Etyka biznesu; kodeks etyki, a codzienna praktyka

Redakcja PR - 02.06.2016
276

Esej Katarzyny Habeckiej - kodeks etyki, a codzienna praktyka

Public relations, czyli zarządzanie komunikacją między organizacją a jej otoczeniem istnieje już od starożytności. Można by do jego przejawów zaliczyć cesarskie dekrety czy szpiegowanie poddanych w krajach Dalekiego Wschodu w celu poznania ich opinii na temat władcy.[1]

W okresie rewolucji przemysłowej, a później w czasie wojen światowych rozpędu nabrała propaganda, która przez niektórych naukowców utożsamiana jest z działaniami PR,  aczkolwiek nie ma nic wspólnego z jego definicyjnym działaniem (chociaż jak pokazuje praktyka  i co opiszę w kolejnych rozdziałach, PR-owcom pracującym we współczesnych instytucjach bliżej jest właśnie do działań propagandowych). Twórcami samego pojęcia „Public Relations”są Edward Bernays i Ivy Lee.

Nie da się ukryć, że na rozwój PR we współczesnym świecie największy wpływ  ma komputeryzacja i rozwój sieci komunikacyjnych. Specjaliści od Public Relations mają teraz  do dyspozycji nie tylko tradycyjne media, ale też Internet z całym jego bogactwem – mediami społecznościowymi, e-mailami, internetowymi badaniami opinii publicznej, forami wymiany przemyśleń itd. Wiedza pozwalająca zrozumieć działanie tych wszystkich kanałów komunikacji,  a także umożliwiająca wyłuskanie z niej najważniejszych dla organizacji aspektów staje się  coraz bardziej specjalistyczna (choć wcale nie „tajemna” – nie da się jednak pominąć faktu, że pokoleniu urodzonemu po roku 1989 łatwiej jest zrozumieć działanie tych mechanizmów i w pełni wykorzystać dostępne możliwości, niż kadrze w wieku ich rodziców).

Coraz więcej organizacji tworzy w swoich strukturach komórki ds. PR. Przedsiębiorcy  zdają się rozumieć, że wystarczy jedna negatywna opinia użytkownika, która znajdzie się w Internecie, by pogrzebać najlepiej zapowiadający się produkt czy nawet całą firmę.

W zmieniającym się makrootoczeniu doceniają także drugi aspekt działalności PR-owców,  jakim jest nawiązywanie kontaktów z instytucjami z mikrootoczenia.  Specjaliści od Public Relations dbają więc nie tylko o to, aby klienci firmy, także ci potencjalni, widzieli ją w pozytywnym świetle[2], ale też zajmują się nawiązywaniem i utrzymywaniem kontaktów z partnerami, którzy wnoszą do firmy różnego rodzaju wartość dodaną.

Może być to współpraca oparta o wzajemną pomoc, o dodanie kanałów dystrybucyjnych, o prestiż wynikający z porozumienia, atakże wiele innych, ważnych dla funkcjonowania przedsiębiorstwa w przyjaznym środowisku aspektów. Często specjalista od Public Relations jest swego rodzaju posłańcem lub ambasadorem, który w kuluarach rozmawia ze swoim odpowiednikiem  z drugiej strony określając zasady najczęściej pozafinansowego współdziałania, które jest tylko przypieczętowane przez prezesów, gdy wszystko jest już ustalone.

Wreszcie trzeci aspekt działalności PR to rzecznictwo prasowe. Specjalista ds. Public Relations jest „twarzą” organizacji. Gdy sytuacja wymaga komentarza ze strony instytucji, to właśnie PR-owiec staje przed mikrofonem i wypowiada się w imieniu swoich przełożonych. Jest to najtrudniejszy moment w pracy chyba każdego PR-owca, ponieważ wymaga od niego bardzo dużego wyczucia, pewności siebie i zdolności przewidywania konsekwencji. Gdy wypowiedziane słowa zostaną źle odebrane przez opinię publiczną lub „przekręcone”,  to właśnie na nim skupiają się negatywne komentarze, jakby zapominając o przysłowiu,
że „nie zabija się posłańca, który przynosi złe wieści”.

Autorka niniejszego eseju zajmuje się działalnością Public Relations od ponad 3 lat.  Pracuje  w branży muzycznej, w czasie powstawania eseju w jednej z pomorskich jednostek budżetowych zajmującej się kulturą. Zderzenie praktyki z teoretycznym kodeksem etyki w PR porównuje na podstawie własnych doświadczeń, a także na podstawie opowieści znanych jej osób piastujących to samo stanowisko w innych organizacjach. Do napisania eseju zainspirowały ją spostrzeżenia, jak często akademicka teoria mija się z praktyką w wielu dziedzinach funkcjonowania na rynku zawodowym. Postanowiła to odnieść do dziedziny, którą się zajmuje, aby ocenić, czy funkcjonujący w teorii kodeks etyki stworzony przez Polskie Stowarzyszenie Public Relations ma zastosowanie w codziennym wykonywaniu tego zawodu i czy nie mija się z tym, czego oczekują przełożeni specjalistów od Public Relations.

W niniejszej pracy zostały przedstawione dwie strony działań Public Relations: na jednym ich końcu znajdują się PR-owcy, na drugim dziennikarze i wydawcy medialni. Można odnieść wrażenie, że decyzje, przed którymi stawiani są ci pierwsi wymuszone są przez tych drugich. Istnieje jednak szereg wartości, których bezwzględnie nie należy łamać, obojętnie, w jakim środowisku pracuje się czy żyje. Autorka spróbuje jednak udowodnić, że jeśli chce się wykonywać ten zawód, a nie ma się ugruntowanej pozycji, nie jest łatwym postępowanie w pełni w zgodzie z samym sobą i przyjętymi zasadami etycznymi.

Zasady kodeksu etyki

Polskie Stowarzyszenie Public Relations (PSPR) powstało w 1994 roku. Zostało założone przez Almę Kadragic i Piotra Czarnowskiego. PSPR jest samorządową organizacją zawodową  i liczy 200 członków. Wśród nich znajdują się pracownicy działów PR w firmach, samorządach i administracji, wykładowcy wyższych uczelni oraz pracownicy agencji PR. Na stronie internetowej stowarzyszenia można przeczytać: „PSPR prowadzi działalność popularyzatorską i edukacyjną dotyczącą PR poprzez inicjowanie i współorganizację konferencji i seminariów, prowadzenie szkoleń. Patronuje przedsięwzięciom sprzyjającym wymianie informacji i doświadczeń z zakresu PR. Celem Stowarzyszenia jest popularyzowanie istoty i działań public relations, jako dziedziny zarządzania, która poprzez budowanie wzajemnie korzystnych relacji między firmami, organizacjami, osobami a grupami otoczenia, przyczynia się do poprawy ich reputacji.”[3].

Warto zauważyć, że w Polsce działa wiele stowarzyszeń i fundacji zajmujących się etycznymi aspektami PR i zrzeszających osoby z tej branży. Jednak PSPR można uznać za największe. Ponadto powołało ono w 2006 roku Radę Etyki Public Relations,
która ma za zadanie „promowanie standardów etycznych w PR, edukację w dziedzinie etyki PR, wydawanie opinii dotyczących praktyk rynkowych, które mogłyby wpłynąć na funkcjonowanie i postrzeganie branży PR, wydawanie orzeczeń dotyczących konkretnych sytuacji, rodzących podejrzenia o stosowanie praktyk niezgodnych ze standardami etyki profesjonalnej, o ile strony takiego sporu dobrowolnie poddadzą się jurysdykcji Rady”[4]. W jej skład wchodzą naukowcy i członkowie PSPR, a także przedstawiciele Związku Firm Public Relations. W niniejszym opracowaniu skupiono się  na tym stowarzyszeniu ze względu na zakres działań, którym się zajmuje, jego długą historię, a także prestiż członków, których zrzesza.

Polskie Stowarzyszenie Public Relations w 1996 przyjęło „Kodeks etyki PSPR”, którego przestrzegać muszą jego członkowie i który jest także wskazówką dla specjalistów z branży. W rozdziale drugim przytoczone zostaną jego kolejne punkty wraz z komentarzem, w którym wskazane zostanie, czy pokrywa się on z praktyką i oczekiwaniami kierowników
i managerów- przełożonych PR-owców.

PSPR stworzyło także Polską Kartę Przejrzystości relacji, która ma na celu przedstawieniu wartości, którymi powinni kierować się dziennikarze pracujący ze specjalistami od Public Relations. One także staną się przedmiotem komentarza w rozdziale drugim.

Kodeks PR a praktyka

Kodeks PR przyjęty przez  Polskie Stowarzyszenie Public Relations składa się z trzynastu zasad, którymi powinni kierować się członkowie stowarzyszenia. Stanowi on też zbiór ogólnych zasad, którymi powinni się kierować specjaliści ds. Public Relations w codziennej praktyce. Pierwszy punkt kodeksu brzmi: „Pracownik public relations jest obowiązany zachować szczególną staranność, rzetelność i uczciwość w pracy zawodowej wobec swoich klientów i adresatów swoich działań.”[5]. Jest to bardzo ogólna zasada. Trudno ją odnieść do praktyki, ponieważ wydaje się, że staranność, rzetelność i uczciwość pracy zawodowej to wartości, którymi generalnie powinna kierować się bez wyjątku każda osoba wykonująca swoje obowiązki zawodowe.

Druga zasada kodeksu PSPR to: „W celu zachowania szczególnej staranności, rzetelności i uczciwości pracownik public relations jest zobowiązany do przestrzegania zasady prawdomówności, a w szczególności do relacjonowania faktów w ich właściwym kontekście i bez zniekształceń.”. Znów mowa jest o zwykłych wartościach, którymi powinien kierować się każdy człowiek w swoim codziennym życiu, a więc prawdomówność i uczciwość. Niezaprzeczalnie tak powinno być. A jak jest w praktyce? Kolejna ludowa mądrość brzmi, że „kłamstwo ma krótkie nogi”. Trudno się z tym nie zgodzić – wszyscy specjaliści od PR wiedzą, że okłamanie opinii publicznej może przynieść poprawę sytuacji jedynie na krótką metę.

W niedługim czasie dociekliwi odkryją prawdę, która może doprowadzić organizację do kryzysu. Takiemu PR-owcowi nikt już nie uwierzy, a jego osoba zawsze będzie kojarzyła się z kłamstwem. Jednak przełożeni często wymagają od PR-owca ukrycia niewygodnej prawdy. W tym celu stosuje się ogólniki, uproszczenia, omija się odpowiadanie wprost. Można to zauważyć w lakonicznych komunikatach o treści „Firma X nie ma jeszcze stanowiska w tej sprawie” lub „Przedsiębiorstwo Y konsultuje się w tej sprawie ze specjalistami”. W rzeczywistości manager często wie, jaka jest prawda, ale prosząc PR-owca o posłużenie się takimi informacjami „kupuje czas”. Takich działań nie można nazwać kłamstwem, jednak nie mają one także zbyt wiele wspólnego z prawdą i są etycznie dwuznaczne. Czwarta zasada kodeksu mówi bowiem, że „Pracownik public relations jest zobowiązany do nierozpowszechniania tych informacji, które zgodnie z jego wiedzą i doświadczeniem, są nieprawdziwe, nieścisłe lub mogą wprowadzić odbiorcę w błąd.”.

Trudno jednak wymagać od przedsiębiorstwa, aby przyznało się wprost do rzeczy, która może nie spodobać się jego klientom, jeśli ma możliwość ominięcia tej sytuacji poprzez lakoniczne komunikaty.

Piąta zasada to: „Pracownik public relations nie może reprezentować sprzecznych lub konkurencyjnych interesów, chyba że zainteresowane strony, po przedstawieniu im wszystkich faktów, wyrażą na to zgodę.”. Znów mowa jest o rzeczy, którą powinien kierować się każdy pracownik organizacji, bez względu na zajmowane stanowisko. To samo można odnieść do kolejnych punktów brzmiących: „Pracownik public relations jest zobowiązany do ochrony dóbr osobistych człowieka, a w szczególności do ochrony prywatności, czci i godności osobistej swoich klientów, współpracowników i adresatów swoich działań.” i „Pracownik public relations jest zobowiązany do ochrony tajemnic aktualnych i byłych klientów oraz pracodawców i nie może podejmować działań wymagających ujawnienia tych tajemnic, chyba że osoby których tajemnice dotyczą lub które je powierzyły wyrażą na to zgodę.”. Podobnie sytuacja ma się z trzema ostatnimi punktów kodeksu.

Najczęściej łamane i niezgodne z praktyką są zasady od 7. do 10.:

  1. „Pracownik public relations nie może angażować się w żadną działalność, która zmierza
    do korumpowania środków masowego przekazu.
  2. Informacje przekazywane środkom masowego przekazu powinny być dostarczane
    do publikacji i wykorzystania bez opłat i ukrytych korzyści majątkowych bądź osobistych oferowanych dziennikarzom.
  3. Jeżeli konieczne jest utrzymanie inicjatywy i kontroli rozpowszechniania informacji, pracownik public relations ma prawo wykupu miejsca lub czasu emisyjnego, zgodnie
    z obowiązującym prawem odnoszącym się do działalności reklamowej i sponsoringu.
  4. Pracownik public relations nie może zawierać żadnych umów, w których gwarantowałby osiągnięcie rezultatu uzależnionego od autonomicznych decyzji innych podmiotów,
    takich jak redakcje, instytucje publiczne itp., a jego wynagrodzenie nie może
    być uzależnione od osiągnięcia takich rezultatów.”

To właśnie w tym miejscu praktyka i teoria mają najmniej wspólnego. Nie wynika to ze złej woli pracowników PR, ale z wymagań stawianych im przez pracodawców. Tak jak wspomniano we wstępie, korzystanie z możliwości, które dają media jest najważniejszym aspektem działań PR-owych To właśnie te działania przynoszą największe korzyści i mają olbrzymi wpływ na kształtowanie opinii publicznej. Nieetyczne postępowanie w tym zakresie nie tylko jest więc swego rodzaju pokusą, ale pewnym przymusem. Wynika to często nie ze skłonności do korumpowania specjalistów ds. Public Relations, ale z postawy drugiej strony tych działań, czyli mediów. Z obserwacji autorki wynika, że współczesne media dawno przestały mieć związek

z obiektywizmem. Gdy ogląda się wiadomości nawet tych stacji, które kreują się na niezależne, trudno nie odnieść wrażenia, że układ informacji, sposób ich ukazania, a także wybór osób wypowiadających się po dwóch stronach barykady na ten sam temat nie jest przypadkowy i ma na celu ukazanie obrazu świata wygodnego dla potentatów medialnych. W reportażach radiowych, relacjach telewizyjnych czy artykułach newsowych trudno odnaleźć takie, w których piszący je dziennikarz zrezygnowałby z odautorskiego komentarza na temat opisywanej sprawy.

Specjaliści zajmujący się mediami twierdzą, że na mitycznym już „Zachodzie” tylko najlepsi reporterzy, którzy uznawani są za guru w swoich dziedzinach mogą pozwolić sobie na wypowiedzenie własnego zdania na końcu przedstawienia faktów. W Polsce, w której każdy zna się na medycynie, piłce nożnej i gospodarce, do komentowania najważniejszych wydarzeń zapraszani są celebryci, właścicielami portali newsowych często stają się przypadkowi ludzie, a największe media skupione są często pod egidą kilku zagranicznych spółek, bardzo trudno mówić o rzetelności dziennikarskiej.  Ponad to warto pamiętać, że jakiekolwiek media (nawet telewizja publiczna, która otrzymuje wpływy z owianego złą sławą abonamentu) utrzymują się głównie z wpływów pochodzących z reklam.

Przeglądając kolorową prasę lub dzienniki, a także włączając przeglądarkę bez zapory chroniącej przed reklamami można odnieść wrażenie, że połowa zawartości to obrazki przedstawiające produkt w jak najlepszym świetle. Specjaliści ds. sprzedaży, których w samym Trójmieście gazety, portale czy radia mają w swoich strukturach co najmniej 2-3, najchętniej zamienili by swoje medium w katalogi produktów, dzięki którym ich premie poszybowałyby w górę. Na to nie mogą się jednak zgodzić wydawcy, ponieważ odbiorcy, zmęczeni wszechobecną reklamą przestaliby sięgać po ich medium, jeżeli pozbawiliby ich jakiejkolwiek poza reklamowej treści.

Aby nadal powiększać swoje wpływy i nie rezygnować ze słowa pisanego czy mówionego, środowisko medialne wymyśliło tzw. „artykuły sponsorowane”. Wprawni PR-owcy zalali więc środki masowego przekazu komunikatami w formie reportaży, wywiadów czy felietonów, które mają na celu do złudzenia przypominać zwykłe artykuły redakcyjne.

Napis „artykuł sponsorowany” ukazany najmniejszą możliwą do odczytania czcionką ukrywa prawdziwe intencje i często tylko osoby pracujące w branży potrafi odróżnić je od zwykłych artykułów redakcyjnych. Ponadto sprzedażowcy często sami proponują długofalową współpracę, w której jedna ze stron obliguje się do wykupienia określonej liczby komunikatów sponsorowanych w promocyjnych cenach, otrzymując za to, oczywiście w tajemnicy, przychylną opiekę redakcyjną. Jawne złamanie powyższych punktów jest jednak codzienną praktyką.

Współcześnie dziennikarska praca uzależniona jest od „wejść” i „polubień” – jeśli nie wywołuje sensacji, nie opisuje wydarzeń pełnych efektów specjalnych, reporter skazywany jest przez redakcję na swego rodzaju banicję, a jego tematy są wyrzucane przez redaktorów naczelnych do przysłowiowego kosza. Instytucji, która niewiele ma wspólnego z oburzeniem, aferami i nieustannymi atrakcjami trudno przebić się do świadomości opinii publicznej inaczej, niż właśnie poprzez wykorzystanie kanałów medialnych, jakimi są artykuły sponsorowane.

Drugim aspektem sprawy jest to, że po drugiej stronie, czyli w mediach, także pracują ludzie. Oni też chodzą do kina czy do teatru, jedzą w restauracjach czy korzystają z innych rozrywek, jakie przynosi życie w dużym mieście. Bardzo często liczą na akredytacje lub możliwość przetestowania danej usługi w celu opisania jej jakości. Jednak jeśli nie jest się uznanym teatrologiem lub krytykiem kulinarnym, trudno pisać źle o czymś, co otrzymało się za darmo. PR-owcy nie mówią wprost, że za udostępnienie danego produktu oczekują przychylnej recenzji. Często wykonują po prostu swoje zobowiązania zawodowe – trudno bowiem odmówić akredytacji dziennikarskiej na jakieś wydarzenie organizowane przez instytucję, nawet jeśli wie się, że występuje na nim np. muzyczny idol danego reportera czy recenzenta. Ludzka psychika działa jednak w ten sposób, że gdy otrzyma się coś za darmo, a więc jest się beneficjentem przysługi, chce się jak najszybciej odwdzięczyć, by nie mieć psychologicznego „długu wdzięczności”.

Takim podziękowaniem jest właśnie fotorelacja, pozytywna recenzja czy rozgłaszanie dobrej opinii na temat organizacji. Trudno nazwać takie działania korumpowaniem, chyba że PR-owiec przy każdej wydanej akredytacji lub zaproszeniu dawałby do podpisania oświadczenie o obiektywności powstającej później recenzji. Jest to raczej wymysł absurdalny i mógłby powstać tylko w wyobraźni etyka-utopisty, który niewiele wie o praktyce wykonywania tego zawodu.

Wspomniana w rozdziale pierwszym Karta Przejrzystości Relacji składa się z pięciu zasad, które opisują, jak powinna zachować się druga strona, a więc dziennikarze w tych dwuznacznych (choć być może dla wielu idealistów-teoretyków jednoznacznych etycznie) sytuacjach:

  1. „Materiał redakcyjny ukazuje się w wyniku redakcyjnej oceny zaangażowanych
    w to dziennikarzy, a nie w wyniku płatności w gotówce lub w naturze przez zainteresowanych lub w wyniku transakcji barterowej (kompensaty) z zainteresowanymi stronami.
  2. Materiał, który ukazuje się w wyniku bezpośredniej lub pośredniej płatności w gotówce
    lub w naturze lub w wyniku transakcji barterowej ma zostać wyraźnie zidentyfikowany
    jako materiał reklamowy lub jako płatny materiał promocyjny.
  3. Dziennikarz nie może w jakikolwiek sposób sugerować, że publikacja materiału redakcyjnego może zależeć od czegokolwiek innego niż jego wartość dziennikarska.
  4. Możliwe jest przekazywanie, użyczanie lub udostępnianie próbek produktów lub usług dziennikarzom – wówczas gdy do relacji dziennikarskiej niezbędne jest przetestowanie, używanie, zapoznanie się, spróbowanie danego produktu lub usługi dla obiektywnej opinii
    o danym produkcie lub usłudze. Czas niezbędny do próbowania powinien zostać
    z góry ustalony a wszelkie użyczone produkty powinny zostać zwrócone a usług zaprzestane po zakończeniu próby.
  5. Media powinny przygotować dokument formułujący politykę przyjmowania upominków bądź otrzymywania produktów lub usług po obniżonych cenach przez dziennikarzy i innych pracowników mediów. Od dziennikarzy i innych pracowników mediów powinno się wymagać, aby zapoznali się i przyjęli tą politykę. Dokument dotyczący polityki
    w tym zakresie powinien zostać udostępniony kontroli publicznej.”

Jest to niewątpliwie etyczne i moralne zachowanie dziennikarskie. Jednak jak wspomniano we wcześniejszych akapitach, dziennikarze uzależnieni są od swoich wydawców. Wydawcom z kolei zależy na osiąganiu jak największych wpływów, które w czasach Internetu i darmowej informacji nie pochodzą już ze sprzedaży dużego nakładów danego medium, ale właśnie z reklam.

Obie strony tych działań, a więc PR-owiec i dziennikarz zostali uwikłani w swego rodzaju grę, w której obie strony muszą kierować się interesami instytucji, dla których pracują, starając się nie przekroczyć pewnych granic. Zachowują więc pozory, stosując swego rodzaju „mrugnięcia okiem” i „półuśmiechy”, które mają na celu zamaskowanie prawdziwych intencji,
z których doskonale zdają sobie sprawę.

Podsumowanie

Kodeksy PR mają na celu unifikację pewnych zasad obowiązujących specjalistów ds. Public Relations i uświadamiać ich na temat czyhających na nich w tym zawodzie pułapek.[6] Wykorzystany do opracowania niniejszego eseju kodeks PSPR opiera się na podstawowych prawach człowieka i wartościach europejskich, tak jak wiele innych tego typu kodeksów, także międzynarodowych.[7] Jeśli chodzi o ogólne normy postępowania człowieka, takie jak prawdomówność, uczciwość i rzetelność powinno sprawdzać się także w praktyce – są to bowiem pojęcia wpisane w życie zawodowe każdego człowieka. Wszystko to bardzo poprawnie, etycznie i moralnie wygląda w teorii. Jednak im bardziej w szczegóły zagłębia się kodeks, tym mniej mają one wspólnego z rzeczywistością.

Do łamania zasad etycznych przez PR-owców skłania ich środowisko, w jakim muszą funkcjonować. Jest to zamknięte koło, w którym odbiorcy łakną sensacji, a dziennikarze muszą ją przynosić – ich czytelnicy uzależnieni od afer i skandali, a także przyzwyczajeni do kultury obrazkowej niechętnie sięgają po coś innego, płacąc za to, za co potem reporterom płacą wydawcy: za emocje, szczególnie negatywne. Ten trend udałoby się oczywiście powstrzymać przez edukację kolejnych pokoleń, jednak nawet niewprawne oko zauważy, że świat zmierza w zupełnie innym kierunku.

Jeśli ktoś pracuje w miejscu, któremu nie zależy na codziennym rozgłosie lub jego pozycja zawodowa jest mocna i niepodważalna, może sobie oczywiście pozwolić na unikanie takich zachowań i postępowanie w pełni w zgodzie ze sobą i z przyjętym kodeksem postępowania. Jednak większość PR-owców, którzy są etatowymi pracownikami w przedsiębiorstwach i mogą zostać z łatwością zastąpieni przez nowych i ze słabszym kręgosłupem moralnym, muszą liczyć się z tym, że będą musieli nagiąć etyczne zasady dla uzyskania wyników.

We współczesnych organizacjach tzw. „wynik” nie jest już bowiem tylko domeną „sprzedażowców” czy inżynierów produkcji, którzy muszą osiągnąć określoną skalę działania, aby managerowie uznali ich za dobrze wykonujących swoje obowiązki. Także specjalista ds. Public Relations rozliczany jest przez swoich przełożonych z ilości publikacji, które okazują się na temat instytucji,
a także ich częstotliwości. Trudno przekonać  „szefa” do faktu, że dziennikarze także muszą uargumentować pojawianie się publikacji na jakiś temat przed swoim redaktorem naczelnym.

Jeśli nie jest to przyciągnięcie do danego medium czytelników, widzów czy słuchaczy, a więc zwiększenie nakładu, to muszą to być dochody pochodzące z innego źródła.I tak – przy cichym przyzwoleniu obu stron – czytelnicy nieświadomie korzystają z produktów na podstawie przeczytania pozytywnych (i wykupionych przez organizację) recenzji, wyrabiają sobie własne zdanie po zapoznaniu się z argumentami „specjalistów” w danej dziedzinie, a także wierzą w pewne opinie, nie dociekając, skąd się pojawiły. Żyjąc w świecie pełnym reklam i świecie pogoni za sensacją i kultury obrazkowej, którą wymuszają w pewnym stopniu na autorach publikacji, nie zdają sobie sprawy, jak wiele półprawd i wykreowanych opinii dociera do nich
w codziennym życiu pod przykrywką rzetelności dziennikarskiej.

Bibliografia

  1. preals.pl/predu/historia-public-relations, dost. 15.05.2016 r.
  2. polskipr.pl, dost. 15.05.2016 r.
  3. rozwinacskrzydla.pl, dost. 15.05.2016 r.

[1]www.preals.pl/predu/historia-public-relations, dost. 15.05.2016 r.

[2]Tu znów mowa jest o tzw. „kreowaniu wizerunku”, który pokazuje, jak akademicka teoria mija się z praktyką: badacze odrzucają działania stricte propagandowe jako aspekt PR-owy, z kolei chyba każda osoba zawodowo zajmująca się PR-em zetknęła się z tym, że do jej obowiązków należy utrzymywanie pozytywnego spojrzenia opinii publicznej na firmę.

[3]www.polskipr.pl, dost. 15.05.2016 r.

[4]Tamże.

[5]Wszystkie wymienione w tym rozdziale zasady pochodzą z „Kodeksu PSPR”, który znajduje się na stronie: www.polskipr.pl, dost. 15.05.2016 r.

[6]www.rozwinacskrzydla.pl, dost. 15.05.2016 r.

[7]Tamże.

13324137_1206692919374743_1819956864_o (1)

Comments

comments

276
Komentarze
Sonda

Czy sztuczna inteligencja może zastąpić pracę PR-owca??

Loading ... Loading ...