców, a jeszcze innych jako zwykłych rasistów, faszystów.

Szczególnie irytują tę wychowaną przez soixante-huitardów elitę t.zw. zdrajcy, jakkolwiek by się między sobą nie różnili, jak choćby Houellebecq od Zemmoura. Ludzie, którzy kiedyś byli “nasi”, byli promowani, dostawali czas medialny i wszelakie nagrody, a dziś – nieistotne, czy sami tak uważają – dołączyli do ksenofobów. Jednych wściekle atakują, innych wyśmiewają, jeszcze innych blokują gdzie się tylko da.

Niedawno dziennikarz Le Point Said Mahrane poprosił o rozmowę Jeana Raspail’a. Zwrócił się o nią nie dlatego, że Le Point chciałby Raspail’a przypomnieć, opublikować recenzję jego książki czy przeprosić za niejedną niepochlebną publikację z przeszłości. Zwrócił się do kawalera Legii Honorowej, laureata Akademii Francuskiej, nagrody Chateaubrianda i arcyeuropejskiej Prix Wartburg w związku z zupełnie nieoczekiwanym powrotem jego Obozu świętych (Le Camp des Saints) do najpoczytniejszych powieści dzisiejszej Francji.

Mahrana najbardziej interesuje czy Raspail jest rasistą. I czy, nie daj Boże, nie planuje napisania dalszego ciągu tej przez wielu uznanej za profetyczną powieści. We wstępie do wywiadu Le Point nie omieszka uprzedzająco sformatować odbioru nazywając książkę “proroctwem dla ultraprawicy” i podając, że autor to jednak już człowiek w podeszłym wieku…

Jednakże to rojalista Raspail prowadzi wywiad jak Turenne królewskich pod Dunkierką.

– Cóż, trzydzieści lat zniewag, kalumni i oskarżeń o faszyzm właśnie znalazło swój koniec. Skądinąd, raczej trudno mnie było uznać za rasistę zważywszy, że całe życie poznawałem jak członek Francuskiego Towarzystwa Odkrywców (poważnie, wciąż istnieje) ginące ludy.

O pomoc dla nich Raspail niejednokrotnie występował ze zmiennym szczęściem. Najgorsze czasy nadeszły z prezydenturą V. Giscard d’Estaing, który – jak nazywa to Raspail – pozwolił na konsekwentny terror intelektualny wobec pisarzy konserwatywnych. Ucichło to po latach, gdy nawet jego lewicowi krytycy, jak Bertrand Poirot-Delpech w Le Monde w 1998-ym, cicho lub jeszcze ciszej uznali, że Raspail miał ostatecznie rację.

Pisarz, choć jest zdeklarowanym katolikiem, to źle ocenia zalecenia Kościoła we Francji dla wiernych by dalej przyjmowali licznych przybyszy. Trydencki ryt i daleka od ekumenizmu postawa Raspail’a dezorientują, jak ich nazywa, bezbronnych swoją naiwnością. Nie ma, wreszcie, skrupułów by zrobić wyjątek dla chrześcijan Orientu. – Francja, ten kraj bez wiary, udowadnia, że podstawą cywilizacji zachodniej jest fundament chrześcijański. I ci Francuzi, którzy nie chodzą na msze, reagują w oparciu o ten właśnie fundament (wg różnych źródeł co najmniej dwukrotnie więcej Francuzów gotowych byłoby przyjąć wschodnich chrześcijan niż przyjmować imigrantów muzułmańskich).

O Raspail’u ktoś powiedział, że rdzeń jego poglądów to afirmacja jednostki przeciwko masie. Rojalista, syn równie twardego rojalisty, musi w jednej z powieści, w Królu zza morza (Sire), zapowiedzieć we Francji zbrojne powstanie i powrót króla do władzy.

Nocą na licznych wyspach u wybrzeży Bretanii ludzie znajdują tablice z lilią Burbonów i oświadczeniem: „Filip VII Faramund, król Francji, wziął to miejsce w posiadanie 29 kwietnia 2000 roku”. Następnego dnia AFP otrzymuje następujący komunikat:

„Akcja, która w moim imieniu została przeprowadzona jest przedsięwzięciem symbolicznym. Jego celem nie jest ustanowienie we Francji prawomocnej władzy jej królów. Nie został spełniony żaden z zasadniczych warunków religijnych, duchowych, moralnych, społecznych i politycznych, niezbędnych dla restauracji monarchii. Mimo to jestem

królem. I przed Bogiem odpowiadam za los mojego kraju. Podpisano: Filip VII Faramund de Bourbon”.

Filip, prawowity potomek ostatnich Burbonów koronuje się w Reims. Czy republika powróci do gilotyny by go powstrzymać?

Obóz świętych nie jest najlepszą książką Raspail’a. Może najlepszym wyrazem jego talentu literackiego była powieść Ja, Antoni de Tounens, król Patagonii (Moi, Antoine de Tounens, roi de Patagonie), za którą otrzymał Grand Prix du Roman Akademii, choć do mnie najbardziej trafiła nowela Siedmiu jeźdźców (Sept cavaliers quittèrent la ville au crépuscule par la porte de l’Ouest qui n’était plus gardée).

Bez wątpienia świeższe, bardzo odmienne od estetyki i fundamentów Raspail’a książki (Uległość, tyt. fr. Soumission) i wypowiedzi Houellebecqa czy nawet fragmenty fantastyki Bordage’a (np. w L’Ange de l’abîme) wiarygodniej, bardziej realnie i mniej ocennie opisują możliwe dalsze etapy napływu afrykańskich i azjatyckich imigrantów do Europy. Jednocześnie to właśnie Raspail miał dość wyobraźni by skutecznie prowokować pomysłem, iż królowa Anglii będzie zmuszona zaakceptować żadanie, by jej syn pojął za żonę Pakistankę, a ostatnim obrońcą cywilizacji europejskiej będzie rosyjski (wtedy jeszcze sowiecki), pijany żołnierz trwający na Syberii. Warto dodać, że z polskiego, czeskiego czy – powiedzmy – fińskiego punktu widzenia argumentacja Raspail’a jest znacznie łatwiejsza do przyjęcia nie tylko w sensie praktycznym, ale i w wymiarze moralnym. Dla posiadających kolonialne zaszłości kultur zachodnioeuropejskich kwestia jest nieco bardziej skomplikowana. I w tej sprawie Raspail jest jednak szczery; nie daje poprawnych politycznie odpowiedzi. W sytuacji gdy tu – jak mówi – trzeba się bronić przed zalaniem, “imigranci będą musieli poradzić sobie sami”. Dyskusja we Francji trwa, jest ciekawa i zatacza coraz szersze kręgi. Konstatacje niektórych jeszcze piętnaście lat temu wykluczyłyby ich z dyskusji. Ot, choćby Pierre’a Manent (autor dyskutowanej nie tylko w kręgach naukowych Situation de la France), który wydawałoby się mało odkrywczo stwierdził: (…) Islam tak w sensie humanistycznym, jak i jako sposób życia jest obcy, jest czynnikiem zewnętrznym dla historii Francji, podczas gdy katolicyzm – wewnętrznym. Tak Raspail dożył czasów, gdy niegdysiejszy ulubieniec niechętnych mu francuskich mediów, Houellebecq (dziś w najlepszym razie “prorok czy impostor?!”), spokojnie oświadcza, że intelektualiści właśnie opuszczają

Comments

comments

260
Komentarze
Sonda

Czy sztuczna inteligencja może zastąpić pracę PR-owca??

Loading ... Loading ...