Oscary, media i polityka

Redakcja PR - 27.02.2017
115

Tegoroczne Oscary były (?) niezwykle upolitycznione. Czy i komu to się opłaca?

Trwa sezon przyznawania nagród. Politycy mieli swoją chwilę, swoje kanały komunikacyjne, konta w social mediach, które wykorzystywali do kontynuowania sporów i wzajemnych docinków. Teraz  także artystów, najbardziej demokratycznie wybranych osób publicznych.

Oczywiście, celebryci byli obecni w mediach także podczas debat politycznych, ale teraz to oni znajdą się w świetle reflektorów. Niezależnie, czy chodzi o Meryl Streep, Adele czy Emmę Stone, rozdanie nagród zawsze jest okazją do zyskania jeszcze większego rozgłosu. Od jakiegoś czasu gale i obecny na nich show stał się okazją do politycznego aktywizmu.

Efektywność hashtagu #OscarsSoWhite i coraz większa liczba gwiazd mówiących o rasowej niesprawiedliwości jest dowodem na to, że nagrody filmowe mogą być polem do walki z wszystkimi formami dyskryminacji.

Przemowa Leonardo DiCaprio na temat globalnego ocieplenia po zdobyciu Oscara w 2016 roku

Niezależnie od naszego zdania na temat roli celebrytów w polityce, trzeba przyznać, że to Biały Dom jest teraz najpopularniejszym show – czas rozdawania nagród tylko podsyca konflikt i pragnienie zwrócenia na siebie uwagi. (Już nie bardzo wiadomo, czy to biznesmen-celebryta jest prezydentem USA, czy prezydent USA stał się gwiazdą w reality show).

Bycie apolitycznym nie wchodzi w grę. Jaka jest więc rola aktorów i aktorek i jak ich wystąpienia wpływają na marki, które z nimi współpracują?

Czy trzymanie z tak medialnymi i głośnymi osobami jest szansą na szybki zarobek i dotarcie do masowej publiczności? Czy stoi w sprzeczności z odpowiedzialnością korporacji i jest bardziej zagadnieniem z dziedziny CSR niż marketingu? A może polityczne afiliacje celebrytów prowadzi do wykluczenia lub bojkotu marki, której twarzy udzielają?

Kluczowy jest zasięg i pokrycie medialne.

Czy to znaczy, ze celebryci dali się wplątać w polityczne rozgrywki bardziej niż media starające się pozować na obiektywne i zajmujące dziennikarskie stanowisko? Są tak samo przyspawani do tego show, jak publiczność, do której nadają.

Czy Meryl Streep powinna przyciągać widzów i ich zainteresowanie do nowego serialu West Wing, czy raczej użyć swojej osoby i uwagi, jakiej poświęcają jej media do pokazania wizyt w obozach dla uchodźców i ludzkich historii dających nadzieję, budujących empatię?

Czy zamiast uprzejmych obrazków z czerwonego dywanu, popierania protestów, dzielnych prawników z Google pracujących wytrwale o kubku kawy na lotnisku JFK powinniśmy dogadzać publiczności, dając jej niewymagające treści?

Czy środki masowego przekazu powinny być używane, za pokazywanie tego, co mediom już się nie opłaca, nie przynosi zysku? Powinny milczeć o Trumpie, jego opresyjnych dekretach od zakazu wjazdu do USA dla muzułmanów po koniec ochrony praw zwierząt czy głośno mówić na antenie o #RealNews?

W czasach politycznego wrzenia nadawcy mają wybór: opowiedzieć historię polityczną i opowiedzieć się po jednej ze stron lub przekazać opowieść apolityczną. To jednak złudzenie – tak czy siak wybiera się stronę.

Celebryci, marki i ich reprezentanci muszą dokonywać takiego wyboru każdego dnia. W Wielkiej Brytanii do 24 czerwca 2016 roku można było odnieść wrażenie (przynajmniej na korytarzach siedzib londyńskich mediów), że Brytyjczycy nie chcą być konfrontowani z politykami i ich działaniami. Akceptowana i pożądana była apolityczność.

Teraz, kiedy podjęliśmy ryzyko promowania i podkreślania wartości w nowym porządku świata – wrażliwych na utratę ciężko zdobytej wiernej publiczności bądź nie angażujących świętym Graalem millenialsów – stajemy przed wyzwaniem, którym jest odpowiedź na pytanie: informować czy odbijać, odpowiadać na żądania czy je kreować?

Autorka: Chloe Franses, założycielka Chloe Franses & Co

Źródło: http://www.prweek.com/article/1425312/oscars-platform-will-highly-political-risk-brands-worth-it

Comments

comments

115
Komentarze
Sonda

Czy sztuczna inteligencja może zastąpić pracę PR-owca??

Loading ... Loading ...