Krzysztof Kaczmar z fundacji Kronenberga o aplikacji Art Sherlock

Jerzy Ciszewski - 20.06.2016
296

Krzysztof Kaczmar z fundacji Kronenberga o aplikacji Art Sherlock - rozmawia z Jerzym Ciszewskim.

Krzysztof Kaczmar

Od 2012 roku prezes Zarządu, a wcześniej przez 11 lat dyrektor Fundacji Kronenberga przy Citi Handlowy. Przedtem zajmował się komunikacją marketingową tygodnika Polityka. Członek Zarządu Forum Odpowiedzialnego Biznesu, Rady Fundacji Młodzieżowej Przedsiębiorczości oraz Fundacji Dorastaj z Nami. Przewodniczący Grupy Inicjatywnej, a następnie pierwszy prezes Zarządu Forum Darczyńców w Polsce. Członek European Association of Communication Directors oraz International Network of Financial Education przy OECD. Przewodniczący wielu konkursów społecznych, panelista krajowych i międzynarodowych konferencji dotyczących edukacji finansowej, wolontariatu pracowniczego, społecznej odpowiedzialności biznesu oraz autor publikacji na ten temat. Absolwent filologii polskiej Uniwersytetu Warszawskiego.

Krzysztof Kaczmar z fundacji Kronenberga o aplikacji Art Sherlock.

Jakiś czas temu ukazał się film z Georgem Clooneyem „Obrońcy skarbów” o oddziale artystów ratującym dzieła sztuki przed nazistami. Dzięki aplikacji na telefon „ArtSherlock” każdy może poczuć się jak bohater filmu sensacyjnego – aplikacja pomaga rozpoznać obrazy, rzeźby i dobra, które zrabowano w Polsce podczas II wojny światowej.  Jerzy Ciszewski, wydawca portalu publicrelations.pl  rozmawia z twórcą aplikacji – Krzysztofem Kaczmarem prezesem fundacji Kronenberga.

Jak działa „ArtSherlock”?
Sfotografowany obiekt aplikacja porównuje z cyfrową bazą obiektów zaginionych prowadzoną przez Ministerstwo Kultury i na tej podstawie identyfikuje dzieła zrabowane podczas II wojny światowej.

Udało się już coś odzyskać?
Niektórzy żartowali, że niemieccy emeryci nie mogą odtąd spać spokojnie. Rzeczywiście, są już pierwsze efekty – jednak sprawa jest na wczesnym etapie weryfikacji i na rozwiązanie trzeba jeszcze poczekać. Oprócz tego, jako Fundacja Kronenberga mamy na swoim koncie kilka sukcesów: między innymi odzyskanie obrazu „Murzynka” Anny Bilińskiej-Bohdanowiczowej czy Wojciecha Gersona „Odpoczynek w szałasie tatrzańskim”. Ten drugi ma dla nas dodatkową wartość symboliczną, bo pochodzi z kolekcji Leopolda Kronenberga. Dzieło namierzyliśmy wystawione na aukcję w RPA. Właścicielka twierdziła, że jej ojciec kupił obraz na targu w Austrii. Jednak biorąc pod uwagę rozmiary obrazu, trudno sobie wyobrazić, by ktoś chodził z nim po małomiasteczkowych jarmarkach.

Opowieść godna powieści sensacyjnej.
Najbardziej dramatyczne losy były związane z kolekcją 42 litografii namierzonych w jednym z państw Ameryki Łacińskiej, gdzie dolary, euro nie są w oficjalnym obrocie. Przy pomocy dyplomatycznej udało się to załatwić drogą nieoficjalną – samochód z pieniędzmi na dyplomatycznych rejestracjach podjechał do właściciela, gdzie nastąpiła wymiana. Do ostatniej chwili nie było wiadomo, czy się uda. Na szczęście, litografie trafiły do Polski. Po tylu latach od zakończenia II wojny światowej, mimo budowania świadomości, działań naukowych i dyplomatycznych, rynek zagrabionych dzieł to nadal miejsce rodem ze szpiegowskich powieści.

Ile łącznie dzieł odzyskaliście?
Symboliczną liczbę: 44.

Jak dużo są warte?
Poza stroną emocjonalno-sentymentalną, nie wycenialiśmy ich na rynku. Myślę, że byłaby to kwota rzędu kilkuset tysięcy – miliona złotych. Odzyskujemy dzieła na rzecz pożytku publicznego i przekazujemy odpowiedniej instytucji państwowej.

Zarówno aplikacja, jak i całe przedsięwzięcie zwracania dzieł sztuki to przełomowy projekt – pierwszy taki na świecie.
Rzeczywiście, jesteśmy pod tym względem prekursorami. Przed wypuszczeniem aplikacji sprawdziliśmy rynek i nie znaleźliśmy nic podobnego. W międzynarodowych serwisach informacyjnych tez byliśmy przedstawiani jako coś wyjątkowego.

Mimo to, wydaje się, że niewiele osób wie o aplikacji i z niej korzysta.

Aplikacja działa już ponad miesiąc – na tę chwilę mamy ponad 5500 instalacji, 7500 wykonanych zdjęć w 36 krajach poza Polską. Fundacja Communi Hereditate, pomysłodawca i główny realizator projektu, prowadzi mapę pokazującą, gdzie najczęściej ArtSherlock jest ściągany. Co ciekawe, bardzo dużo użytkowników jest w Ameryce Południowej – przetrwała tam świadomość o ukrywających się po II wojnie światowej nazistach. Na rynki zagraniczne dopiero wchodzimy. Wciąż pracujemy, by częściej trafiać do mediów międzynarodowych. W tym roku mówiono o nas już około 700, z czego 24 razy w telewizji. Mieliśmy też dużą konferencję prasową z wicepremierem Glińskim. Dzięki temu trafiliśmy też do mediów społecznościowych.

Aplikacja „ArtSherlock” to tylko jeden z projektów. Czym jeszcze zajmuje się Fundacja Kronenberga?
Przeprowadziliśmy oprócz tego dwie spektakularne akcje. Po pierwsze, zakupiliśmy od prywatnego kolekcjonera, który z powodów prywatnych zmuszony był do sprzedaży, kolekcję 172 wybitnych dzieł sztuki złotniczej. Właściciel zaczął sprzedawać je na sztuki, więc stanowiący całość zbiór uległby rozproszeniu. Udało nam się go wykupić i przekazać jako stały gabinet im. Leopolda Kronenberga do Muzeum Narodowego. Pomogliśmy też zidentyfikować grób Mikołaja Kopernika. W kluczowym momencie prace stanęły ze względu na brak środków i możliwości znalezienia inwestora. Grobu szukano już od 200 lat, także naziści próbowali go znaleźć i wykorzystać do swoich celów propagandowych. My sfinansowaliśmy innowacyjne badania DNA, które potwierdziły, że miejsce pochówku nieznanych dotąd szczątek jest grobem Kopernika.

Robi naprawdę duże wrażenie.
Na sukcesy ciężko pracujemy, wynikają one z naszego zaangażowania i doświadczenia. W tym roku obchodzimy dwudziestolecie fundacji. Cały ten czas zajmujemy się szeroko pojętą ochroną dziedzictwa kulturowego. Oprócz zjawiskowych osiągnięć godnych hollywoodzkiego scenariusza, prowadzimy kilka długofalowych przedsięwzięć. Naszym flagowym projektem jest nagroda im. Aleksandra Gieysztora wręczana za wybitne zasługi w dziedzinie ochrony dziedzictwa narodowego. W tym roku odbyła się 17 edycja, której laureatem zostało małżeństwo Wajdów. Wspieraliśmy też digitalizację zbiorów muzeów i bibliotek. Dziś robią to już wszyscy, a my dopiero rozpoczynaliśmy ten proces. Na świecie jest wiele miejsc, w których znajdują się polskie zabytki piśmiennictwa i nie można ich ściągnąć z powrotem. Naszym celem było sprowadzenie ich do głównych ośrodków takich jak Biblioteka Narodowa czy Biblioteka Uniwersytetu Warszawskiego, w formie cyfrowej, żeby można było na nich pracować, tworzyć również dorobek naukowy.

Tyle istotnych dokonań, a wielu Polaków wciąż w ogóle nie wie o Waszym istnieniu.
Nie jesteśmy fundacją jak PAH czy WOŚP zajmującą się najbardziej nośnymi i samonapędzającymi się tematami. Nie mamy u siebie przebojowych postaci takich jak Jurek Owsiak czy Janina Ochojska, ale nasza ekspozycja medialna z roku na rok dynamicznie wzrasta. W ubiegłym roku ukazało się o nas ponad 3250 relacji.

A skąd bierzecie państwo fundusze na działalność fundacji?
Jesteśmy Fundacją Kronenberga przy banku Citi Handlowy i to stamtąd pozyskujemy pieniądze. W zeszłym roku nasz budżet wynosił ok. 4,5 miliona złotych.

Biorąc pod uwagę rozmach, z jakim działacie, nie jest to astronomiczna kwota. Musi Pan walczyć o każdą złotówkę?
Kwota jest stała na każdy rok. Przed jej przyznaniem udaję się do zarządu banku, by przedstawić program działania kolejnych 12 miesięcy, propozycje budżetowe.

To są rzeczywiste negocjacje czy tylko część procedury?
Część procedury, ale nie nazwałbym jej czystą formalnością. To są merytoryczne, twarde rozmowy, ale mamy wspólny cel i w efekcie zawsze znajdujemy kompromis.

Zarząd jest elastyczny? Udałoby się pozyskać dodatkowe fundusze na wyjątkową okazję?
Udało się w przypadku aplikacji „Pierwszy milion” symulującej zarządzanie finansami. Wykorzystujemy ją głównie w kontaktach z uczelniami wyższymi – kosztowała kilkaset tysięcy złotych i dostaliśmy na to dodatkowe pieniądze. Nie spadają one z nieba, ale zawsze jest pole do rozmowy i wartościowe projekty, jeśli mają potencjał, są realizowane – jak ArtSherlock.

Dziękuje za rozmowę.
Dziękuje.

ArtSherlock

Comments

comments

296
Komentarze
  • agnes

    Ciekawy temat i na czasie. W świecie techniki dzieła są „degradowane”, przerabiane a niejednokrotnie inspiracje bez zgody twórców przynoszą jednym miliony, ograbiając źródło, pytanie czy godzą w sztukę czy rozwijają ja… . Mowa o etyce, prawach autorskich i pokrewnych a moze o zwykłej kulturze osobistej i sumienia / nie pomijania , informowanie/ czy filozoficznej prawdzie.

Sonda

Czy sztuczna inteligencja może zastąpić pracę PR-owca??

Loading ... Loading ...