Rządowa agencja PR = unikalne doświadczenie, pisze Grzegorz Szymański

Redakcja PR - 30.06.2016
292

Miałem szczęście (i zaszczyt) pracować przez blisko 6 lat jako dyrektor Centrum Informacyjnego Rządu

W żadnym innym miejscu nie ma tylu skrajnych emocji. W żadnym innym miejscu informacja nie żyje tak krótko. Żadne inne miejsce tak skutecznie nie uczy strategicznego myślenia. Szkoła życia. Kuźnia umiejętności. Kopalnia kontaktów. Wspaniała przygoda. Centrum Informacyjne Rządu – najważniejsza i najbardziej wpływowa agencja public relations w kraju.

Miałem szczęście (i zaszczyt) pracować przez blisko 6 lat jako dyrektor Centrum Informacyjnego Rządu. Byli tacy, którzy dawali mi 3 miesiące na tym stanowisku (pewnie z uwagi na mój młody wiek) – „wytrzymałem” dłużej, stając się skromnym rekordzistą.

Rzeczywiście jest tak, jak napisał w swoim felietonie Jerzy Ciszewski, a wcześniej Piotr Mościcki – każdy kto poważnie traktuje naszą profesję, powinien choć na chwilę spróbować marketingu politycznego.

Każdy profesjonalista public relations marzy o doradztwie strategicznym – praca „w polityce” to umożliwia. To prawda, w pracy dla rządu nie ma czasu na konstruowanie kompleksowych i wielopoziomowych strategii, przede wszystkim z uwagi na nieprawdopodobną i niespodziewaną dynamikę wydarzeń. Ale doradztwo, w bieżących tematach (często kryzysowych) i w ramach przyjętego „parasola komunikacyjnego” to chleb powszedni. Żadne inne miejsce nie uczy zarządzania treścią (od idei, tworzenia, poprzez dystrybucję i egzekucję) w tak perfekcyjny sposób.

Marketing polityczny w Polsce nadal – niestety – raczkuje. Dlatego, gdy obejmowałem CIR wziąłem sobie za honor, by zmienić model jego funkcjonowania na bardziej biznesowy. I to się udało! CIR stał się agencją full-service z profesjonalnym monitoringiem (w czasie rzeczywistym), komórką strategiczno – kreatywną, zespołem eventowym i teamem digitalowym. Pracowaliśmy od wczesnego rana do późnej nocy. Ale opłaciło się – stworzyliśmy profesjonalny, zgrany i bardzo kreatywny zespół. I mieliśmy swój udział w tym, że pierwszy raz od 1989 roku ekipa rządowa wygrała drugą kadencję.

Czuwaliśmy, aby wszystko co planujemy i realizujemy było spójne z przyjętym pozycjonowaniem i zharmonizowane z budowanym wizerunkiem. Nie tworzyliśmy wielostronicowych dokumentów strategicznych (nie było na to czasu i nie miało to sensu), ale każdego dnia musieliśmy (i chcieliśmy) aktywnie rekomendować różnego rodzaju działania medialne, mocno osadzone pod „parasolem komunikacyjnym”. Poruszaliśmy się wokół wartości: zdrowego rozsądku, nowoczesności, otwartości, proeuropejskości, szacunku dla innych. Działaliśmy w myśl prostej zasady: wygrywa ten, kto jest najbardziej aktywny – nie pomyliliśmy się.

Podstawowym narzędziem naszej pracy był… kalendarz. W oparciu o niego planowaliśmy, każdego dnia, tygodnia i miesiąca, intensywne działania public relations – aktywne (narzucanie medialnych tematów) i reaktywne (w odpowiedzi na powstające sytuacje kryzysowe).

W wielu dziedzinach byliśmy pionierami, choćby w działaniach rządu w social mediach. Musieliśmy się tego wszystkiego nauczyć – nie dało się bowiem zaimplementować wszystkich naszych doświadczeń zdobytych w pracy dla komercyjnych klientów. Trzeba było je modyfikować i dostosowywać (i być bardziej uważnym, delikatnym, zachowawczym). To był czas prób i błędów, ale udało się.

„Rządowa agencja public relations” stwarza wielkie możliwości – przede wszystkim w zakresie budowania relacji, nie tylko z przedstawicielami mediów (z pierwszych stron gazet), ale przede wszystkim z reprezentantami wszelkiego rodzaju organizacji społecznych i biznesowych (w kraju i za granicą). Nauczyliśmy się angażować i pozyskiwać sojuszników. To prawdziwa kopalnia kontaktów, które przetrwały do dziś.

W CIR nie było czasu na filozofowanie i wydumane metodologie (choć wnikliwie analizowaliśmy badania opinii publicznej – te dostępne dla wszystkich i te zamawiane ekskluzywnie) – był natomiast czas na praktyczny, rzetelny i skuteczny PR. W mgnieniu oka staliśmy się ekspertami od media relations i zarządzania sytuacjami kryzysowymi – mieliśmy je niemal codziennie (i to kilka na raz). To nauczyło nas priorytetyzacji pracy. Nabraliśmy odwagi i wzmocniliśmy naszą odporność. Te chłodne i opanowane podejście do kryzysów wizerunkowych stosujemy – z sukcesami – do dziś.

Praca w centrum medialnym rządu uczy też zarządzania skomplikowanymi strukturami – mieliśmy przecież „pod sobą” kilkanaście biur prasowych w ministerstwach i kilkadziesiąt innych w pozostałych instytucjach (np. rządowe centra, służby mundurowe, urzędy wojewódzkie, itd.). Dziś, to doświadczenie wykorzystujemy w zarządzaniu komunikacją w dużych grupach kapitałowych, holdingach czy grupach inwestycyjnych, gdzie podległość nie wynika zawsze z hierarchii wynikającej z wewnętrznych prawnych ram.

Czy czegoś żałuję? Niczego. Czy powtórzyłbym to jeszcze raz? Tak. Czy wróciłbym? Tego nie jestem pewny. Wykonałem swoją robotę, poświęciłem 6 lat z mojego życia, chyba wystarczy. Teraz, z powodzeniem mogę wykorzystać zdobyte doświadczenie na komercyjnym rynku. Dlatego pracę dla rządu polecam wszystkim – bez wyjątku.

_60Q1867 - Kopia (1) 

Grzegorz Szymański – ekspert w dziedzinie strategii komunikowania i zarządzania medialnymi sytuacjami kryzysowymi z 10-letnim stażem. Obecnie pracuje w międzynarodowej agencji marketingowej. Wcześniej dyrektor CIR w ekipie premiera Donalda Tuska, a także departamentów komunikacji w PGZ S.A. i ARP S.A. Karierę zawodową zaczynał w agencji ALERT MEDIA Communications oraz jako dziennikarz mediów ogólnopolskich i regionalnych.

Linkedin: https://pl.linkedin.com/in/grzegorz-szymański-06690565

Comments

comments

292
Komentarze
Sonda

Czy sztuczna inteligencja może zastąpić pracę PR-owca??

Loading ... Loading ...