Piki hiszpańskie. Tomasz Kaźmierowski o winie

Redakcja PR - 17.02.2017
195

Piki hiszpańskie. Tomasz Kaźmierowski o winie

Wojny XVII wieku, z Trzydziestoletnią i Potopem na czele kojarzą się z rozpasanym szwedzkim, niemieckim i austriackim żołdactwem i gigantyczną grabieżą. Wśród malarzy tej doby z kolei nastąpił wylew – jednak nieporównywalny ze średniowieczem i renesansem – sprytnych pochlebców łaszących się do najwyższych sfer, z równie wielkim, co wtórnym van Dyckiem na czele.

Może z tych względów, zabierając się do kolejnej wizyty w madryckim Prado, pomyślałem o mojej ulubionej parze sprzed dwudziestu lat: Spinoli i Velázquezie.

Wybitny genueński dowódca, potomek starego, może nawet antycznego rodu, wyróżniał się spośród generałów swojej doby dwoma cechami: klasą w traktowaniu pokonanego przeciwnika (tak było pod Bredą) i – odwrotnie od wybitnych pod względem inżynieryjnym, defensywnych, metodycznych specjalistów od fortyfikacji niderlandzkiego, szwedzkiego i niemieckiego chowu – kreatywnością, zdolnością do gwałtownego manewru i skoncentrowania wysiłku w najsłabszym punkcie przeciwnika. Owszem, na wschodzie Europy znalazłby konkurencję w postaci Chodkiewiczów i Koniecpolskich, choć „Pan Stanisław wprzód uderzał, nim wypowiedział”, podczas gdy Włocha długotrwałe oblężenia nauczyły wielkiej cierpliwości. Właśnie Velázquez towarzyszył Spinoli w jego podróży z Hiszpanii do Genui po fatalnym potraktowaniu kondotiera przez zazdrosnego Olivaresa. Krótko potem Velázquez namalował Las Lanzas („Piki”), bardziej znane jako „Poddanie Bredy”, moment największej chwały genueńczyka.

„Piki” Filip IV powiesił w „Salonie Królestw” (Salón de Reinos) obok innych dzieł Velázqueza i jego rywali, w tym Carducciego, Peredy, Zurbarána, Maíno i Cajésa. Większość tych obrazów dziś znajduje się w Prado.

Są tam także najlepiej przeze mne zapamiętane “Dzieci artysty” Fortuny i Marsala, “Powstanie madryckie“ i znaczna część “Tauromachii” Goyi, “Szlachcic” El Greco, wreszcie “Święto Bachusa” Velázqueza.

Szkoda przeznaczyć na Prado mniej niż dwa dni. Aby mogło powstać “Poddanie Bredy” hiszpańscy – a takze flamandzcy, burgundzcy i włoscy – żołnierze słynnych Tercios czekali blisko rok.

Tercios właśnie, bardziej niż ciężka jazda, ustaliły wraz z galeonami najdalszy zasięg hiszpańskiego imperium, walcząc nie tylko we Włoszech, Niderlandach, Niemczech i Francji, ale także od Kalifornii po chilijską Atacamę, od Florydy po La Platę, od Afryki Wschodniej po Filipiny…

Oprócz zdobytego uznania jako dzielna piechota, „żywa twierdza”, część tych oddziałów, znana jako Tercio de Galeras, była zapewne pierwszą piechotą morską czasów nowożytnych. Tercios składały się z pikinierów, szermierzy (często obok rapiera wyposażonych w berdysze) i strzelców – arkebuzerów i muszkieterów. Podobnie jak hiszpańskie malarstwo tej doby, tak i militaria były pod wielkim wpływem Italii, czego przykładem i wymieniony Spinola z Genui, notabene centrum finansowego hiszpańskiej Korony. Również początki Tercios wywodzą się z Włoch, najpewniej z Neapolu.

Tercios widzimy na „Poddaniu Bredy”, choć nie one odgrywają główną rolę. Zamysł malarza był inny, zapewne bardzo różny od odbioru dzieła przez dwór. Velázquez potrafił znaleźć idealną formułę dla swojego przekazu. Odrzucił malarskie figury retoryczne i pustą pompę. Skupił się na gestykulacji dwóch generałów. Bo “Piki” to nie butny obraz tryumfu i glorii zwycięzców. To nadzieja na pokój. Ociężali, dobroduszni Holendrzy po lewej i strzeliści Hiszpanie po prawej stanowią jedynie ramę dla głównego motywu. Prosi się aż o odniesienia do ikonografii chrześcijańskiej, jak i do świeckiej symboliki.

Piałbym jeszcze dłużej nad tym dziełem gdyby nie piki właśnie. One, a także horyzontalnie cięty kadr i koncentracja na dwóch postaciach zawsze przywodzą mi na myśl “Pocałunek Judasza” Giotta. Pewnie przez MCB Łysiaka, a może przez kogo innego.

Ten obraz Giotta pozostaje w każdym razie największym wydarzeniem w sztukach wizualnych od czasu rysunków znalezionych pod Lascaux.

“Poddanie Bredy” było jednym z ostatnich tryumfów Hiszpanii.

Podobnie jak w wypadku Rzeczypospolitej, XVII wiek to początek schyłku teog wspaniałego imperium. Pomimo zalania królestwa srebrem i złotem z kolonii, częste wojny i kryzysy finansowe doprowadziły do upadku handlu i rzemiosła. Jak w Rzeczypospolitej osłabły miasta – nie rozwinęła się burżuazja, gdzie indziej napędzająca rozwój wytwórczości i kapitalistyczne reformy. Dominacja właścicieli ziemskich sprowadziła ostatecznie Hiszpanię w XVIII wieku do roli klienta Francji.

Francja to jednak nie Prusy i Rosja, Stara Kastylia to nie Lwów, a Rioja nie – jak słynny by nie był – J.A. Baczewski.

Dla dobrej Riojy warto z Madrytu się ruszyć. Lepiej na północ, właśnie do Starej Kastylii, niż na południe, do Nowej, choć tam bliżej. Do Haro, bo tam proponowałbym się udać, podróż samochodem zajmie ponad dwie godziny, ale po drodze i Somosierra, i Burgos.

Dlaczego do Haro? Otóż w Haro działa od połowy XIX wieku winiarnia R. López de Heredia Viña Tondonia.

Stworzył ją Don Rafael López de Heredia y Landeta, który pozostawił po sobie kulturę pracy, którą można lapidarnie określić jako idiosynkratyczną i zachowawczą. W najlepszy słów tych znaczeniu. Ich czerwona Gran Reserva jest doskonała, jednak zachęcałbym do wyjazdu po najlepszą, najbardziej finezyjną białą Rioję w starym stylu: Viña Tondonia Blanco Reserva.

To intensywnie złote, bardzo wytrawne wino powstaje ze szczepów Viura (90%) i Malvasía (10%). Nie dopuszczają tu Sauvignon Blanc i Chardonnay, jak i wielu innych “francuskich nowości” od dawna, skądinąd, wrośniętych w apelację. W nosie to kilkunastoletnie wino było zaskakująco świeże, bardzo złożone, z czasem bardzo krągłe, lecz bez cienia ociężałości.

Jak “Wenus z lustrem” Velázqueza.

Comments

comments

195
Komentarze
Sonda

Czy sztuczna inteligencja może zastąpić pracę PR-owca??

Loading ... Loading ...