LOT – TraciMy

Jerzy Ciszewski - 25.10.2018
43

LOT - TraciMy

Nie wchodząc w istotę sporu, a tym bardziej nie dokonując oceny, kto ma w nim rację, a kto nie, wyraźnie widać, że trwający od kilku dni konflikt związków zawodowych i przedstawicieli spółki Polskie Linie Lotnicze LOT to bardzo źle komunikacyjnie zarządzana i obsługiwana sytuacja kryzysowa. Każdego dnia do opinii publicznej docierają kolejne niesmaczne i budzące zażenowanie informacje.

W tle tego konfliktu jest duże przedsiębiorstwo, działające na niezwykle wrażliwym i konkurencyjnym światowym rynku, na którym wszystkie linie lotnicze wszelkimi siłami walczą o klienta. To, co się teraz dzieje, jest bardzo skutecznym procesem niszczenia wizerunku tej firmy, ewidentnie mającym wpływ na to, „u kogo” będzie się kupowało bilety na podróż. Żebyśmy dokładnie się rozumieli – LOT zarobi dużo mniej, a na obsługę odwołanych lotów wyda dużo więcej, by nie powiedzieć „bardzo dużo więcej”. Jeżeli dowiadujemy się, że anulowanie lotu (np. z Tokio) to koszt około jednego miliona złotych, to… Zsumowanie wszystkich tych lotów: kontynentalnych, europejskich, krajowych jest bardzo bolesnym ciosem finansowym dla przedsiębiorstwa.

To niszczenie wizerunku odbywa się na kilku poziomach. Mniej lub bardziej czytelnych.

Z doniesień medialnych możemy się dowiedzieć, że stosunki pomiędzy pracodawcą a pracobiorcą zbudowane są jakby na zasadach feudalnych, co, jak łatwo sobie wyobrazić, w dzisiejszych czasach w środowiskach biznesowych jest traktowane jak relikt. A jeśli dodamy do tego, że mowa o przedsiębiorstwie państwowym, jednym z najważniejszych i najbardziej widocznych w naszym kraju, tym większe budzi to zdziwienie.

Nie ulega dla mnie wątpliwości, że celem związków zawodowych jest eskalacja tej konfrontacji. Trochę jednak nie rozumiem, dlaczego podobne podejście mają przedstawiciele LOT. Ewidentnie, powinni przecież dążyć, aby te rozmowy i negocjacje były poufne i na tyle, na ile to możliwe niewidoczne dla świata zewnętrznego. Zdaję sobie sprawę, że taki model rozmowy stron byłby bardzo trudny do zrealizowania.

Włączenie do sporu sądu, zwolnienie kilkudziesięciu osób w trybie dyscyplinarnym, wysyłanie pisma przedprocesowego do jednego z pilotów, z nakazem płatności kilkudziesięciu tysięcy złotych za poczynioną szkodę w postaci niestawienia się do pracy, czyli na konkretną operację lotniczą – to działania, które na tym etapie de facto intensyfikują spór. Tym samym powstaje przekaz, iż LOT to spółka agresywna, konfrontacyjna, kompletnie nie licząca się z ludźmi. Wynika to z postawy i zachowania prezesa oraz z wypowiedzi rzecznika. Trzeba też jasno powiedzieć, że prezes, w ujęciu menedżerskim, w ostatnich latach wykonał gigantyczną i pozytywną robotę. Rozwijanie nowej siatki połączeń, nowe samoloty – z własnego doświadczenia wiem, że samoloty do Tokio załadowane są pasażerami „po dach”.

Teraz jednak nikt tego nie widzi. Co gorsza dla prezesa, wszyscy, którzy z jakiegokolwiek powodu obserwują tę sprawę, chcą sobie uprościć życie – bez wchodzenia w zbędne szarości chcą sami sobie wskazać, kto tu jest „dobry”, a kto „zły”. W tym przypadku odpowiedź narzuca się sama.

Klienci? Ci, którzy nie polecieli do pracy, na wakacje, spotkanie biznesowe są wściekli, że w ramach podróży wszystko zostało im zepsute. Są wciekli na LOT, bo to ta firma nie podstawiła na czas samolotu. Inni dziękują niebiosom, że kupili bilety u innych przewoźników, którzy akurat teraz nie strajkują. Ci klienci obiecują sobie, iż od teraz już zawsze będą kupować bilety „gdzie indziej”. Kolejni to ci, którzy dziękują sami sobie, że akurat nie planowali podróży i nie kupili biletów.

Konkurencja? Z zadowoleniem obserwuje tę żenującą awanturę – zaciera ręce, liczy dodatkowe wpływy z tytułu naprędce kupowanych biletów.

Polski Rząd? Jest wciągany w tę rozgrywkę. Formułowane są oczekiwania, że skoro prezes i zarząd średnio sobie z tym wszystkim radzą, ktoś powinien szybko tę sprawę rozwiązać. Niektórzy chcą wysłać na negocjacje nawet premiera.

My wszyscy? Podejrzewam, że większość z nas byłaby zadowolona wiedząc, że LOT się rozwija, staje się silniejszy, jest firmą odpowiedzialną społecznie i wzorem do naśladowania. Jeszcze kilka tygodni wcześniej, mniej więcej tak było – na dzień dzisiejszy tak nie jest.

Na koniec pada zasadne pytanie. Ile to wszystko będzie kosztowało? Dużo. Ile to dużo? Bardzo, bardzo dużo i stanowczo za dużo…

Comments

comments

43
Komentarze
Sonda

Czy sztuczna inteligencja może zastąpić pracę PR-owca??

Loading ... Loading ...