Projektuje wystawy w największych muzeach w Polsce. „Tym, co może zainteresować młodsze pokolenie, jest doświadczenie czegoś innego niż ekran”
Informacja Prasowa - 06.05.2026Tworzenie przestrzeni, które potrafią zaangażować i zatrzymać widza na dłużej, staje się jednym z kluczowych wyzwań współczesnych twórców
Projektowanie wystaw w Polsce wciąż pozostaje niszową dziedziną, choć w czasach dominacji ekranów i skracającej się uwagi odbiorców nabiera wyjątkowego znaczenia. Tworzenie przestrzeni, które potrafią zaangażować i zatrzymać widza na dłużej, staje się jednym z kluczowych wyzwań współczesnych twórców. Jak dziś projektuje się doświadczenia, które konkurują z cyfrową rzeczywistością i oferują coś więcej niż obraz na ekranie? O tym opowiada Dorota Terlecka z Biura Kreacja, autorka m.in. aranżacji głośnej wystawy „Kwestia kobieca 1550–2025”.
Frekwencja w polskich muzeach rośnie szybciej, niż jeszcze dekadę temu można było przewidzieć. W 2025 roku odwiedziło je ponad 46 milionów osób, podczas gdy cztery lata wcześniej było to około 25 milionów – wynika z danych Głównego Urzędu Statystycznego. To nie jest jednorazowy wzrost ani efekt chwilowej mody, ale wyraźna zmiana w sposobie, w jaki publiczność chce dzisiaj doświadczać kultury. Dobrym przykładem jest Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie, które od otwarcia nowej siedziby przyciągnęło już setki tysięcy odwiedzających. Wraz z rosnącą publicznością rośnie też znaczenie samych wystaw i tego, jak są projektowane.
Wystawa nie jest jedynie efektem pracy kuratora, który dobiera i opisuje dzieła. To złożony proces, w którym instytucja, narracja i projekt przestrzeni muszą działać razem. Gdy jeden z tych elementów nie zagra, widz zwykle to czuje, choć nie zawsze potrafi wskazać dlaczego.
Tę zależność dobrze rozumie Dorota Terlecka z Biuro Kreacja, specjalizująca się w projektowaniu wystaw, która w ostatnich latach była odpowiedzialna między innymi za aranżację barwnej ekspozycji „Alicja Wyszogrodzka. Polskie projekty Polscy Projektanci” w Muzeum Miasta Gdyni, efektownej wystawy „Fangor. Poza obrazem” w Muzeum Narodowym w Gdańsku czy głośnej „Kwestii kobiecej 1550–2025” w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie.
Właśnie dobiega końca wystawa „Kwestia kobieca 1550–2025. Jak trafia się do takiego projektu i jak wyglądało pierwsze spotkanie z jego skalą?
Dorota Terlecka (Biuro Kreacja): „Nowe projekty to zazwyczaj efekt splotu różnych wydarzeń. Kiedy poproszono nas o przesłanie portfolio, zastanawiałam się, czy nie powinnam dostosować go do konkretnej instytucji. Mamy bardzo dużo realizacji, więc byłoby to możliwe. Ostatecznie zdecydowałam się wysłać pełne portfolio i – jak się okazało – był to strzał w dziesiątkę. To właśnie bardziej klasyczne wystawy, takie jak „Marzyciele epoki industrialnej” (Muzeum Narodowe w Gdańsku, 2023 rok) czy ekspozycja malarstwa niderlandzkiego (Narodowe Muzeum Morskie w Gdańsku, 2024 rok), zadecydowały o wyborze mojej pracowni.”
„Kwestia kobieca” to ekspozycja o ogromnym ładunku kuratorskim – niemal 200 prac, 150 artystek, 500 lat historii. Jak projektant zaczyna pracę z czymś tak rozległym?
Dorota Terlecka: „Pierwszym krokiem jest zawsze dokładne zapoznanie się z materiałem – oglądanie prac i wielokrotne czytanie scenariusza. Równie ważne są rozmowy z kuratorką, w tym przypadku z Alison (Alison M. Gingeras), dotyczące jej koncepcji i priorytetów.
To także bardzo żmudna, „mrówcza” praca polegająca na przenoszeniu wszystkich elementów do modelu 3D. Przez wiele miesięcy spotykałyśmy się, pracując na modelu i przesuwając poszczególne prace, szukając najlepszego układu i rytmu ekspozycji.
To etap, którego widz właściwie nie dostrzega, a który w przypadku tak dużej wystawy ma kluczowe znaczenie dla jej czytelności i odbioru.
Co kryje się za kulisami projektowania wystawy. Jakie etapy są niewidoczne dla widza, a są kluczowe albo najciekawsze?
Dorota Terlecka: „Zaczyna się od scenariusza i listy obiektów, czasem też zdjęć. Początki pracy wcale nie są efektowne – musimy samodzielnie zmierzyć miejsce wystawy i na tej podstawie przygotować modele 3D. Na wczesnym etapie szukamy przede wszystkim klucza wizualnego lub materiałowego, który nada całości spójność. To zwykle praca zespołowa, często we współpracy z grafikiem.
Następnie powstaje projekt koncepcyjny, a po jego akceptacji – projekt wykonawczy wraz z wyceną. W praktyce ten proces rzadko przebiega w pełni linearnie, często zmieniają się obiekty na wystawie, a czasem trzeba dostosować projekt do mniejszego budżetu.
Dla mnie najciekawsze są dwa momenty: etap pracy koncepcyjnej oraz sam montaż, kiedy możemy zobaczyć, jak projekt materializuje się w przestrzeni. W porównaniu z projektowaniem wnętrz cały proces jest zdecydowanie krótszy – mamy z góry wyznaczoną datę wernisażu, która bardzo rzadko ulega zmianie.
Projektowanie wystaw to osobna specjalność – inna niż architektura wnętrz czy scenografia teatralna. Jak można konkretnie określić tę różnicę? W czym ona tkwi?
Dorota Terlecka: „Projektowanie ekspozycji muzealnych polega przede wszystkim na wspieraniu ich narracji. Pomagamy opowiadać historię, której autorem jest kurator, przekładając ją na język przestrzeni i doświadczenia widza. To jednak nie jest tylko zabawa formą – to realny problem projektowy do rozwiązania. Naszym zadaniem jest stworzenie spójnej ekspozycji, która łączy treść, przestrzeń i odbiorcę.”
Na swoim koncie masz wystawy między innymi w Muzeum Emigracji w Gdyni, Muzeum Narodowym w Gdańsku, Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie – instytucjach o bardzo różnym charakterze. Co oznacza dla projektanta taka różnorodność klientów?
Dorota Terlecka: „Bardzo lubię tę różnorodność. Projektowanie ekspozycji dla różnych muzeów i instytucji kultury oznacza każdorazowo inną historię i nowe wyzwania. To pozwala nam się rozwijać i uczyć przy każdym projekcie. Traktuję to jako możliwość pracy w różnych konwencjach – od klasycznych ekspozycji muzealnych po bardziej współczesne formy prezentacji sztuki.”
Czy polskie uczelnie projektowe uczą projektowania przestrzeni wystawowych? Jak zdobywa się takie doświadczenie?
Dorota Terlecka: „W Polsce nie jest to bardzo szeroko rozwinięta specjalizacja. Najbardziej rozbudowane programy związane z projektowaniem wystaw funkcjonują m.in. na ASP w Warszawie, ale podobne pracownie i ścieżki można znaleźć również na innych uczelniach, na przykład we Wrocławiu. Wciąż jest to jednak dość niszowa dziedzina, często realizowana w ramach szerszych kierunków, takich jak architektura wnętrz czy scenografia.
Ja sama ukończyłam wzornictwo przemysłowe, a swoje doświadczenie budowałam w praktyce – ucząc się od starszych kolegów i koleżanek oraz podróżując i oglądając wystawy na świecie.
To bardzo autorska dziedzina. Nie jest to zawód, którego można nauczyć się wyłącznie z podręczników – trzeba mieć ciekawość, chęć zagłębiania się w nowe tematy, szukania powiązań i uważnego obserwowania otaczającej rzeczywistości.”
Ile pracowni w Polsce ma realne kompetencje do projektowania dużych wystaw muzealnych? Czy w Polsce jest dużo specjalistów w tej dziedzinie?
Dorota Terlecka: „Nie jesteśmy dużą pracownią i nie specjalizujemy się w największych realizacjach. Takich naprawdę dużych biur jest w Polsce zaledwie kilka, ale sam rynek również nie jest bardzo rozbudowany.
Nie mam ambicji, żeby koniecznie wchodzić w największe projekty. Myślę, że mała i średnia skala to obszar, w którym jesteśmy w stanie zapewnić najwyższą jakość i pełne zaangażowanie. Jesteśmy niedużym zespołem, dlatego do każdego projektu podchodzimy indywidualnie.
Ostatnio podczas jednego ze spotkań zapytano mnie o kolejne ambicje. Zdałam sobie sprawę, że właściwie ich nie mam w tym sensie. Dobrze czuję się w miejscu, w którym jestem. Nie zależy mi na większych projektach ani na pracy wyłącznie dla najbardziej prestiżowych instytucji. Myślę, że wiele rzeczy po prostu układa się naturalnie.”
Polska scena muzealna rozwinęła się w ostatnich latach. Czy projektowanie scenografii muzealnych w Polsce jest dziś innym zawodem niż 10 lat temu?
Dorota Terlecka: „Ze względu na rozwój technologii mamy dzisiaj na pewno dużo większe możliwości i trudno z nich nie korzystać. Ale staramy się nie robić tego w sposób dominujący, szczególnie w wystawach stałych. Bliższe mi są rozwiązania haptyczne, związane z fizycznym doświadczeniem przestrzeni.
Myślę, że wielu odbiorców ma już pewien przesyt technologią, spędzamy z nią dużą część dnia. Dlatego kontakt z czymś materialnym, realnym może być bardziej wartościowy.
Poza tym technologia dosyć szybko się starzeje. Urządzenia, które dziś wydają się nowoczesne, bardzo szybko tracą aktualność, a wystawy (zwłaszcza stałe) nie są przecież aktualizowane co roku. To sprawia, że rozwiązania technologiczne wymagają szczególnej ostrożności
i przemyślenia.
Jak projektuje się dziś dla młodszych odbiorców – zwłaszcza pokolenia Z, wychowanego na TikToku i scrollowaniu? Czy ich sposób odbioru zmienia architekturę wystaw?
Dorota Terlecka: „Oczywiście myślimy o technologii i o tym, jak widzowie korzystają dziś z telefonu na wystawach. Staramy się uwzględniać ich sposób odbioru – choćby to, że zdjęcia i filmy powstają głównie w pionie.
Jednocześnie mam poczucie, że tym, co może naprawdę zainteresować młodsze pokolenie, jest doświadczenie czegoś zupełnie innego niż ekran. To osoby, które dorastały w świecie cyfrowym, dlatego często większe wrażenie robią na nich elementy manualne, dotykowe czy operujące światłem.
Paradoksalnie więc tym, co może być najbardziej zaskakujące, jest właśnie możliwość przeżywania wystawy bez ciągłego pośrednictwa telefonu i bez myślenia o tym, jak coś będzie wyglądało na ekranie.
Jeszcze kilka lat temu zastanawialiśmy się, czy wystawa powinna mieć „instagramowy” element, ale dziś wydaje się, że to zdecydowanie za mało.
Najważniejsze jest doświadczenie – coś, co zostaje z widzem na dłużej i zapada w pamięć. Widać to na przykładzie różnych ekspozycji, gdzie to właśnie jakość przeżycia, a nie pojedynczy efekt wizualny, decyduje o ich odbiorze.
Dobrym przykładem jest „Kwestia kobieca”, w której o sukcesie zadecydował przede wszystkim przekaz merytoryczny. Z kolei wystawa „Las – Schronienie Ofiar. Kryjówka zbrodni” w Muzeum II Wojny Światowej opierała się na budowaniu nastroju i niedosłownych skojarzeniach – tam siłą było właśnie doświadczenie, atmosfera i emocjonalny kontakt ze sztuką.”
Czy chodzisz na własne wystawy po otwarciu i obserwujesz, jak poruszają się po nich zwiedzający? Co Cię najbardziej zaskakuje?
Dorota Terlecka: „Często wracam na te wystawy z rodziną albo znajomymi i za każdym razem jest to dla mnie ciekawe doświadczenie. Zwykle nie mam do tych projektów pełnego dystansu – pamiętam wszystkie szczegóły, o które walczyliśmy tygodniami, i przez to trudno mi spojrzeć na całość.
Dopiero patrząc oczami innych, zaczynam dostrzegać skalę tej pracy i znaczenie detali. Często mam poczucie, że coś można było jeszcze poprawić, ale reakcje innych ludzi pozwalają zobaczyć projekt w zupełnie nowy sposób.”
Projektujesz zarówno wystawy czasowe, jak i stałe. Która z tych form jest trudniejsza i dlaczego?
Dorota Terlecka: Na pewno trudniejsze jest projektowanie ekspozycji stałych, ponieważ wymagają myślenia w dłuższej perspektywie, trzeba zastanowić się, co przetrwa próbę czasu.
Choć dziś wiemy, że nawet stałe ekspozycje po 10-12 latach wymagają zmian, to ważne jest, aby przez ten okres nadal wyglądały dobrze i pozostawały interesujące dla widzów. To oznacza konieczność projektowania bardziej uniwersalnych i trwałych rozwiązań – zarówno pod względem estetyki, jak i funkcjonalności.
Z kolei przy scenografii wystaw czasowych możemy pozwolić sobie na większą swobodę. Częściej pojawiają się tam rozwiązania bardziej eksperymentalne, mniej trwałe materiały czy odważniejsze gesty projektowe. Ta efemeryczność daje więcej możliwości i przestrzeni na coś zaskakującego.
Nad czym teraz pracuje Biuro Kreacja? Czy w perspektywie kolejnych miesięcy pojawią się projekty nowych wystaw?
Dorota Terlecka: W tym roku otwieramy nasz projekt ekspozycji stałej dla Muzeum Gdańska – Muzeum Poczty Polskiej. Wcześniej zapraszamy do Muzeum Miasta Gdyni na wystawę poświęconą malarstwu Kazimierza Ostrowskiego – “Kachu Totalny. Sztuka Kazimierza Ostrowskiego”.
Pracujemy także nad projektami dla Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN oraz Muzeum Emigracji w Gdyni, więc dzieje się naprawdę dużo. Tak jak wspominałam – wiele rzeczy układa się naturalnie, szczególnie gdy wkładamy w tę pracę dużo energii i zaangażowania.
