Rządowy wyjazd do Iranu – Piotr Mościcki

Redakcja PR - 22.04.2016
20

Zastanawialiście się kiedyś jak wygląda praca pr’owca przy obsłudze wizyt oficjalnych za granicą ? Pisze o tym Piotr Mościcki

Piotr Mościcki w od marca 2014 roku do listopada 2015 (łącznie rok i dziewięć miesięcy) był rzecznikiem prasowym w Ministerstwie Gospodarki. W swojej pracy zajmował się obsługą prasową dziennikarzy mediów ogólnopolskich i lokalnych. Obsługiwał EXPO 2015 w Mediolanie oraz program GoIran.

Specjalnie dla www.publicrelations.pl opisał podróż do Iranu, którą odbył w ramach specjalnej delegacji.

    *        *        *        *        *

Miesiąc do wizyty w jednym z najciekawszych miejsc współczesnego świata. Iranie. Na miesiąc przed wizytą program jest gotowy. Rozpoczynamy proces akredytacji na podstawie którego będziemy mogli wnioskować do ambasady o wizy dziennikarskie dla delegacji.

3 tygodnie do wizyty. Lecieć chce 18 dziennikarzy. Teoretycznie w samolocie się zmieszczą, ale… Okazuje się że do samolotu zmieści się tylko 13 z nich bo pas startowy w miejscu docelowym jest zbyt krótki żeby rządowy Embraer mógł wzbić się wyładowany w pełni. Na końcu pasa jest skalista góra więc nikt nie polemizuje ze służbami lotniczymi. TVN podejmuje decyzję, że wcześniej poleci rejsowym.

19 dni do wizyty. Paszporty, poszły do ambasady celem wbicia wiz. Ma to być zwykłą formalnością, bo to przecież delegacja rządowa.

7 dni do wizyty. Paszporty nie wróciły, a Ambasada Iranu zaczyna badać czy w ogóle dziennikarze muszą lecieć. Muszą.

6 dni. Ambasada Iranu poinformowała, że nie mają zgody na udzielenie wiz dziennikarskich. Blefuję, że w związku z powyższym odwołujemy całą wizytę. Jest decyzja- dziennikarze dostaną wizy, ale nie dziennikarskie tylko wjazdowe. No i TVN nie dostał zgody na wizę pokrywającą się z ich lotem. Znów grożę, że nie lecimy. Po godzinie jest pozytywna decyzja.

4 dni do wizyty. Odbieram dziennikarskie paszporty z wbitymi wizami. Wszyscy poza Trwam dostali wizy na tydzień, ale nie kruszę kopii bo ich trzydniowe wizy pokrywają się z terminem przylotu i wylotu.

2 dni do wizyty. TVN wyleciał z Polski i dotarł już na miejsce. Co kilka godzin sms’uje z nimi żeby mieć pewność że u nich wszystko ok.

Dzień 1. Na Lotnisku wojskowym krótka odprawa. Dziennikarze wciąż dopytują czy będą mogli nagrać coś poza shake hand’ami. Niczego nie obiecuję poza tym że będziemy się starać im pomóc. I choć ufam dziennikarzom to upewniam się jeszcze że nikt nie ma alko, czy kanapki z wieprzowiną. Po starcie zbieram zapotrzebowanie i informuję o tym że podczas tankowania na lotnisku w Tbilissi będzie możliwość nagrania. Dziennikarze przystają na propozycję rozumiejąc, że przy pracy silników samolotu znajdującego się w powietrzu setki byłyby nieemisyjne.

Zbliżamy się na miejsce. W momencie schodzenia do lądowania idę na tył samolotu poprosić dziennikarki nam towarzyszące o założenie chust, ale te ku mojemu zdziwieniu mają już na głowie.

Wylądowaliśmy. Dziennikarze uwijają się jak w ukropie, żeby tylnym wyjściem wyjść przed delegacją i nagrać VIP’ów wychodzących z samolotu. Wbrew pozorom skoordynowanie prostego wyjścia z samolotu jest nie lada wyzwaniem. W hali przylotów asystuję dziennikarzom podczas odprawy która ze względu na ilość sprzętu trochę trwa. Gdy delegacja oficjalna popija herbatę w hali przylotów my jesteśmy już gotowi w busie. Ten bus przez najbliższe 3 dni będzie nas wszędzie woził dlatego dbam o to żeby była w nim woda i na wszelki wypadek choć kilka paczek chipsów.

Docieramy do hotelu. Check-in i pierwszy problem. Doba hotelowa kosztuje sporo więcej. Niby żaden problem ale skąd wziąć tą kwotę skoro w Iranie nie działają zagraniczne karty? Pomartwię się o to później. W pierwszym dniu nie ma żadnych oficjalnych punktów, ale to nie znaczy że nie pracujemy. Po 8 godzinach w samolocie dziennikarze korzystają z hotelowego wi-fi i zsyłają materiały do Warszawy. Ja upewniam się że jutrzejszy napięty program ma szanse realizacji. Choć jest 2 w nocy przemierzam taksówką 12 milionowe miasto sprawdzając ile zajmie nam przemieszczanie się w ciagu dnia. Wracając do hotelu kupuję pre-paid’y dla dziennikarzy żeby mieli internet poza hotelem. O 3.30 idę spać.

Dzień 2. Wstaję o 6.30, bo od 7.15 muszę być w restauracji hotelowej jako pierwszy. Szybkie sprawdzenie obecności, rozdanie materiałów, krótki brief. Gdy my wyjeżdzamy spod hotelu oficjele dopiero schodzą na śniadanie. Wyjadą pół godziny po nas. Cóż… Wciąż coś się zmienia, coś spada, coś się przedłuża, ale w przypadku krajów arabskich nikogo to nie dziwi. Na bieżąco informuję więc dziennikarzy o zmianach. Jeden, drugi, trzeci minister, wiceprezydent, spotkanie z biznesem, kolejni ministrowie. Pilnuję żebyśmy wszędzie byli na czas i z kompletem materiałów. Jestem filtrem który wysłuchuje życzeń dziennikarzy, a potem przekłada je z wieloma osobami na rzeczywistość. W teczce skrywam gotowe treści wystąpień VIP’ów które sukcesywnie będą rozdawać po spotkaniach. Tak są znane wcześniej. Cały dzień przebiega wg. schematu bus- spotkanie- bus – spotkanie. Piękne orientalne miasto zwiedzamy zza szyby samochodu. Dzięki wczorajszej nocnej przejażdżce po mieście wiem, że dwa miejsca interesujące dziennikarzy są na trasie pomiędzy poszczególnymi spotkaniami. Towarzyszący nam przedstawiciel protokołu irańskiego zgadza się na oba punkty, więc pomiędzy poszczególnymi oficjalnymi spotkaniami zatrzymujemy się porobić obrazki. Tym sposobem udało nam się dotrzeć przed słynną  Ambasadę USA w Teheranie i największe targowisko świata. Niestety zakupów nie było, bo na oba punkty mieliśmy po kilkanaście minut. Telewizje jednak były zadowolone bo mają obrazki i wypowiedzi zwykłych irańczyków. Niestety irańscy politycy nie mają w zwyczaju udzielać wywiadów więc sporo energii i czasu poświęcam na ustalanie z irańskim i polskim protokołem czy w ogóle polscy dziennikarze będą mogli nagrać jakiegokolwiek przedstawiciela irańskiego rządu.

Po 10 godzinach spędzonych na spotkaniach i przejazdach w końcu mamy 2 godziny w hotelu. Mam wtedy czas na wysłanie zdjęć i komunikatów do Polski, a dziennikarze piszą depesze i montują. Wrzucanie relacji na na portale społecznościowe z kraju w którym są one blokowane jest sporym utrudnieniem. Przed godz. 20 wyjazd na koktail do ambasady, choć w kraju w którym alkohol jest zakazany, był on koktajlem tylko z nazwy. Wracamy długo, a do hotelu docieramy przed północą. Ci bardziej wytrzymali idą w miasto zobaczyć „cokolwiek”. Szybko wracają.

Dzień 3. Ostatni. Zaspałem! Jest 7.33. Szybki prysznic, na śniadanie nie ma już czasu. Muszę przypilnować dziennikarzy przy wymeldowaniu w hotelu. Na szczęście w nocy rozwiązałem problem zwiększonego rachunku, więc recepcja przy chec-oucie oddaje paszporty. Punktualnie o godz. 8 wyjeżdżamy, ale w przeciwieństwie do VIP’ów stoimy w korku i się spóźniamy. Atmosfera staje się napięta. Po 5 minutach dość burzliwej dyskusji udało mi się wyprosić wejście dziennikarzy na spotkanie. Szybki briefing który planowałem jeszcze w Polsce decyzją irańczyków stoi pod znakiem zapytania. Podejmuję więc decyzję i po wcześniejszym uprzedzeniu polskich służb odpowiedzialnych za bezpieczeństwo daję znak polskim dziennikarzom, a ci blokują irańską delegację przy wyjściu wyciągając mikrofony. Irańskie media na początku nie podeszły, ale gdy ich minister zaczął mówić dołączyli do nagrywania.

Gdy oficjalna delegacja je obiad, my jedziemy znienawidzonym busem na lotnisko. Odprawa sprzętu trochę potrwa, a samolot musi odlecieć zgodnie z planem. Na lotnisku dźwigam sprzęt TVN z całą surówką do reportażu bo ekipa zgodnie z życzeniem strony irańskiej może zostać w Teheranie i poczekać na swój lot powrotny pod warunkiem, że cały sprzęt oddadzą na przechowanie stronie irańskiej. W trosce jednak o zawartość dysków dziennikarze doszli do wniosku że bezpieczniej będzie wysłać je z moją pomocą do kraju niż oddawać obcym.

W samolocie oczywiście jesteśmy pierwsi. Kobiety w końcu mogą zdjąć chusty. Sprawdzam listę obecności. Przed nami 8 godzin w samolocie, które dziennikarze poświęcą na pisanie depesz, montowanie, a ja na pierwsze medialne podsumowanie wizyty. Przez te 3 dni ukazało się ponad 600 publikacji i materiałów w najważniejszych polskich mediach. Pod koniec lotu idę na tył samolotu podziękować dziennikarzom za te 3 dni, ale wszyscy ze zmęczenia usnęli.

Piotr Mościcki

Comments

comments

20
Komentarze
Sonda

Czy sztuczna inteligencja może zastąpić pracę PR-owca??

Loading ... Loading ...