Grupa Filmowa Darwin – jak z YouTube’a przejść do telewizji [WYWIAD]

Redakcja PR - 19.12.2016
160

Twórcy kultowych "Orek z Majorki" zdradzają, jak trafili do telewizji i o czym będzie ich pierwszy pełnometrażowy film

Grupa Filmowa Darwin

Kanał stworzony przez Jana Jurkowskiego i Marka Hucza - absolwentów krakowskiej Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej. Na YouTube ich filmy śledzi ponad 300 tysięcy osób. Tej jesieni zadebiutowali na platformie TVN Player z autorskim programem "Wielkie Teorie Darwina".

Justyna Dąbrowska: Dlaczego zdecydowaliście się na założenie kanału?

Marek Hucz: Ja pamiętam, że na tamten czas to był chyba najlepszy pomysł, żeby zacząć robić rzeczy, które chcieliśmy robić i jednocześnie móc je pokazać innym! Tak zwany pierwszy krok:)

Janek Jurkowski: Czuliśmy, że to jest jedyne słuszne wyjście. Kończyliśmy szkołę i trzeba było coś zdecydować, no to zdecydowaliśmy, że nie kończymy, tylko tak naprawdę dopiero zaczynamy.

JD: Kiedy kanał zaczął być Waszą pracą, a nie jedynie hobby?

Marek: Dla mnie od stycznia tego roku, wszystkie aktywności były już związane z Darwinem. Raz było więcej, raz mniej tej pracy ale konsekwentnie w tą stronę. Od końca czerwca jest już tylko Darwin, firma… W sumie to oficjalnie jesteśmy już małym studiem filmowym!

Janek: Hm, no dla mnie tak oficjalnie, na papierku to jeszcze nie jest praca. Marek mnie jeszcze nie zatrudnił w jego Studiu filmowym, ale wszystko przede mną.

JD: Opowiedzcie proszę, jak doszło do tego, że macie swój program na Player.pl. Telewizja zgłosiła się do Was sama?

Janek: Nie, ja do końca nie wiem jak to dokładnie było, ale na pewno to Karol Wyszyński z Los Videos rozpoczął rozmowy z Playerem, zaproponował nas do realizacji jakiegoś nowego formatu i tak kilka miesięcy później weszliśmy na plan Teorii.

JD: Czy przy pracy nad „Wielkimi teoriami Darwina” ze strony TVN-u mieliście pełną swobodę twórczą czy może były jakieś ograniczenia?

Janek: Jak dziwnie by to nie zabrzmiało to nie mieliśmy żadnych ograniczeń. Może poza budżetem. Od samego początku podkreślaliśmy, że owszem bardzo chcemy zrealizować ten projekt, ale tylko jeśli będzie on w pełni autorski. Każda decyzja, od tekstów, przez lokacje i obsadę, po montaż musiała należeć do nas, bo tylko wtedy będziemy mogli spać spokojnie.

JD: Trudno było namówić Marcina Dorocińskiego na udział w skeczu? 

Janek: Z Marcinem Dorocińskim sprawa była o tyle niesamowita, że zanim na horyzoncie pojawiła się szansa na „Teorie”, dowiedzieliśmy się, że Marcin widział odcinki Konfliktów i bardzo miło o nich mówił w pewnej audycji w radio, nawet zaoferował chęć współpracy. Odezwaliśmy się oczywiście błyskawicznie, spotkaliśmy się i pogadaliśmy o jego udziale w jakimś odcinku. No i nagle pojawiły się „Teorie” i segment Agencji Aktorskiej Splendor, idealny pretekst do współpracy.

JD: Jak stali widzowie G.F. Darwin odbierają Wasz program na Player.pl? Komentarze są pozytywne czy negatywne? Ktoś Wam zarzuca, że się „sprzedaliście” – jak czyta o sobie wielu twórców po współpracach komercyjnych?

Marek: Ogólny odbiór jest naprawdę pozytywny. Z naszych obserwacji wynika, że widzowie potrzebowali chwilę by przyzwyczaić się do nowej, bardziej złożonej formuły. Większość głosów jest na plus, Zdarzają się też ci sfrustrowani problemami technicznymi oraz cała rzesza widzów zza granicy. Prawdę mówiąc, dopiero teraz okazało się, że tak wielu Polaków ogląda nas poza krajem! To fantastyczne, szukamy obecnie rozwiązania jak dotrzeć również do tych widzów.

Janek: Są głosy, że się sprzedaliśmy, ale ja już nie wiem, co oznacza ten zwrot. Czy jeśli robimy dalej swoje, dokładnie to co robilibyśmy na kanale, tylko gdzie indziej i ktoś nam za to płaci, dając pełną swobodę artystyczną to dalej „się sprzedaliśmy”? Nikt nas do niczego nie przymusza, nie reklamujemy swoją twarzą niczego, to nie są „Zakazane spoty”. A jak jest z aktorami? Czy jeśli Marek dostanie rolę w reklamie gdzie zagra pana Heńka, który kupuje ubezpieczenie na życie to też się sprzeda? To jest rola. Czy reżyser, który robi swój film też sprzedał się studiu filmowemu?

JD: „Wielkie Teorie Darwina” można oglądać na internetowej platformie TVN. Czy chcielibyście pójść krok dalej i mieć program w głównym paśmie tej czy innej stacji? Czy uważacie, że polska telewizja jest gotowa na program YouTuberów w primie time?

Marek: Jak dla to trochę za wcześnie na takie prognozy… Najważniejsze dla nas to być w takim miejscu, by widzowie mogli bezproblemowo nas oglądać. Trzeba jednak pamiętać że wyższa jakość kosztuje tak samo jak cała produkcja filmowa – a tym się właśnie chcemy zajmować. Internet daje cudowną opcję oglądania wtedy kiedy akurat masz czas i chęć, prywatnie myślę, że to jest kierunek, w jakim dobrze jest zmierzać.

Janek: Tak, wydaje mi się, że największą przewagą internetu jest brak godzin emisji. Nie trzeba się martwić, że program trafi w niekorzystne okienko i nikt go nie zobaczy. Tutaj jest do niego dostęp bez przerwy i to jest super.

Grupa Filmowa Darwin

„Wielkie Teorie Darwina”, fot. TVN Player

JD: Jaki jest profil przeciętnego widza Waszego kanału na YT? Do jakiej grupy trafiacie z G.F. Darwin? Wasza widownia to „gimbaza” czy osoby starsze?

Marek: Według statystyk 75% naszej widowni to ludzie w wieku 18-34 lata. Młodsi użytkownicy to około 12% całej puli. Mam wrażenie, że jesteśmy podobni do naszych widzów, tak jak oni lubimy przemyślane i wysokojakościowe rzeczy. Z resztą nie raz mieliśmy dowód, np na Falkonie podczas spotkania z fanami. I my i oni uwielbiamy Marvela czy Gwiezdne Wojny. Łączą nas podobne skojarzenia. Jak Janek kiedyś powiedział, tworzymy dla ludzi podobnych do nas!

Janek: Bo inaczej nie umiemy. Nie umielibyśmy się ztargetować na jakąś grupę z którą niewiele mamy wspólnego ale która teoretycznie może być najliczniejsza i dla niej robić. Nie wyobrażamy sobie tego. To zawsze musi być coś co akurat nam w duszy gra i co chcemy zrealizować. A to się z kolei wiąże z tym gdzie akurat jesteśmy w naszym życiu chyba.

JD: Czy chcielibyście nakręcić kiedyś film pełnometrażowy? Jeśli tak, to czy byłby on kontynuacją któregoś z obecnych formatów z kanału czy świeżą historią? Komedia czy dramat?

Janek: Bardzo chcemy i mamy od kilku lat spisane konspekty i pierwsze wersje scenariuszy kilku z nich, ale te wymagają potwornych poprawek. To ma być teoretycznie dziewięć filmów, jak to ostatecznie będzie to jeszcze nie wiemy, ale na pewno stworzą one własne universum, nie powiązane z kanałem. No i w sumie są wśród nich najróżniejsze gatunki filmowe – horror, czarna komedia, musical itd, ale wszystkie będą miały na pewno posmak przygody i dużo humoru.

JD: Ile kosztowało wyprodukowanie filmu „Orki z Majorki”? Produkujecie filmy z własnych środków, czy macie wsparcie sponsorów?

Marek: Przez pierwsze 3 lata finansowaliśmy wszystko z własnej kieszeni. Od zeszłego roku jest tak że ze współpracy czy nagród udaje nam się zebrać budżet, więc już nie dorzucamy. Chyba że mamy współprace dedykowaną, jak np. IKEA czy Confitura. Wtedy mamy budżet na cały film, możemy wypłacić wynagrodzenia naszym współpracownikom:) No i najważniejsze – możemy wtedy więcej!

Janek: Ale same Orki kosztowały… nie wiem. Wtedy wszyscy robili za darmo, studio nagraniowe chyba coś wzięło, był kran na planie trzymający się na słowo honoru, więc chyba nie były to wielkie kwoty.

JD: Czy zderzacie się z hejtem? Jeśli tak, to jak na niego reagujecie?

Janek: Chyba nie zderzyliśmy się jeszcze z jakimś wielkim hejtem. Nie można wpadać w skrajność i nazywać hejtem każdego głosu krytyki. Komentarze u nas są różne, ale nie nazywałbym ich hejtem, to po prostu różne opinie.

JD: Co myślicie na temat odpowiedzialności YouTuberów za swoją społeczność i publikowane treści? Czy vloger to już, zwłaszcza dla młodych osób, autorytet?

Marek: Myślę że to jest trochę inaczej – Youtuber może stać się autorytetem, a kiedy tak się stanie powinien dbać o społeczność i swoich „podopiecznych”. Jeśli śledzi Cię 400 000 ludzi lub więcej to znaczy, że Ci ufają, że z ciebie czerpią, być może jesteś dla nich inspiracją. To ogromna odpowiedzialność, ale mam wrażenie, że mało jest przypadkowych autorytetów. Dla mnie Krzysztof Gonciarz lub Mietczyński są takimi przykładami idealnej chemii z widzami. Ludzie ich kochają a oni dalej robią swoje dla siebie i dla widzów! Tam się w oparach śmieszkowania i żartu rodzi jakaś niesamowicie pozytywna i dobra energia.

Janek: Na pewno myślenie o samemu sobie w kategorii autorytetu jest bardzo ryzykowne, ale z drugiej strony trzeba mieć świadomość zasięgu i tej odpowiedzialności, o której mówisz. Zwłaszcza kiedy występujesz jako ty sam i wygłaszasz jakieś opinie, oceniasz różne rzeczy, wtedy trzeba zdawać sobie sprawę, że ludzie cię słuchają, oglądają, bo chcą poznać twoją opinię i jeśli twoja widownia jest młodsza to prawdopodobnie pomagasz im wyrabiać swoje własne zdanie, a czasem i sposób w jaki patrzą na świat. W takim wypadku trzeba rozważnie dobierać słowa, tak myślę.

Comments

comments

160
Komentarze
Sonda

Czy sztuczna inteligencja może zastąpić pracę PR-owca??

Loading ... Loading ...