Naval weźmie udział w ekstremalnym wyścigu w Patagonii [WYWIAD]

Jerzy Ciszewski - 06.10.2016
40

Jerzy Ciszewski rozmawia z Navalem

Paweł "Naval" Mateńczuk

„Przez 14 lat prawie nikt z moich bliskich nie wiedział, że jestem operatorem GROMu. Połowę tego czasu spędziłem na misjach zagranicznych biorąc udział w akcjach bojowych. Odznaczano mnie wielokrotnie, w tym: Krzyżem Kawalerskim Orderu Krzyża Wojskowego dla wybitnie zasłużonych w bojach i Krzyżem Komandorskim Orderu Krzyża Wojskowego za czyn wybitnego męstwa połączony z narażeniem życia. Zapracowałem także na Złotą Odznakę GROMu, która dla żołnierzy GROM jest najwyższym zaszczytem. W 2012 roku mogliście usłyszeć o mnie, gdy do sklepów trafiła gra komputerowa Medal of Honor: Warfighter – to ja byłem jednym z dwóch pierwowzorów postaci GROMowca, w którą może wcielić się gracz.
Od niecałego roku jestem na bardzo aktywnej emeryturze, gdzie próbuję swoich sił na rynku cywilnym. Organizuję wyprawy np. w Himalaje, prowadzę szkolenia, doradzam w sprawach bezpieczeństwa, postanowiłem też napisać książkę.
Chcę się z Wami podzielić moim doświadczeniem, wiedzą z obronności, reagowania w sytuacjach zagrożenia życia i zdrowia, survivalu i… patriotyzmu. Mam na imię Paweł, ale wszyscy znają mnie, jako Navala.”

Jerzy Ciszewski: Wiosną przyszłego roku bierze Pan udział w ekstremalnym wyścigu w Patagonii na dystansie…?

Naval: Na dystansie 100 mil. Przekładając ten dystans na nasze kilometry to około 160. Sam bieg nazywa się Ultra Fiord i odbywa się w Chile, a uszczegóławiając to w Patagonii.

JC: W tym roku wraz z drużyną brał Pan udział w Patagonia Expedition Race. Jakie są różnice i wspólne cechy tych wyścigów?

N: Podstawową różnicą jest to, że w Ultra Fiordzie zawodnik pozostawiony jest samemu sobie. Uczestnicy Patagonia Expedition Race startowali w drużynie, mogli liczyć na siebie w tym trudnym terenie. Biegnięcie samemu ma oczywiście tez swoje plusy. W RACE było kilka dyscyplin poza oczywistym marszem –  jazda rowerem i pływanie kajakiem, w Ultra Fiordzie jest sam marszobieg. A wspólna cecha, to bardzo ciężkie zawody, w trudnym górskim terenie poprzecinanym rwącymi strumieniami, dziewiczą przyrodą, gdzie słowo „las” nabiera nieco innego znaczenia. To zawody, gdzie się jest w pełni tego słowa znaczeniu pozostawionym samemu sobie. Może jeszcze inaczej – to bieg, gdzie z czasem nie biegną już nogi, a głowa.

JC: Jak wygląda Pański plan treningowy ?

N: Moje przygotowanie zacząłem od przebiegnięcia Maratonu Warszawskiego, który odbył się we wrześniu. To dla mnie taki punkt wyjścia, by zobaczyć, gdzie jestem. Teraz koncentruję się na przygotowaniu siłowym, oczywiście przeplatam to z długimi biegami. Trening górski rozpocznę w styczniu. To też będzie czas na testowanie sprzętu.

JC: W jaki sposób i jaki dobierze Pan sprzęt ?

N: Na dobór sprzętu składają się moje wcześniejsze doświadczenia. Podstawową zasadą w doborze jest jego niezawodność, więc począwszy od skarpet, po plecaczek do biegania, wszystko musi być z solidnego materiału, wręcz niezniszczalne, bo jak sznurek nie pęknie, to i ja dam radę.

JC: Przed laty służył Pan w elitarnej jednostce GROM. Na ile doświadczenia ze służby są pomocne w pozytywnym zaliczeniu takiego wyzwania sportowego ?

N: Służbę w GROM-ie można śmiało nazwać ekstremalnym wyzwaniem, tak jak i ten wyścig. Moją wiedzę i doświadczenie z Firmy przekładam na wszystko, co robię w życiu, tak więc i do tego biegu podchodzę bardzo profesjonalnie. Chcąc robić coś, co jest na krawędzi, nie można niczego pozostawiać przypadkowi.

 

JC: Można to zrozumieć tak, że bycie żołnierzem GROM-mu każe Panu nadal iść po krawędzi?

N: Czy po krawędzi? Raczej myślę o tym w inny sposób. Moje treningi, w których uczestniczyłem w Firmie były na tyle ekscytujące, że postanowiłem jeden z nich opisać i tak powstała moja pierwsza książka, „Przetrwać Belize”. No a jak się napisze jedną książkę, to staje się ona motorem napędowy do kolejnych. Jeszcze nie wiem, czy powstanie książka o Patagonii, ale już w listopadzie jest premiera mojej drugiej książki pod tytułem „Ostatnich Gryzą Psy”.

JC: GROM to jedna wielka przygoda?

N: Pewnie patrząc z boku tak, ale my żołnierze GROM-u, by móc ją przeżyć musimy ciężko pracować. Co więcej, by się dostać do GROM-u nie ma czasu na myślenie o przygodach. Trzeba po prostu zapieprzać. W tej książce będzie można właśnie to przeczytać. Przygodą staje się to dopiero po latach.

JC: Wyprawa do Patagonii jest jednak kosztownym przedsięwzięciem. W jaki sposób pozyskuje Pan budżet?

N: Wyprawa to nie tylko wyzwanie sportowe, ale i finansowe. Ze sportowym radzę sobie sam, finansowym chętnie się podzielę z innymi. Więc jeśli to możliwe, to za Waszym pośrednictwem zapraszam firmy i instytucie do współpracy. Z mojej strony zapewnię wniesienie Waszego loga w miejscach, gdzie nie wielu śmiałków było przede mną, no i niesamowite zdjęcia z wyprawy i promocję.

JC: Czyli sponsorzy mile widziani ?

N: Tak, ale zastrzegam sobie, że zapraszam tylko tych fajnych.

Comments

comments

40
Komentarze
Sonda

Czy sztuczna inteligencja może zastąpić pracę PR-owca??

Loading ... Loading ...