Przepis na agencję – endorfina events

Redakcja PR - 06.03.2017
134

Rozmowa z założycielami agencji endorfina events

Agnieszka Sołtysiak i Maciej Ledzion

Z branżą eventową związani od blisko 14 lat. W 2009 roku założyli własną agencję eventową - endorfina events, którą jako partnerzy z powodzeniem zarządzają do dzisiaj, czego dowodem jest choćby tytuł Agencji Eventowej Roku wg badania satysfakcji klientów i raportu poświęconego agencjom eventowym autorstwa Millward Brown oraz “Media i Marketing Polska”. Oboje zaangażowani w projekty i inicjatywy mające na celu rozwój i umocnienie branży eventowej - Agnieszka jako członek zarządu Klubu Agencji Eventowych przy SAR, Maciej jako przedstawiciel agencji eventowych w Dialogu Branżowym prowadzonym przez SAR.

Justyna Dąbrowska: Jesteście marką samą w sobie. Wyróżnienia, tytuł Agencji Roku, srebrny miecz KTR, dochody liczone w milionach złotych… Jak brzmi Wasz przepis na agencję?

Agnieszka Sołtysiak: Od razu pomyślałam o naszym hasztagu #endosiła. Wymyśliliśmy go dawno temu, ale do dziś on chyba oddaje to, co w nas najlepsze – siłę. Siłę do tworzenia spektakularnych rzeczy, z których możemy być dumni. Siła to nasz zespół. Owszem, to my założyliśmy agencję i nią zarządzamy, ale endorfina events tworzą nasi pracownicy. Dobry, zgrany zespół mądrych ludzi, którzy nawet, jeśli czasem się nie zgadzają, to wierzą, że patrzą w tę samą stronę. To jest przepis na naszą agencję.

JD: Jak znajdujecie tych najlepszych?

Maciej Ledzion: Budowa zespołu to jedno z większych wyzwań stojących przed każdą agencją. Składa się na to szereg czynności. Po pierwsze, wyszukiwanie wybitnych specjalistów w swojej dziedzinie. U nas nawet, gdy nie trwa oficjalnie rekrutacja, to rozmawiamy ze sporą liczbą różnych osób. Bardzo dużą rolę przywiązujemy do procesu rekrutacji – zwykle jest ona wieloetapowa a my bierzemy w niej osobisty udział. Wychodzimy z założenia, że jeśli przyłożymy się już na początku, to późniejsza współpraca będzie trwalsza.

Mamy w firmie osoby, które zaczynały swoją zawodową przygodę równolegle z nami i są w zespole endorfina events do dziś. Najlepszym przykładem jest Michał Kaleta, który dołączył do zespołu rok po założeniu agencji, a dziś jest dyrektorem zarządzającym.

AS: Mieliśmy i takie przypadki, gdzie kandydat pomimo znakomitego CV, poprawnie wykonanych zadań rekrutacyjnych, nie został przyjęty. Czemu? Bo zabrakło chemii, dobrej energii między nami. A jeśli tego zabraknie, to cóż… nie z każdym musi nam być po drodze.

JD: Dużo mówi się obecnie o rynku pracownika. Pracodawcy mają coraz większy problem z utrzymaniem zespołu, ludzie przechodzą często do innych firm niemal z dnia na dzień. Jaki jest Wasz przepis na utrzymanie kadry? Oferujecie premie, benefity pozapłacowe?

AS: Wychodzimy z założenia, że pieniądze to nie jedyne narzędzie, które sprawia, że ludzie chcą pracować w danym środowisku.

Co roku przeznaczmy określony budżet na rozwój zespołu – szkolenia, konferencje, kursy, targi. Mamy system premiowy. Przede wszystkim jednak staramy się stworzyć naszym pracownikom dobre warunki pracy nie przez pieniądze, ale tysiące innych czynników, z których najważniejszym jest szacunek. Może to banał i oczywistość, ale muszę to powiedzieć – my pracowników szanujemy.

ML: Kluczowym czynnikiem powodującym, że ludzie chcą pracować w danej firmie, jest zdrowy rozsądek czy też umiar – wyrażający się na przykład w tym, że nie musimy i nie bierzemy wszystkich zleceń. Wiele firm poległo na tym, że w czasie wielomiesięcznych projektów nagle brali dodatkowe zlecenia, przez co pracownicy byli przeciążeni pracą i odchodzili. Istotne dla nas jest także uczciwe i wynagradzanie, i karanie. I to, o czym wspominała już Agnieszka – budżet na rozwój osobisty pracowników. Zdobywana dzięki temu wiedza ponosi poziom całego zespołu.

JD: Żeby nie było tak idyllicznie, zapytam o konflikty w zespole. Zdarzają się?

AS: Permanentnie! (śmiech) endorfina events tworzy prawie 30 osób, więc siłą rzeczy konflikty się pojawiają. Jeśli jednak u podstaw leży szacunek do drugiego człowieka, to wyjaśniamy sobie wszystko i idziemy do przodu.

ML: Ważnym jest także, by dążyć do relacji, w której zespół chce i lubi sobie pomagać.

AS: Wydaje mi się, że w naszym przypadku kluczem do sukcesu jest płaska struktura. Nie tytułujemy się, staramy się być na równi, mimo że w stopkach mamy różne stanowiska.

JD: Jeśli chodzi o podział obowiązków – jesteście podzieleni na zespoły. Taki układ codziennej pracy jest bardziej efektywny niż inne? Stanowi przewagę konkurencyjną?

AS: Ten system wprowadziliśmy ponad rok temu i nie mamy wątpliwości, że się sprawdza. Klient wie, że ma do dyspozycji zespół – nie zdarza się u nas, że klient w przypadku choroby czy nieobecności jednej osoby nagle nie ma z kim pracować – wie, że ma do dyspozycji zespół, który świetnie zna jego potrzeby. Inne benefity przyjętego przez nas modelu pracy to także ciągłość oferty dla tego samego klienta i szybkość realizacji.

ML: Czy nasz model stanowi przewagę konkurencyjną? Nie wiemy. Natomiast wykonujemy tak dużą ilość pracy, że model podziału na zespoły sprawdza się najlepiej. W ubiegłym roku dostaliśmy ponad 400 zapytań ofertowych, w zasadzie codziennie realizujemy eventy. To wymusza na nas podział pracy na mniejsze komórki – gdyby wszyscy zajmowali się wszystkim, powstałby jeden wielki chaos.

JD: Obserwując trendy na rynku, można dostrzec, że klienci będą oczekiwali od agencji obsługi full service, bez potrzeby delegowania zadań do kilku firm. Wy, bądź co bądź, jesteście wyspecjalizowani w eventach. Czujecie na plecach oddech konkurencji ze strony agencji 360?

ML: Mamy kilku partnerów, z którymi współpracujemy, gdy potrzebujemy wsparcia np. PR czy digitalu. Wszystko jest uzależnione od rodzaju eventu – a podzieliliśmy je na cztery kategorie. Pierwsza to eventy biznesowe – konferencje, kongresy itp. Drugą kategorię stanowią wydarzenia marketingowe, trzecią – projekty medialne, transmitowane np. przez telewizję. Ostatnią kategorią są stoiska targowe i inne niestandardowe zabudowy. W zależności od kategorii eventu i ewentualnego zapotrzebowania na inne – nie tylko eventowe – usługi, crossujemy się z komplementarnymi agencjami. Widzimy trend i staramy się do niego dostosować, nie rezygnując ze swojej specjalizacji.

AS: Specjalizacja w obszarze eventów jest naszą zaletą – nie wadą. W momencie powołania do życia endorfina events postawiliśmy sobie za cel być ekspertem w swojej dziedzinie. To dla nas niezwykle ważne, aby nasi klienci czuli, że mogą nam zaufać, ponieważ znamy się na eventach aż do podszewki i naprawdę niewiele jest nas w stanie zaskoczyć.

Mamy poczucie, że jak ktoś jest od wszystkiego, to nie zawsze wszystkie procesy są odpowiednio zdefiniowane, a zadania zrealizowane na właściwym poziomie. Wybraliśmy drogę specjalizacji i tego się trzymamy. Na potrzeby marketerów, którzy oczekują obsługi full service odpowiadamy zaproszeniem do współpracy naszych sprawdzonych partnerów – agencje także wyspecjalizowane w swoich kategoriach, np. PR, digital, ATL, BTL, itd.

JD: Maciej, działasz w Dialogu Branżowym w ramach wspólnej inicjatywy stowarzyszeń branżowych z branży komunikacyjnej i działów zakupowych. Co daje Ci uczestnictwo w takim projekcie. Czy wierzycie z resztą zarządu, że narzędzia wypracowane w wyniku Dialogu poprawią jakość praktyk branżowych? W środowisku pojawia się wiele głosów zwątpienia, a nawet krytyki…

AS: Wiesz, widziałam ostatnio mema. Były na nim trzy kolejki – do krytykowania, do obserwowania i do robienia. Zgadnij, która była najdłuższa?

JD: Pewnie do krytyki.

AS: Oczywiście. Tak samo widzę dziś sytuację w branży – większość jedynie krytykuje. A do ulepszania, poprawiania – niewielu chętnych. Jednym z nich jest Maciek.

ML: Dobrze, że zadajesz w ogóle to pytanie. Jestem gotów rozmawiać z każdym, kto deprecjonuje takie inicjatywy jak Dialog Branżowy. Jeśli taka osoba podważa słuszność tego projektu, to znaczy, że nie ma własnych standardów. Jako endorfina events weszliśmy do Klubu Agencji Eventowych przy SAR głównie dlatego, że wdrażaliśmy proponowane tam zmiany w swojej firmie, kiedy nie należeliśmy jeszcze do struktur związkowych. Zmiany te dotyczą np. sposobu negocjowania kontraktów, czy pozycjonowania agencji względem klienta jako partnera. Mówię o takich standardach, które sprawiają, że ludzie nie czują się przez nas wykorzystywani i chcą u nas pracować.

Zaangażowanie się w taką inicjatywę jak Dialog Branżowy to nic innego jak pójście o krok dalej. W toku poszczególnych spotkań okazuje się, że wiele konkurencyjnych agencji oraz przedstawiciele klientów myślą podobnie jak my i wspólnie pracujemy nad ulepszeniem standardów. Zdaję sobie jednak sprawę, że jest wiele firm, którym z niewiadomych powodów na standardach nie zależy. Krytykanci średnio dbają o swój biznes albo wręcz go psują, są sfrustrowani, bo im nie idzie.

A Dialog Branżowy daje dużo pozytywnego branży jako takiej – kropla drąży skałę. Mam nadzieję, że przyczyni się do poprawy sytuacji na rynku.

Zobacz:

Czas uporządkować praktyki przetargowe. W tym celu powstał Dialog Branżowy

Comments

comments

134
Komentarze
Sonda

Czy sztuczna inteligencja może zastąpić pracę PR-owca??

Loading ... Loading ...