Edward Bernays już w 1928 roku podał receptę na zwycięstwo Donalda Trumpa

Redakcja PR - 13.03.2017
230

W książce "Propaganda" Edward Bernays podaje recepty, które politycy wykorzystują do dziś

W roku 1928 austriacko-amerykański pionier public relations i propagandy – Edward Bernays, wydał fundamentalne dzieło pt. „Propaganda”. Opisał w nim mechanizmy rządzące psychologią tłumu, by następnie przełożyć na na grunt polityki. Bernays wskazał procesy, które w komunikacji politycznej są stosowane do dziś. Zobaczmy, które z nich zastosował z powodzeniem Donald Trump. 

Po pierwsze: polityka sprzedaje idee na tych samych zasadach, co biznes produkty i usługi. Bernays twierdził, że w gruncie rzeczy, polityka i biznes mają pulę wspólnych celów – najogólniej mówiąc – nakłonienie jak największej liczby osób do swojej racji. W różny sposób tylko się wyraża. Biznes ma przekonać, że określony produkt i usługa jest klientowi potrzebna. Polityka – że określona idea jest jedynie słuszną. Nieprzypadkowo Donald Trump do polityki trafił z biznesu. Doskonale zaimplementował rozwiązania z biznesu na grunt polityki. Wielu komentatorów zwraca uwagę, że Trump rządzenie krajem traktuje jak prowadzenie kolejnej firmy – z wykorzystaniem tych samych metod.

Po drugie: w komunikacji stosuj jak najwięcej sloganów i słów-kluczy. Bernays twierdził, że do tłumu najlepiej przemawiają slogany, nawet te najbardziej oklepane. Więcej – im częściej się je powtarza, tym bardziej się utrwalają. Każde hasło ma nieść za sobą określony ładunek emocjonalny i kojarzyć się z konkretnymi wartościami. Jako przykład w swojej książce podaje amerykańskie reklamy papierosów skierowane do kobiet. Każdy slogan reklamowy zbudowany był tak, by kojarzyć się z wartością siły i wolności. Donald Trump do mistrzostwa opanował tę taktykę – hasło „make America great again” implikuje drzemiącą w wielu Amerykanach tęsknotę za czasami, gdy kraj był potęgą. Slogan Trumpa odwołuje się do potęgi, siły, dumy i jedności narodowej.

Po trzecie: przeciwnikom doczep negatywne epitety. Bernays o wrogach politycznych każde wypowiadać się głównie negatywnie, z wykorzystaniem tzw. „doczepianych epitetów”. To technika, dzięki której stała obecność deprecjonującego epitetu w odniesieniu do politycznego oponenta buduje wokół tej osoby negatywną aurę. W cieniu tak zaprezentowanego przeciwnika zawsze będziemy wyglądać na lepszego kandydata. Nie inaczej było w przypadku Trumpa – o swojej przeciwniczce Hillary Clinton pisał na Twitterze z wykorzystaniem hasztaga #crookedHillary. Zadziałało, bo nawet media sprzyjające kandydatce Demokratów używały tego określenia.

Po czwarte: strach to największa, bo niewidzialna broń. W książce „Propaganda” Bernays pisze o strachu jako największym motywatorze ludzkich działań. Za pomocą strachu można kierować całymi społeczeństwami. Kiedy ludzie zaczynają się bać, są bardziej skłonni uwierzyć, że polityk ma gotową receptę na walkę z wrogiem. A jeszcze bardziej boimy się tego, czego nie widzimy. Dlatego dużo lepiej jest kreować na wroga grupę, której nie da się dokładnie opisać, zdefiniować i która w społeczeństwie nie jest silnie reprezentowana. Najlepszy wróg dla polityka jest niewidzialny. Dla Trumpa wróg to nielegalny imigrant – czy to z Meksyku, czy krajów arabskich. Retoryka Trumpa doskonale przemawia do jego elektoratu. „Są jakieś siły”, „coś gdzieś się czai”…

Po piąte: postprawda. Definicję tego wcale nie nowego zjawiska Bernays uściśla: „są to okoliczności, w których obiektywne fakty mają mniejszy wpływ na kształt opinii publicznej niż emocje i wierzenia odbiorców”. Trump świadomie w kampanii posługiwał się postprawdą, która finalnie zapewniła mu sukces w wyborach. Wspomagany był w tym działaniu przez mniej lub bardziej świadomych pomocników, jak grupa macedońskich nastolatków, o której pisaliśmy na naszych łamach. 

Tekst na podstawie: Obtain Eudaimonia – Book Review & Summary Videos

Comments

comments

230
Komentarze
Sonda

Czy sztuczna inteligencja może zastąpić pracę PR-owca??

Loading ... Loading ...