Domain Gauby – polecane wino

Redakcja PR - 16.03.2016
122

Jakie wino rekomenduje Tomasz Kaźmierowski ?

Polecane wino ma zawsze swój wyjątkowy i unikalny smak. Rekomendowanie swoich smaków innym ludziom jest dużą odpowiedzialnością.

Piję wino od epoki późnego Messnera, a poważniej się nim interesuję od blisko dwóch dekad. Zaczęło się we Francji, gdzie często pomieszkiwałem; może dlatego pierwszy tu felieton zaczynam od win stamtąd, choć w rzeczywistości mało “francuskich”.

Niedawno udało mi się ponownie odwiedzić Roussillon, region Francji równie odległy, co wciąż mało znany polskim amatorom wina, kulinariów i autentyczności. Podkreślam szczególnie tę ostatnią cechę, ponieważ nie znajdziemy tam nawet ułamka paryskiego tumiwisizmu, mdłego, pachnącego głównie pieniędzmi, Wybrzeża Lazurowego czy “spakowanej” pod stosunkowo ograniczone potrzeby narciarzy Sabaudii. Przy Roussillon Langwedocja to niemal Północ, a Katalonia – to stoki tuż za granią Pirenejów, rzut – nomen omen – beretem. Co więcej, Pays Catalan zajmuje większość terytorium dzisiejszego Roussillon, które należy do Francji od ponad trzystu lat.

Moim głównym celem, obok anchois z Collioure, ostryg z Port Leucate i muzeum sztuki  w Ceret (pomimo skromnego rozmiaru mojego ulubionego na całym południowym zachodzie Francji)  byli winiarze, Gérard Gauby i Sardat-Malet.

Domaine Sardat-Malet zdecydowanie potwierdziło swoją czołową reputację wśród czerwonych win niedocenianego region. Mnie szczególnie przypadło do gustu stuprocentowe Syrah o rozwiercającej od wewnątrz nazwie Fandango.

Bo Fandango to taniec (kataloński, kastylijski, portugalski – nie wiadomo) w takcie na trzy, tańczony parami z towarzyszeniem gitary i kastanietów.

Jego specyfiką jest fakt, że na schemat metryczny nakłada się stały schemat akcentów, co zdecydowanie dodaje mu temperatury.

Fandango tańczy się parami, ale na dystans, nigdy się nie dotykając! Pomimo tego – ze względu na rosnące w trakcie napięcie między tancerzami  – wydał się on niektórym zbyt wyuzdany i w 1764 roku fandango stanęło przed sądem papieskim. Ten jednak dał zielone światło dla wejścia fandango na salony, i weszło – od Tangeru po Oslo.

Suzanne (matka) i Jérôme Malet (syn) konsekwentnie wzmacniają reputację zarówno  swoich etykiet, jak i całego winiarstwa Roussillon, jeszcze piętnaście lat temu uważanego za rozległy obszar produkcji nieciekawych win.

Syrah, szczep który potrafi dać skondensowane, przebogate wina nad Rodanem tu pokazuje – dzięki świetnemu terroir, Tramontanie i Mistralowi (wieją nader często)  – owszem, wciąż jasno określoną, ale klarowniejszą, bardziej zrównoważoną twarz. Jak mawia Jérôme Malet: jeśli dać mu czas Fandango się komplikuje i rozwija, jak taniec od którego zapożyczono nazwę. Dodam, jednak, że młode jest także winem w pełni pijalnym, przy czym do prostszych okazji.

W Polsce Fandango bywa trudne do zdobycia, ale w europejskich sklepach internetowych można je znaleźć za sumę od 70 do 120 zł. Dobrą cenę za tę jakość.

Główne zasługi w podniesieniu Roussillon do miana prawdziwego region winiarskiego położył jednak dawny mistrz Europy w boksie, Gerard Gauby.

Gerard z żoną Ghislaine i synem Lionelem, po przejściu blisko dwadzieścia lat temu na w pełni biodynamiczną uprawę, wykonali niewiarygodną robotę. Koniec z nadmiarem słodyczy, taniczności i alkoholu, w zamian za to prosta owocowość, mineralność, wysublimowanie, długość. Gauby odziedziczył po dziadku 5 hektarów w okolicy Calce. Dziś, po ostrożnych, wieloletnich poszukiwaniach przekroczył 40ha, niemal wyłącznie wyjątkowych terroirs. Szanujący się winiarze pracują tu ze starymi lokalnymi szczepami, jak Grenache Noir, Carignan i Cinsault dla win czerwonych i z Grenache Blanc, Macabeu i Malvoisie dla białych. Oczywiście, od kilku dekad w winach czerwonych rośnie rola Syrah i Mourvèdre. Podczas trwającej ponad pół dnia wizyty u Gauby’ego mieliśmy okazję dokładnego przyjrzenia się jego pracy z poszczególnymi szczepami, ale także choć trochę zrozumieć jego ambicje, których najwyższym wcieleniem jest dziś jego najświetniejsza etykieta – Muntada, a dokładniej “Domaine Gauby – Côtes du Roussillon-Villages – Muntada”. Wino od co najmniej dekady otaczane kultem.

Po nalaniu do kieliszka może szokować, ale tak często wina biodynamiczne “mają”. Po chwili uderza już niezwykła  czystość, mineralność, przy sporej kwasowości (rzadkość wśród win Południa) i koncentracji. To, dziś już drogie, wino (wyraźnie powyżej 200 zł) radziłbym pić solo, bez kulinarnych zakłóceń.

Co innego jego proste, białe Vieilles Vignes Côtes Catalanes. Côtes Catalanes to pojemna apelacja stworzona dla takich kompozycji, jak ta : Macabeu, Chardonnay, Grenache Blanc, Grenache Gris.

Ciemnozłote wino, z nutami orzecha i miodu (trochę może też drożdży) i mocną pigwą. Może przypominać vin jaune z Jury. Porządna kwasowośc i świetna równowaga. Wino do kupienia za ponad 80 zł, rzadko jednak dostępne. Będzie świetne z twardym krowim serem, uniesie śmietanowe sosy.

Wracając do czerwonych win z Côtes du Roussillon zachęcałbym do zamawiania ich do takich potraw, jak jagnięcina (szczególnie pieczona lub z bakłażanem), cassoulet  i do kiełbasek katalonskich, a nawet do mniej ostrego merguezu. Dojrzalsze Côtes du Roussillon-Villages, jak choćby Vieilles Vignes Gauby’ego, będą wspaniałym towarzystwem dla  dziczyzny.  To jest moje polecane wino.

aut. Tomasz Kaźmierowski

FullSizeRender - wersja 2

 

Comments

comments

122
Komentarze
Sonda

Czy sztuczna inteligencja może zastąpić pracę PR-owca??

Loading ... Loading ...