Maria Buszman potrzebuje naszej pomocy

Jerzy Ciszewski - 01.08.2026
30

Czasem największym aktem odwagi jest poproszenie o pomoc - Maria Buszman

Marię poznałem wiele lat temu w ramach różnorakich impres  publicrelations. 
Pracowała w Katowicach na uczelni wyższej – wybaczcie, nie pamiętam nazwy tego ośrodka edukacyjnego. Od czasu do czasu ściągała mnie, aby coś powiedzieć o zawodzie od strony praktyka.  Wiedząc, jak się angażuje w swoją pracę nigdy jej nie odmawiałem.  
Choć od dobrych kilku lat jej nie wiedziałem i nie słyszałem. Nadal jednak, pozostaję pełen szacunku za to, co robiła dla rynku usług #publicrelations; jak mocno angażowała się w rozwój branży. Maria to dobry człowiek, super dziewczyna i znakomita profesjonalistka.
Przyznaję, bardzo tym jej wpisem z portalu Zrzutka.pl  zmartwiłem się …
Uważam, że organizacje branżowe pt. Związek Firm Public Relations oraz Stowarzyszenie Agencji Public Relations, a może i co mądrzejsze agencje, powinny finansowo wesprzeć Marię. Ale to oczywiście kwestia wewnętrzna, poszczególnych podmiotów. Choć zdaję sobie sprawę, że większość osób pracujących aktualnie w  branży nigdy nie miała z nią styczności; co więcej, nigdy o Marii Buszman  nie słyszały. 
jerzy ciszewski,
… kiedyś z „Ciszewski Public Relations”
To co Maria napisała sama o sobie:

Nie pozwól, żebym musiała nieść tyle sama! Pomóż proszę

Przez prawie 30 lat to ja wspierałam innych ludzi w ramach mojej pracy i poza nią. Ostatnie lata przede wszystkim w rozwiązywaniu kryzysów. Zawsze starałam się być samodzielna, życzliwa i odpowiedzialna. Dzielić się tym, co mam z innymi i znajdować rozwiązanie nawet wtedy, gdy byłam ciężko chora, z dwójką chorych dzieci, sama. Niezliczoną ilość razy przekraczałam granice bólu i moich możliwości. Dziś wiem, że sama już tego nie uniosę. Nie mogę pracować. Muszę mieć środki na dojście do siebie – dalsze leczenie, trudną rehabilitację, prywatne konsultacje i bieżące wydatki. Proszę więc Ciebie o pomoc! 

Dziękuję Ci z całego serca! 

Te osoby, które mnie znają osobiście wiedzą, że nie byłabym sobą, gdybym nie przygotowała czegoś w podziękowaniu dla darczyńców. Przygotowałam na bazie swoich i bliskich osób szpitalnych doświadczeń, poradnik Spokojniej do szpital. Jest to zbiór zasad, przydatnych informacji, list i kontaktów oraz źródeł dla osób, które muszą iść do szpitala lub ich bliscy mają taką konieczność. To prezent dla wszystkich, którzy wesprą moją zrzutkę. Link do tego materiału przyjdzie do Ciebie wraz z mailem z podziękowaniem za wpłatę, bez względu na jej wysokość. Tak po prostu z serca ode mnie.

O czym nie mówiłam prawie nikomu? 

Od ciężkiego wypadku, który przeszłam w 1992 roku, każda kolejna choroba, kolejna operacja – do tej pory było ich 12, zostawiała u mnie trwały ślad. Największe to przesunięcia kręgów i pęknięcie w kręgosłupie lędźwiowym, które powodują codzienny, ogromny ból i nawracające rwy kulszowe. I sprawiają, że dużą cześć dnia spędzam na leżąco, nie mogę podnosić itd.

Dwie powikłane ciąże, z których skutkami zmagam się do dziś. A także tętniak głowy, który był dwukrotnie operowany, a teraz muszę kontrolować inne podobne zmiany w moim ciele i zwracać uwagę na regulację ciśnienia.

Jesienią 2024 przeszłam operację oczodołu, gdzie po usunięciu nowotworu, zmagam się z problemami z widzeniem (m.in. podwójnym widzeniem), zwrotami głowy, zmianami w wyglądzie, a także brakiem czucia w dużej części twarzy i głowy.

Mój organizm przez długi czas wysyłał sygnały ostrzegawcze. Ostatnie to dwa, to niedawne mikro wylewy. Ja wciąż próbowałam działać dalej. Dziś nie mam już z czego czerpać siły.

Dłużnik, który winien jest nam 200 tysięcy złotych 

Wygrałam dwie sprawy sądowe, o długi ze strony byłego męża (prawomocne wyroki), nadal nie zwrócił moich prawie 100 tys. zł. Dzieciom winny jest więcej niż 100 tys. zł. Zamiast podjąć dodatkowe zatrudnienie i spłacić długi, pozwał dzieci o obniżenie alimentów i występuje wraz ze swoją matką przeciwko Nim w sądzie. Dzieciom pękły serca.

Żeby przeżyć, przez lata zagryzałam zęby, pracowałam ponad siły, pozyskiwałam dotacje dla niepełnosprawnych (ja i dzieci mamy orzeczenia o niepełnosprawności) oraz świadczenia społeczne. Niestety musiałam też korzystać z kredytów, jest to kwota ponad 100 tys. zł. Pożyczałam, abyśmy mogli przeżyć, kupić leki, zapłacić rachunki i nie stracić dachu nad głową.

Staram się o rentę

Nie czekam bezczynnie, ponad rok temu rozpoczęłam starania o rentę, jednak wszystko się przeciąga i nadal jej nie mam. Próbowałam też wrócić do pracy, nie jest to jednak możliwe. Ze względu na trwałe uszkodzenia zdrowia i nieprzewidywalność samopoczucia. Mam zresztą orzeczenie z potwierdzeniem niezdolności do pracy.

Przewlekły stres, nadmiar obowiązków, wieloletnie przeciążenie oraz brak realnego wsparcia nie były jedyną przyczyną moich chorób, ale znacząco pogarszały ich przebieg. Nasilały ból, zaburzenia snu, depresję, lęk i objawy neurologiczne. Przez lata odkładałam własne potrzeby, ponieważ zawsze najpierw trzeba było zadbać o dzieci, pracę, mieszkanie i podstawowe bezpieczeństwo rodziny. To ciągłe zagryzanie zębów, ciągłe czekanie na diagnozy, na kolejne konsylia, kolejne bolesne badania i kontrole, kolejne operacje, kompletowanie setek stron dokumentacji, ciągłe wracanie do tego co traumatyczne, czekanie na wyroki sądowe i ich wypełnienie.

Czego nam najbardziej trzeba?

Odrobiny normalności dla mnie i dzieci, mniejszego bólu, szansy na poprawę zdrowia i spokoju. Pewności, że nawet w moim gorszym dniu moi synowie będą bezpieczni. Twoja pomoc może realnie poprawić jakość naszego życia i sprawić, że przestaniemy funkcjonować w ciągłym poczuciu nadchodzącej katastrofy.

Dlatego chcę zebrane środki przeznaczyć na:

– leczenie i rehabilitację szczególnie – neurologiczną, wzrokową oraz ruchową,

– przygotowanie do kolejnych zabiegów i operacji, opiekę przed i po zabiegach,

– leki, badania, zabiegi i konsultacje specjalistyczne,

– leczenie przewlekłego bólu i pomoc psychologiczną,

– spłatę zobowiązań zaciągniętych na utrzymanie rodziny,

– leczenie, terapię i codzienne potrzeby moich synów,

– przejazdy i noclegi związane z wizytami, badaniami i rehabilitacją,

– pomoc w domu i przy synach, w okresach pogorszenia mojego stanu zdrowia,

– specjalistyczną dietę dla mnie i dzieci,

– konieczne turnusy rehabilitacyjne dla mnie i dzieci,

– koszty życia podczas oczekiwania na rozstrzygnięcie sprawy rentowej i odzyskanie długów.

Czasem największym aktem odwagi jest poproszenie o pomoc. Dziś już wiem, że to co niosę od lat to za dużo na jedną osobę. Sama nie dam rady, dlatego proszę Cię o pomoc!

O czym Ci jeszcze opowiem? 

Postanowiłam, że będę się dzielić różnymi historiami z mojego życia. Będę je publikować tutaj i na swoich profilach w mediach społecznościowych. Mam też zaproszenia do udzielaniach wywiadów i do podcastów. Opowiem z kim i z czym musiałam i muszę się zmagać. Jak niewydolny jest system. Poza tym uważam, że przemoc, szczególnie psychiczna i ekonomiczna, karmi się ciszą. Ja nie akceptuję przemocy, więc nie będę milczeć. A wstyd powinien zmienić stronę.

Chcę się podzielić także tym, co sprawiło, że mimo wszystkiego żyję. Mam nadzieję, że moje historie będą inspirujące i pomocne dla Ciebie.

Nie przedstawiałam się! Nazywam się Maria Buszman i spisałam to wszystko w dniu swoich 48 urodzin. Dziękuję Ci, że ze mną jesteś i nie muszę nieść już wszystkiego sama!

30
Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *


Sonda

Czy sztuczna inteligencja w postaci Chatbotu GPT zrewolucjonizuje branżę public relations?

Loading ... Loading ...