Kolarstwo to sport dla twardzieli

Redakcja PR - 14.03.2016
150

Czytając o nieszczęśliwym wypadku kolarza grupy Astana podczas etapu wyścigu Paris-Nice, przypomniały mi sie czasy mojej “jazdy” w zawodowym peletonie

Podczas jednego z górskich etapów Danill Fominykh wypadł przez barierkę ochronną do głębokiego wąwozu łamiąc kilka kręgów.

We wczesnych latach swojej kariery zawodowej byłam managerem zawodowej grupy kolarskiej. Wtedy tylko 2 kobiety na świecie pełniły taką rolę. W praktyce zajmowałam się całą logistyką grupy związanej z transportem, zakupami, kontaktami z mediami, a nawet księgowością.

Wyścig Paris – Nice jest mi szczególnie bliski. To pierwsze wielkie kolarstwo, z jakim miałam do czynienia. Końcowa część trasy to góry. Wtedy przekonałam się, że kolarstwo to niebezpieczny sport, a kolarze to kamikadze.

Podczas jednego z ostatnich górskich etapów prowadziłam naszego busa, którym to miałam odebrać kolarzy z mety. Meta była w Tulonie, na górze Faron. 584m wysokości. Może i nie najwyższa, ale wznosi się tuż przy morzu. Czyli prawie 600 m pod górę. W 1989 roku na szczyt można było się dostać przez stromą, wąską, jednokierunkową drogę, prowadzącą z zachodu na wschód.

Droga jest jedną z najtrudniejszych nie tylko dla kolarzy, ale i dla samochodów. Tym bardziej dla mało zwrotnego długiego busa. Ale ja nie miałam o tym zielonego pojęcia. Miałam natomiast lęk wysokości. To była moja najdłuższa i najstraszniejsza podróż za kierownicą. Z jednej strony przepaść, od czasu do czasu na zboczach wraki samochodów, z drugiej ściana. Dodajmy do tego rzesze fanów wzdłuż trasy, kolarzy amatorów próbujących zygzakiem pokonać trasę i 180 stopniowe zakręty, które musiałam brać na kilka razy.

Źródło: Google Street View

W takich górskich etapach kolarze są tak wyczerpani, ze podświadomie po przekroczeniu linii mety przestają pedałować, a nogi mają jak z waty. Dlatego na mecie ustawia się obsługa i „łapie” kolarzy. Tym razem na szczycie góry po wyjściu samochodu ja miałam miękkie nogi i cała się trzęsłam. To było dla mnie wielkie przeżycie. Drogę powrotną odbyłam jako pasażer. Ciekawość zobaczenia tego, co wyprawiają kolarze pędząc z szybkością kilkudziesięciu kilometrów w dół była silniejsza niż mój lęk wysokości.

Kolarstwo to bardzo niebezpieczny sport, stłuczenia, obtarcia, złamania są na porządku dziennym. Nie dziwi więc wypadek Danilla Fominykha. Jednak w zawodowym peletonie coraz częściej słychać głosy sprzeciwu wobec coraz bardziej ciężkich i niebezpiecznych tras. W 2015 roku odwołano jeden etap Tour of Oman, ponieważ ekipy zbuntowały się jeździe w burzy piaskowej i w temperaturze powyżej 40 stopni C. Protestowano również w czasie Vuelta a Espana czy Tour de France.

Z górami za kierownicą czasem się oswoiłam (czasami zaczynałam podjazd w upale a kończyłam przy opadach śniegu i mrozie). Ale nigdy nie oswoiłam się z widokiem kolarza pędzącego między samochodami ekip po górskich serpentynach w czasie deszczu. To zawsze pozostanie dla mnie szczytem (jakby się teraz powiedziało) hard core’u.

 

Comments

comments

150
Komentarze
Sonda

Czy sztuczna inteligencja może zastąpić pracę PR-owca??

Loading ... Loading ...