„Saab my love” – Sebastian Stępak z MSL Group

Jerzy Ciszewski - 25.02.2016
30

Tata zawsze mi powtarzał, że mam lewe ręce do wszystkiego. Stwierdziłem, że zajmę się odnowieniem dziwnego samochodu ...

Pięć lat temu zrozumiałem, że jeżeli szybko nie wymyślę sobie jakiegoś hobby oprócz żeglarstwa, poziom stresu sprawi, że zacznę mieć poważne problem zdrowotne. Ponieważ mój Tata zawsze powtarzał, że mam lewe ręce do wszystkiego, stwierdziłem, że zajmę się odnowieniem dziwnego samochodu.

6

Zawsze marzyłem o Saabie 900.  Pierwszy trafił w moje ręce w 2011 roku. Kiedy go zobaczyłem, gdzieś w najczarniejszych czeluściach piastowa, chciałem uciekać. To był rocznik 1989 – absolutnie zdezelowany chociaż z bagażnikiem nowych części, które stary właściciel chciał mi wepchnąć za wszelką cenę – bo zawalały mu wszystkie zakamarki w domu. Oczywiście był w tym procesie mocno wspierany przez swoją małżonkę. Płacąc równowartość telefonu ze średniej półki, zabrałem samochód, który po kilku godzinach starań wyjechał z warsztatu w którym gnił o własnych siłach. Renowacja trwała rok. Wiele rzeczy nauczyłem się naprawiać sam, ale w równie wielu pomagał mi przyjaciel mojego ojca – fantastyczny mechanik i lakiernik. Nie wiem jak ludzie naprawiali swoje samochody bez Internetu. Dotychczas przeczytałem instrukcje serwisowe objętości wszystkich dzieł Lenina i obejrzałem kilkadziesiąt godzin materiału filmowego, które sprawiły, że zakochałem się w Saabach.

5

Ich filozofia budowy samochodów, zawsze stała w opozycji wszystkiego co działo się na rynku. Jeżeli skrzynia biegów – to tylko pod – nie za silnikiem. Jeżeli sprzęgło – to takie, aby móc wymienić je bez wyjmowania silnika. Jeżeli design, to taki, który sprzyja korozji – bo ma załamania w niezwykle dziwnych miejscach. Milion małych rzeczy sprawia, że masz do czynienia z samochodem tworzonym przez ludzi myślących inaczej.  To podstawowa odpowiedź na pytanie dlaczego ciężko znaleźć mechanika do tych pojazdów – a fantastycznie współgrają z ludźmi, którzy mają z nimi do czynienia po raz pierwszy. Często okazuje się, że wiedza zdobyta przy naprawach Saaba jest absolutnie bezużyteczna przy jakiejkolwiek innej marce, ale to jedynie detale. Po kilkunastu miesiącach zaczęło brakować mi mocy. Spojrzałem w stronę innego klasyka i to był największy błąd w moim życiu. Kupiłem Toyotę Suprę – która jest tematem na zupełnie innych artykuł, ale udało mi się jej skutecznie pozbyć wraz z ogromnymi nakładami zainwestowanej gotówki. Za podsumowanie niech wystarczy zdanie, że to samochód, który kosztuje zwykle 7 tysięcy PLN, połyka w zastraszającym tempie 5 razy tyle i ciężko znaleźć nabywcę, który zdecyduje się zapłacić tyle, za ile go nabyliśmy. Osobną kwestią jest japońska myśl techniczna, która stoi z znakomitej opozycji do Saaba krzycząc – jedź do serwisu!

4

Po dramatycznym romansie z Suprą wciąż marzyłem o samochodzie mającym więcej mocy. Znalazłem we Wrocławiu fantastyczną szarą 900 turbo z silnikiem 8V. Wszystko oprócz karoserii wyglądało znakomicie. Jednak nie do końca – bo okazało się, że Saab w tych modelach stosował praktycznie nienaprawialny w dzisiejszych czasach typ wtrysku K-Jet. Nie wiedząc, że Saabowi mechanicy to nie koniec świata i winienem zwrócić się do tych naprawiających Porsche lub Mercedesa, bezpowrotnie straciłem serce do pięknego szarego egzemplarza, który przejechał ledwie 180 tysięcy kilometrów przez 37 lat.

Wtedy na moim radarze po raz pierwszy pokazało się kakaowy Saab 99, dzisiaj najszybszy i najmocniejszy Saab 99 w Polsce. Ten model nie tylko zdobył międzynarodową sławę w rajdach, ale był praktycznie pierwszym modelem, w którym Saab przyniósł turbosprężarkę pod strzechy. W czasach swojej świetności wyprzedzał praktycznie wszystkich znacznie silniejszych i droższych konkurentów. Mój egzemplarz został przygotowany przez fundację Klara Power. Samochód przekazało małżeństwo z Gdańska wcześniej odkupując go od Katowiczanina, który w swoim notesie pieczołowicie zapisywał każdy przejechany kilometr, obliczał spalanie i sporządzał rysunki techniczne w trakcie samodzielnie prowadzonych napraw. Prawdopodobnie był dyrektorem kopalni, ale z jego zapisków wiadomo, że nikt inny nie dbał o samochód tak jak on.

3

Fundacja rozebrała samochód na części pierwsze i w przeciągu roku zmieniła samochód w potwora, który z nominalnych 100 koni mechanicznych zwiększył moc do 210.  Śledziłem dokładnie każdy etap budowy, aż do samej aukcji, którą niestety dzięki błędowi E-bay-a – przegrałem. Nie dając za wygraną skontaktowałem się z zarządem fundacji i zwycięzcą aukcji, który zachował się niezwykle honorowo pozwalając mi przelicytować złożoną ofertę po zakończeniu licytacji – wszystko aby jeszcze bardziej pomóc podopiecznej – małej Klarze.

Oczywiście radości nie było końca, ale po jakimś czasie zaczęło mi czegoś brakować. I wszystko od początku… Samochód został obniżony, zmieniłem wiele rozwiązań i części – sprawiając, że jest on bardziej przystosowany do moich wymagań, czyli przede wszystkim komfort podróży. Z jednej strony samochód ma mniej agresywny charakter, jest mniej szorstki i bardziej przyjazny w obsłudze, z drugiej dzięki kolejnym modyfikacjom udało się uzyskać moc ponad 260 koni przy momencie obrotowym 325 niutonometrów. Zestawiając to z wagą pojazdu wynoszącą niecałe 1050 kilogramów, jej stosunek do mocy jest porównywalny w wieloma starszymi modelami Ferrari. Wehikuł często zaskakuje na skrzyżowaniach kierowców rasowych samochodów sportowych. Jest sleeperem, ale wciąż utrzymał dosyć charakterystyczną, agresywną sylwetkę.

Ponieważ już niebawem prace przy 99 zostaną zakończone, znalazłem sobie kolejny projekt – jeszcze starszego Saaba 96 z 1979 roku – z magiczną mocą 68 koni mechanicznych. Samochód już niebawem trafi do osoby szczególnie mi bliskiej z myślą o której został znaleziony i zakupiony. Na szczęście udało mi się nim w międzyczasie trochę pojeździć dlatego po cichu liczę na wymiany i timesharing po ceremonii przekazania.

W ciągu pięciu lat z osoby traktującej motoryzację w kategoriach transportowych, stałem się jej prawdziwym fanem. Przez moje ręce przewinęło się więcej niż tuzin klasyków i samochodów zabytkowych i w końcu znalazłem swojego faworyta.

Myślę, że ten sposób spędzania wolnego czasu sprawił, że nabrałem szczególnego dystansu do spraw zawodowych. Nauczyłem się cierpliwości i zobaczyłem kolejne drogi rozwiązywania wielu problemów. Ponadto mój cały czas pomaga mi rozładowywać napięcie – działając jako swoista łamigłówka w tle. Nie bez znaczenia jest również ogromna przyjemność jazdy każdym klasykiem,

która bez najmniejszych wątpliwości jest przewyższa wszystko co może zaoferować nawet najciekawszy, nowy samochód sportowy. Na wszystko potrzeba procedury i sposobu.2

 

Comments

comments

30
Komentarze
Sonda

Czy sztuczna inteligencja może zastąpić pracę PR-owca??

Loading ... Loading ...