Komunikacja głupcze !

Jerzy Ciszewski - 10.02.2023
46

Stwierdzenie, że powinniśmy się wszyscy ze sobą odpowiedzialnie komunikować jest bardziej niż banalne.

Politycy powinni komunikować się ze społeczeństwem. Partie polityczne ze swoim aktualnym i potencjalnym elektoratem. Przedstawiciele rządu z obywatelami. Biznes ze swoim otoczenie, poczynając od klientów, przez dostawców, regulatorów, udziałowców, wszystkich interesariuszy. Organizacje NGO z darczyńcami, W zależności od sytuacji przedstawiciele policji, wojska, straży pożarnej oraz innych służb, od medycznych poczynając. Szkoły z uczniami, rodzicami, nadzorem kuratorskim. … można by bardzo długo wymieniać, dotykając każdej cząstki wspólnego życia publicznego. Innymi słowy, w sposób uczciwy i odpowiedzialny, powinni komunikować, wszyscy ze wszystkimi. Szczególnie, że oprócz naszego najcenniejszego narzędzia, jakie posiadamy, czyli aparatu mowy, dostępnych jest multum narzędzi, które pozwalając prowadzić takie procesy.

Przy tej okazji warto rzucić okiem na hasło komunikacja interpersonalna , które jak zwykle zaczerpnąłem z Wikipedii i albo przypomnieć sobie albo uzupełnić – o co chodzi? To hasło potraktowane jest oczywiście przekrojowo. Jednak nasza uwaga, w naturalny sposób nakierowana komunikację marketingową (w tym przypadku Wikipedia dość oszczędnie podchodzi do zagadnienia) oraz komunikacja public relations

Osobną sztuką walki jest komunikacja polityczna. Dodatkowo odrębną, szczególnie wtedy, gdy prowadzona jest w niedemokratycznym kraju lub środowisku. Co, od dobrych kilku lat, na co dzień, doświadczamy z autopsji.

… ale wróćmy do biznesu.

Pracując przez lata w biznesie komunikacyjnym, często ze zdumieniem przecierałem oczy, mając po przeciwnej stronie bardzo inteligentnych, znakomicie wykształconych z wieloma sukcesami na koncie, poszukujących i odkrywczych ludzi, którzy z sobie najczęściej, znanych powodów, robili wszystko, aby tą sferą się nie zajmować. Robili i robią to z pełną premedytacją, z powodu braku czasu lub mimowolnego zaniedbania. To co powyżej napisałem jest pewnym uogólnieniem … ale z grubsza tak to działa.

Mam kilku znajomych przyjaciół, którzy w swoich specjalizacjach są albo najlepsi w Polsce albo prawie najlepsi – o czym dobrze wiedzą. Mimo mojego ustawicznego namawiania, generalnie nic nie robią, aby prezentować światu swój talent i dorobek. Pogadanki w tej sprawie traktują jak bzyczenie natrętnej muchy, od której należy się oganiać.

Zjawisko to nie dotyczy wyłącznie osób fizycznych. Bardzo często, występuje na poziomie firm, instytucji, stowarzyszeń, różnorakich zbiorowości co jest pochodną postawy osób zarządzającymi takimi podmiotami – czyli wracamy do konkretnego człowieka

Jakie są powody?

Pomijając firmy i organizacje, które z istoty swojego charakteru funkcjonowania, muszą pozostać tajne, lub w tylko w jakimś ułamku, mogą cokolwiek o sobie powiedzieć, powody są różnorakie.

– biznes, sprawy, wyzwania toczą się tak znakomicie, że nie ma żadnej potrzeby, aby angażować środki i zasoby w tę sferę;

– niechęć CEO, zarządzających do kontaktów ze światem medialnym, wynikająca z braku wiedzy w jaki sposób ten funkcjonuje, bądź zwykłej niechęci do eksponowania swojej osoby;

– brak zaufania wobec mediów i dziennikarzy;

– chęć zachowywania anonimowości przed szerszą czy też jakąkolwiek publicznością;

– brak budżetu na człowieka/dział/agencję komunikacyjną, która mogłaby się zająć tymi czynnościami.  Brak budżetu, może wynikać po prostu z braku budżetu; ale również z braku wiedzy, przekonania, że w naszych czasach, po prostu powinno się czynić wysiłki komunikacyjne i co z tym związane, ponieść wydatki, które per saldo wielokrotnie się zwrócą.

Choć oczywiście, udowodnienie tego faktu, komuś kto zapatrzony jest wyłącznie w Excela (to nie jest zarzut), bywa problematyczne. Bowiem samo public relations bywa w tym zakresie również ułomne i nieskuteczne. Choćby z podstawowego powodu, iż do dziś nie doczekało się jednej precyzyjnej definicji. Co więcej, wielce prawdopodobne, że nigdy się nie doczeka.  To w oczywisty sposób, często pozbawia, ludzi od komunikacji „piarowej”, ostatecznego argumentu, że sfera ta, jest bardzo ważna, a kto wie – może najważniejsza, że: trzeba/należy/powinno się etc.

– „sparzenie się” na współpracy z jakąś agencją, która „…dużo obiecywała, a niczego nie dowiozła … Nie chcę więcej korzystać z takich podwykonawców. Szkoda czasu i pieniędzy” – mówi właściciel, prezes, dyr. marketingu firmy X.

– niemożność, samodzielnej identyfikacji tematów, które mogą być aktywowane do takich celów; każda organizacja ma coś w środku co jest godne szerszej prezentacji i też może być ciekawym dla określonego środowiska odbiorców. Trzeba tylko dać, dostęp do jądra swojego sacrum, fachowcowi. Z pewnością znajdzie jakieś „story” – ludzkie, produktowe, ciekawostkowe, które można przekuć w świetne info prasowe albo content kampanii bilbordowej, telewizyjnej, internetowej. Zawsze tak jest.

– wiara w to, że działanie na fejsie, linkedin, innych kanałach social media załatwią sprawę. Ponieważ, nawet jeśli post się „nie klika”, „dopalenie” go płatną kampanią, spowoduje, że komunikat dotrze nawet do stacji kosmicznej. Jeśli dodatkowo, nakłoni się jakiegoś celebrytę do wrzucenia na Instagrama, jego selfie wraz produktem lub opisem usługi to klękajcie narody!  … aby była jasność – trudno polemizować z takim podejściem! Przy odpowiednim dobraniu influencera, najczęściej ROI w statystykach widoczny jest gołym okiem.

Przy okazji, jawi się tu pytanie. Czy, influencera, można nazwać medium, które podobne jest do gazety, radia, telewizji ? Wydaje mi się, że raczej tak. Portale informacyjne, fizyczni ludzie są komunikatorami. Często miewają zasięgi, o których tzw., media tradycyjne – mogą wyłącznie pomarzyć. Owszem, to może się kłócić z „oldschoolową” wizją organizacji rynku informacyjnego. Ale tych trendów nikt i nic nie jest już w stanie zahamować. Przez różne, mądre regulacje, można go wyłącznie korygować.

Wracając do roli głównego tematu. Czasami firmy bardzo szybko decydują się wejść w interakcję z agencją public relations lub niezależnymi ekspertami, ponieważ wybucha jakaś sytuacja kryzysowa, którą trzeba profesjonalnie zarządzać. W przypadku, nazwijmy to „sukcesu” jest to wstęp do rozszerzania zakresu współpracy. Czasami nie.

Tak czy tak – generalnie ma miejsce bardzo duży deficyt w prowadzeniu umiejętnych dialogów.  Bardzo często jest tak, że wysłany komunikat, jest inaczej rozumiany niż wynikałoby to z intencji komunikującego. To często generuje więcej zamieszania niż korzyści.

rys. Jerzy Ciszewski

Comments

comments

46
Komentarze
Sonda

Czy sztuczna inteligencja w postaci Chatbotu GPT zrewolucjonizuje branżę public relations?

Loading ... Loading ...