Joanna Czechowska pracuje w Fujifilm – od stażysty do menedżera

Jerzy Ciszewski - 09.03.2016
258

Właśnie podpisałam umowę z agencją modelek, niedługo miałam dostać pierwsze zlecenie.

To było grudniowe popołudnie w 2005 roku. Właśnie podpisałam umowę z agencją modelek, niedługo miałam dostać pierwsze zlecenie. Zadzwoniła moja agentka z informacją, że firma fotograficzna Fujifilm robi sesję zdjęciową do kalendarza na 2006 rok, dawno już odbył się casting, ale częściowo mailowo i do studia przyjechała dziewczyna, która wygląda zupełnie inaczej w rzeczywistości niż na zdjęciach. A sesja trwa, wszystkie miesiące gotowe poza czerwcem. „Czy możesz pojechać do studia?”

Zdjęcie bardzo mi się spodobało, było w japońskim stylu. Po paru miesiącach z nim w portfolio i jeszcze kilkoma innymi (niewiele ich było na początku) poleciałam na swój pierwszy kontrakt do Japonii. W której się zakochałam. Niespotykany porządek i ład nawet na najbardziej zatłoczonych ulicach, świetna kuchnia, bezpieczeństwo, grzeczność, a w branży: genialni projektanci, dobra atmosfera w pracy, ciekawe sesje, masaż przed make-upem. Można by wymieniać. Potem byłam jeszcze na kilku kontraktach w Tokio, a ponieważ zdjęć na castingach mogłam pokazywać stopniowo coraz więcej, to kolejne wyjazdy były łatwiejsze. W sumie spędziłam tam blisko rok. Wydaje się, że przez te podróże dobrze poznałam kulturę kraju kwitnącej wiśni, wysoko kontekstowe zachowanie Japończyków, japoński kolektywizm. To pomogło mi w pracy, którą teraz wykonuję. A może nie tyle w pracy, co w pracy dla koncernu właśnie japońskiego, z szefem Japończykiem tu w Polsce, z codziennymi kontaktami z Japończykami w Europie i w Tokio.

W 2010 odbyłam swoją ostatnią podróż do Azji w roli modelki. Właśnie otrzymałam dyplom licencjata na Uniwersytecie Warszawskim i pomyślałam, że czas na dobre poszukać „normalnej” pracy. Do Azji przez te 5 lat jeździłam tylko w lecie, w ciągu roku studiowałam Public Relations i marketing i pracowałam jako stażystka w branży PR. Wtedy, jesienią 2010, zbieg okoliczności sprawił, że znowu trafiłam do Fujifilm. Miałam poprowadzić projekt Praca jak marzenie. Szukaliśmy testera aparatów, który ze wsparciem finansowym podróżowałby po świecie, robił ciekawe fotoreportaże, pisał blog. Wyzwanie spore, a zadaniem moim było tak naprawdę rozwinięcie portalu społecznościowego dla miłośników fotografii MyFinepix. To tam prowadziliśmy rekrutację, tam potem zwycięzca relacjonował podróż. Stresu powinno być dużo, ale początkowo go nie odczuwałam. Jeszcze nie wiedziałam, co mnie czeka, zdawałam sobie jednak sprawę z tego, że na całe przedsięwzięcie jest spory budżet, i że przy ponad trzech tysiącach zgłoszeń wszyscy oczekują, że zwycięzca będzie kimś wyjątkowym. Projekt ruszył, ogłosiliśmy tę rekrutację w wielu kanałach – od oferty pracy w Gazecie Wyborczej po zwykłe działania w mediach społecznościowych. Pozyskałam nawet dobrego partnera, bo linie lotnicze LOT, które ufundowały zwycięzcy przelot do Nowego Jorku. Na moje nieszczęście na MyFinepix jedną z funkcji było forum. A na forum tak gorąco, że nie sposób na bieżąco odpisywać. A poza tym, ile to ja się naczytałam, że projekt projektem, świadomość marki Fujifilm wzrośnie, ale na koniec dnia to i tak pani Joasia wyjedzie na Hawaje. Wtedy mnie to ruszało. Płakałam. Pamiętam, jak mama mówiła: nie płacz, kiedyś jak Linda przeczytał o sobie w Internecie, to przestał do niego zaglądać na dwa lata.

Ostatecznie projekt się udał. Zwyciężczynią została Maria Brzezińska z Warszawy. Podczas swojej podróży zrobiła dwa niezwykłe reportaże, aż żałuję, że wtedy nie zgłosiłam ich do Wysokich Obcasów, Dużego Formatu czy National Geographic. Miałam zaledwie 23 lata, zabrakło doświadczenia. Jedna historia dotyczyła Tybetanki, która walczyła o wolny Tybet całe życie. Była więziona, głodzona i katowana przez Chińczyków, poddawała się najgorszym torturom, wierząc że to coś da, że niezależny Tybet przetrwa. Reportaż był niezwykle wzruszający. I profesjonalnie zrobiony. Marysia (do dzisiaj się przyjaźnimy, bardzo zżyłyśmy się dzięki temu projektowi) wynajęła tłumacza, długo się przygotowywała do spotkania z bohaterką swojego reportażu. Druga historia dotyczyła organizacji Stop India, która opiekuje się młodymi hinduskimi dziewczynami, najpierw sprzedawanymi przez rodzinę, a potem w bestialski sposób gwałconymi. Bardzo dobre wywiady z podopiecznymi fundacji przeczytały setki użytkowników MyFinepix, które śledziły podróż Marysi. Wszyscy byli pod ogromnym wrażeniem.
Po roku zorganizowaliśmy drugą edycję konkursu, tym razem zwyciężczyni pierwszej edycji zasiadła w jury. Przewodniczącym komisji został Filip Niedenthal; w tamtym czasie był naczelnym magazynu Podróże, który objął patronatem Pracę jak marzenie 2. Filip od razu odkrył w Marysi cechy dobrego dziennikarza, uczynił ją redaktor prowadzącą w Podróżach. I jest nią do dziś.
A ja obejmowałam kolejne stanowiska w firmie, zaczęłam zajmować się wszelkimi działaniami z obszaru PR, a także marketingu. Powoli poznawałam środowisko dziennikarzy z branży fotograficznej i technologicznej, pisałam komunikaty prasowe, organizowałam konferencje. Jedną zapamiętam na długo. Bo dopiero co zostałam PR Junior Managerem, a już samodzielnie miałam przygotować konferencję dla dziennikarzy z kilku krajów w Europie, podczas której firma zaprezentowała pierwszy w swojej ofercie aparat bezlusterkowy z wymienną optyką. Może w dziejach rozwoju technologii na świecie nie było to wielkie wydarzenie, ale dla mnie okazało się sporym wyzwaniem. Zaczęłam wyjeżdżać też na ogólnoeuropejskie spotkania, podczas których opracowywaliśmy strategie marketingowe i PR. Równolegle studiowałam jeszcze dziennie na magisterskich studiach z PR-u i marketingu na UW. To dopiero było wyzwanie. Właściwie tylko pracowałam i uczyłam się. Dobrze, że pozwalali mi w pracy na czasami nawet kilkugodzinną nieobecność w biurze. Było warto. Muszę przyznać, że dużo dobrych praktyk poznałam dzięki zajęciom, warsztatom, wykładom ze świetnymi fachowcami, którzy niejednokrotnie na co dzień pracowali w branży. Krótko mówiąc, to z czym wychodziłam z zajęć, od razu po przyjechaniu do biura wdrażałam w pracy.

Aż w końcu, w 2013 roku, dostałam PRotona w kategorii debiuty. Za projekt Praca jak marzenie. Pewnie także dzięki nagrodzie oceniam, że był to projekt udany (poza tym, o czym nie wspomniałam dotychczas, popularność polskiej wersji MyFinepix była tak duża, że prześcignęły nas na świecie tylko Chiny, ale już Stany Zjednoczone czy Wielka Brytania nie; szkoda, że w 2014 podjęto decyzję o zamknięciu portalu).
Od roku, poza działaniami PR-owymi, zajmuję się jeszcze komunikacją korporacyjną w regionie czyli w Polsce, w Czechach i na Słowacji. Teraz czeka nas duże wydarzenie, bo firma Fujifilm w Europie obchodzić będzie 50-lecie powstania. Wszystko zaczęło się w 1966 od trzyosobowego zespołu urzędującego w Düsseldorfie, teraz jesteśmy ogromnym innowacyjnym koncernem, który choć nadal kojarzony jest z produkcją filmów fotograficznych, niesłychanie dużo inwestuje w farmację i branżę medyczną.

Co uważam za największe wyzwanie w swojej pracy? Ze względu na strukturę tej akurat korporacji zakres moich obowiązków jest ogromny, od opracowywania działań marketingowych dla dwóch grup produktów, przez zarządzanie relacjami z mediami czy komunikacją korporacyjną, aż po prowadzenie profili firmowych w mediach społecznościowych. Opanowanie wielofunkcyjności mojego stanowiska okazało się chyba najtrudniejsze. Staram się jednak patrzeć na pozytywne strony tej sytuacji. Przez ponad pięć lat pracy w Fujifilm zdobyłam duże doświadczenie na różnych obszarach. A dzięki temu, że dawniej często wyjeżdżałam do pracy do Tokio, teraz z łatwością przychodzi mi z kolei obcowanie w środowisku Japończyków, których zachowanie i sposób prowadzenia biznesu mogą wydawać się nam, Europejczykom, często niezrozumiałe. Ja na szczęście mogłam poznać i zrozumieć tę kulturę już 10 lat temu.
Joanna Czechowska

JC_profilowe

Comments

comments

258
Komentarze
Sonda

Czy sztuczna inteligencja może zastąpić pracę PR-owca??

Loading ... Loading ...