Michał Pol – dziennikarz nietradycyjny

Jerzy Ciszewski - 18.04.2016
188

Red. Michał Pol ma na twitterze około 320 tysięcy followersów

Michał Pol jest dyrektorem kontentu sportowego w wydawnictwie Ringier Axel Springer.  Pełni jednocześnie  funkcję Red. Nacz. Przeglądu Sportowego oraz przegladsportowy.pl. Wcześniej przez 19 lat pracował w dziale sportowym Gazety Wyborczej. Można go spokojnie nazwać kombajnem medialnym, który oprócz tego, że jest znakomitym dziennikarzem specjalizującym się w piłce nożnej, do perfekcji opanował social media. Dość powiedzieć, że na samym twitterze ma około 320 tysięcy obserwujących jego poczynania.

*      *      *      *      * 

– Jak na dziennikarza „tradycyjnego”, bardzo sprawnie przestawił się Pan na działalność online, co wcale w tym środowisku nie było takie oczywiste. Jak to się udało?

– Nie opierało się to na żadnej kalkulacji. Z początku nikt przecież nie wiedział, czym jest Internet, z czym to się je. A zawsze lubiłem narzędzia technologiczne – już w 2007 roku założyłem bloga, mniej więcej w tym samym czasie zacząłem się zajmować video w Gazecie Wyborczej.

Wtedy zanurzanie się w internet, nie było to traktowane jako praca. Na własną rękę, bez żadnego przymusu,  robiłem nagrania z meczów Ekstraklasy, wywiady, rozmówki. Potem, z tego materiału, robiliśmy magazyn. – Przez to byłem czasami byłem nieobecny w redakcji.  Mój ówczesny szef mówił mi: „weź urlop, jak chcesz to dalej robić”.

Nikt tego nie doceniał, w tamtych latach pisanie bloga było fanaberią … dopiero później stało się niemal obowiązkiem. Działaniem dobrze widzianą przez pracodawców.

– Kiedy został Pan dziennikarzem?

– Przyszedłem z ogłoszenia do Gazety Wyborczej, która rozpisała konkurs dla trzech stażystów. Przebrnąłem testy i zostałem wzięty na staż w 1994 roku, zaraz przed igrzyskami zimowymi w Lillehammer.

Mój pierwszy tekst to relacja z biathlonu, do dziś mam ten wycinek, podpisany „lop”.  Pamiętam jeszcze, jak na niektórych imprezach ludzie chodzili z maszynami do pisania. Z moich pierwszych wielkich zawodów, Mistrzostw Europy w piłce nożnej w 1996 roku wysyłałem faksy za funta, równo z gwizdkiem miałem tytuł, lead i relację, przygotowaną przed meczem, którą później uzupełniałem o przebieg, wynik i stan pomeczowy. Miliśmy jednego laptopa na całą redakcję; dział sportowy musiał go wypożyczać, ale jeśli już, brali go starsi, bardziej doświadczeni dziennikarze.

Pierwszy służbowy komputer dostałem około 1998 roku, jak pojechałem do Francji na Mistrzostwa Świata. I już wtedy zobaczyłem, co to jest Internet, choć wtedy bardziej Intranet w biurach prasowych – możliwość oglądania konkurencyjnych, zagranicznych gazet.

– … w tamtych latach, rozwój technologiczny nabierał przyspieszenia

Potem już trzymałem rękę na pulsie i wiedziałem, że to bardzo wygodne narzędzie uzupełniające warsztat dziennikarza. Blog założyłem w 2007 roku, jak założyłem Twittera, to bardzo długo „rozmawiałem” tylko z Rafałem Stecem siedzącym biurko obok, bo nikogo innego nie było. Oczywiście, śledziłem zagranicznych dziennikarzy, kilku sportowców, ale nikt nie przewidział, że to się tak rozwinie. Nigdy nie kalkulowałem, aby robić to dla potencjalnego zysku. Dziś, jeśli się zakłada snapchata to dlatego, że może w przyszłości to konto okaże się istotne w pracy, może nawet stanie się źródłem utrzymania.

Mój blog został uznany przez Press drugim najlepszym blogiem dziennikarskim w Polsce (nie tylko sportowym). Kluczem do sukcesów w social mediach jest interakcja z użytkownikami, czytelnikami którą ja zawsze lubiłem. Czasem trafiają się kłótnie, nawalanki, ale o to właśnie chodzi – żeby się kłócić, tłumaczyć. Oczywiście nie z trollami i chamskimi złośliwcami. Na szczęście rzadko się z nimi spotykam, częściej jest to merytoryczna dyskusja.

– Zatem odbywał się proces będący blogerów i maketingowców. Interakcja

W komentarzach pod blogiem odkryłem tylu fantastycznych młodych ludzi z wiedzą o futbolu dużo większą niż moja. Z czystej przyjemności zacząłem robić dla nich konkursy na notki – pisali artykuł na zadany temat i zwycięzca (choć początkowo tego nie zakładałem) przyszedł na staż do sport.pl i został na długo. Bardzo młody, zdolny chłopak, w wieku 16-17 lat zaczął pisać na stronie Liverpoolfc.pl.  Świetnie znał język, wiedział wszystko o drużynie, o lidze angielskiej. Nagle firmy zaczęły dostrzegać w tym ogromny potencjał.

W 2010 roku do Agory przyszła firma Continental i w ramach umowy zrobiliśmy konkurs. Warunkiem było przysyłanie filmików na mojego bloga. To był dla mnie niezwykły prestiż, że konkurs, w którym nagrodą był wyjazd na mundial w RPA. Stałem się tego częścią tego przedsięwzięcia, w ogóle tego nie planując.

– Czyli co Pan robił ?

Pisałem notatki na tematy głównie piłkarskie, angażując się w dyskusje okazało się, że to jest niezwykle popularne. Rekord wejść uzyskałem podczas EURO 2008. Wpis o tym, że wiceminister edukacji z LPR-u zażądał odebrania polskiego obywatelstwa Lukasowi Podolskiemu za to, że nam strzelił dwie bramki obejrzało, … do dziś pamiętam … , ponad 320 tysięcy osób.

I przyszedł ktoś z propozycją reklamy, nagle okazało się, że jestem w stanie wygenerować z bloga drugą pensję. Oczywiście, nigdy nie będziemy szafiarkami, blogerkami modowymi – dziennikarzowi sportowemu trudno byłoby utrzymywać się z bloga, choć ja w pewnym momencie mógłbym. To się wszystko w końcu popsuło, między innymi dlatego, że firmy bukmacherskie, które się reklamowały, dłużej nie mogły tego robić ze względu na zmianę prawa. Dla dziennikarzy okazało się to nokautem.

Kolejną nowinką, którą dziś można nazwać przełomem, jest Twitter. Nie wyobrażam sobie dzisiejszego dziennikarza bez konta na tym portalu. Z kilku względów: po pierwsze, jest to nieocenione źródło informacji, ze środowiska sportowego są wszyscy – niedawno dołączył Dariusz Szpakowski i Andrzej Tworowski.

Aktualnie, na dobrą sprawę, Twitter zastępuje agencję informacyjną. Lata temu, rano tuż po przyjściu do pracy, sprawdzało się AP, AFP i Reuters. Dziś nikt już tego nie robi. Wszystko, co najważniejsze mamy na Twitterze.

– … macie jeszcze serwis Polskiej Agencji Prasowej?

– Tak, z uwagi na to, że nie wszędzie mamy korespondentów, PAP ciągle się przydaje. Jednak Twitter stał się głównym źródłem informacji, inspiracji Dla przykładu: ostatnio było zamieszanie z podziałem Ekstraklasy na grupę mistrzowską i spadkową.

Wszyscy komentowali to na Twitterze – PZPN, kluby, Ekstraklasa, dziennikarze. Po drugie, Twitter pełni niezwykle istotną funkcję budowania własnej marki. Jesteśmy w czasach, kiedy zdolny bloger, który przy okazji jest aktywny na Twitterze, nakrywa czapką dziennikarza.

Dlatego trzeba być marką. Nie wystarczy opublikować tekstu w Gazecie – jeszcze należy prowadzić bloga i opisać kulisy, tło, ciekawostki, wrzucić link do artykułu  na Twittera, zainicjować dyskusję, rozmawiać z obserwującymi, uczestniczyć w tym życiu. Taki ktoś jest traktowany jako – mówiąc językiem Internetu – influencer, wpływowa osoba.

Do niego lgną ludzie czytają, oglądają, klikają w jego linki. Sam nie wiedziałem, że jestem influencerem, dopóki przed mundialem w Brazylii zgłosiły się do mnie… linie lotnicze The Emirates z pytaniem, czy chciałbym zrobić wywiad z.. Cristiano Ronaldo, to był czas, kiedy ten fantastyczny piłkarz, został ambasadorem ich linii.

… czy ja chciałbym zrobić wywiad z Cristiano Ronaldo, też mi pytanie !!! … żartując sam z siebie i całej tej fantastycznej sytuacji, powiedziałem.  Muszę  się chwilę zastanowić, sprawdzić terminarz. Odpowiedziałem oczywiście. Będzie oczywiście okładka w Przeglądzie sportowym, rozkładówka. Dla Ronaldo zrobimy oczywiście wszystko co się da.

A oni na to odpowiedzieli: … „nie, nie. Co Pan zrobi z tym wywiadem, to nam jest obojętne. My Pana zabieramy jako influencera. Nam zależy, aby o godzinie 12:00 Pan wrzucił link do reklamy, gdzie CR7  jest z  Pele na pokładzie samolotu. Ta na razie jest tajna. Zależy nam tylko, żeby Pan ją puścił dokładnie o godzinie dwunastej. W zamian leci Pan do Madrytu, jest na meczu, rozmawia 1 na 1 z Ronaldo”.

Poleciałem i okazało się, że takich jak ja (ja byłem tym od Twittera) było kilku innych. Człowiek z Irlandii, robiący podcasty. Youtuber z Hiszpanii. Bloger z Portugalii. Na konferencji Ronaldo bawił się modelem samolotu, siedzieliśmy w pierwszym rzędzie – za nami była barierka – i dopiero tam dziennikarze wszystkich najważniejszych, „mainstreamowych” gazet.

– Ile Przegląd Sportowy ma nakładu, ile sprzedaje?

– Średnio 31-32 tysiące egzemplarzy.

– Ilu followersów ma Pan na Twitterze ?

około 320 tysięcy.

– To pokazuje siłę social media.

– Robię, co mogę, żeby promować własną firmę. Nazywamy to „social media ninja” – zajmują się tym dwie dziewczyny, które są po prostu sobą, często jeżdżą po bandzie, ale wrzucają linki z fajnymi komentarzami, podczas relacji Live. Sam sobie też narzuciłem taki rygor – wrzucam linki do najciekawszych tekstów na przegladsportowy.pl czy onet.sport.pl. Wiem też, że ludzie tego oczekują.

– Ilu dziennikarzy sportowych też zmieniło swoją działalność pod Internet? Głównie zajęli się tym chyba dziennikarze z polityki.

– Sporo. Jest Mateusz Borek, Roman Kołtoń. Dariusz Szpakowski jak założył konto, to w ciągu doby zyskał 15 tysięcy obserwujących, bo ludzie na niego czekali – teraz czekają, co będzie robił, czy będzie z nimi rozmawiał, a jak mu wytkną błąd, to czy zablokuje, czy spuści na drzewo, czy się przyzna.

Ludzie szukają autentyzmu. Tomasz Lis, dziennikarz mający najwięcej followersów, do tej pory wrzucał tylko linki, nie angażował się w rozmowy. Dopiero od jakiegoś czasu zaczął może nie tyle wchodzić w interakcje – bo też nie ma co dyskutować z hejterami; jak wiadomo, on ma ich bardzo dużo. Na szczęście dla nas, emocje w sporcie czy piłce nożnej – choć czasami bardzo duże są zupełniej innej natury

Instagram Michała Pola

Twitter Michała Pola

Facebook Michała Pola

Comments

comments

188
Komentarze
Sonda

Czy sztuczna inteligencja może zastąpić pracę PR-owca??

Loading ... Loading ...