Dlaczego nie warto otwierać agencji public relations ?

Jerzy Ciszewski - 09.01.2019
29

Dlaczego nie warto otwierać agencji public relations ?

W poprzednim moim wpisie, dotyczącym Nowego Roku i z tym związanych postanowieniami, poruszyłem temat, spełnienia marzenia w postaci założenia agencji public relations. Tak więc nie tylko schudnięcie, rzucenie palenia, siłownia, bieganie, nowa praca lub nowa partnerka lub partner. Założenie agencji pr czy też założenie po prostu własnego biznesu to dla ludzi, którzy nie mają w tym względzie stosownego doświadczenia, to bardzo poważna decyzja.

Zatem teraz, dlaczego nie powinno się otwierać własnego biznesu; czytaj – dlaczego nie powinieneś otwierać agencji pr ?

Na samym początku warto spojrzeć  na samą lub samego siebie.  I zadać sobie dwa podstawowe pytania.  Pierwsze ogólne odnoszące się do rozumienia ekonomii i przedsiębiorczości jako takiej; drugie dotyczące istoty biznesu public relations.

Postawione znaki zapytania mają wymiar podstawowy:

  • Czy jestem w stanie  wziąć odpowiedzialność za swoje życie zawodowe ?
  • Czy będę w stanie zabezpieczyć podstawowe funkcjonowanie mojej rodziny; opłacać wszystkie rachunki miesięczne ?
  • Czy jestem na tyle dojrzały aby wziąć odpowiedzialność za zawodowe życie zawodowe  moich przyszłych pracowników, podwykonawców, partnerów biznesowych ?
  • Czy prowadząc prywatny biznes będę w stanie zarobić pieniądze na bieżące funkcjonowanie firmy, na jej  rozwój ?
  • Czy wiem co to cierpliwość ?
  • Czy potrafię działać w stresie i zwątpieniu ?
  • Czy wierzę w siebie, swoje umiejętności w swoją wiedzę ?

Jako doświadczony człowiek, mam wrażenie, że ludzie planujący wzięcie swojego losu w swoje ręce bardzo często ludzie nie odrabiają tego podstawowego zadania. Patrzą na swój przyszły świat przez pryzmat życzeniowości; nie analizując rynku, konkurencji, nie robiąc realnego kosztorysu przyszłego przedsięwzięcia; nie zostawiając marginesu na nieprzewidziane.  Nie planując swoich działań.

Ta kwestia, którą postawiłem jako podstawową, wyłącznie z pozory jest retoryczną. Aby samemu prowadzić biznes należy posiadać, różnorakie  określone cechy i  umiejętności.  Gdzie na samym początku należałoby ustawić ponad przeciętną odporność na stres, pracowitość i coś co moglibyśmy nazwać wizjonerstwem. Nie nauczymy się tego oczywiście z podręczników traktujących o biznesie, z poradników dla akwizytorów tym bardziej  gazet i magazynów biznesowych.

Musimy po pierwsze zakodować sobie, że nam jako prywatnemu przedsiębiorcy, każdego dnia będzie towarzyszyło ryzyko. Słowo,  które będziemy odmieniać przez wszystkie przypadki. Ulokowane w każdej części waszego przyszłego biznesu. W jego charakterze, ofercie, wykonawstwie; w ludziach pracujących z wami i dla was; w rynku na którym działacie; w szerokim otoczeniu w urzędach regulacyjnych, skarbowych, w ekonomii kraju w którym żyjecie ale i kondycji gospodarczej Europy i i świata. To ryzyko będzie czaiło się wszędzie. Niektórzy bardzo lubią takie środowisko; innym pęta ono ręce i myśl.

Wielce prawdopodobne, że sprawy waszej firmy przenikną  do waszych domów; staną się troskami i zwycięstwami waszych najbliższych. O firmie będzie się rozmawiało przy śniadaniu, kolacji, czasami w łóżko; będzie się ona śniła po nocach. Firma. „O czym myślisz ?” – pyta partnerka lub partner. Odpowiadamy  „Myślę o firmie”. Może się okazać, że w pewnym momencie Wasz biznes będzie myślą i tematem dominującym, że nie będziecie w stanie nakierować  się na jakiekolwiek inne zagadnienie – może mniej konkretne, ale pozwalające na sekundę psychicznie odetchnąć.

Będziecie oczywiście  podlegać kilku mitom, które są przypisane profesji prywatnego przedsiębiorcy.

Mit pierwszy i chyba podstawowy – „prywatny przedsiębiorca z definicji (jakiej ? tego nie wie nikt) jest zamożnym człowiekiem”.  Otóż w momencie zakładania pierwszego biznesu na ogół nie jest; być może – jak będzie miał wiele szczęścia, wykaże się  odpornością wobec różnorakich przeciwności , włoży tytaniczną pracę i zaangażowanie w swoją firmę  i będzie miał coś co nazywamy „nosem do interesów” –być może wtedy, gdzieś  na końcu tej wyboistej drogi będzie opływał w dostatki; ale to pieśń przyszłości.

Mit drugi i trzeci odnosi się do pracy w naszej branży – w marketingu zarabia się łatwe i lekkie pieniądze, które na dobrą sprawę same lecą z nieba; a pracując w public relations mamy szczególnie miłe życie bowiem zarabiamy jeszcze łatwiej, głównie zajmując się wymyślaniem konceptów i idei – czyli produkowaniem powietrza.  Do tego w nieskrępowany sposób brylujemy  głównie na różnych rautach i przyjęciach ocierając się o możnych tego świata, różnych cele brytów, już okrzepłych biznesmenów, różnej maści i barwy polityków. Przy okazji wypowiadamy się do mediów.  Od czasu do czasu, nasze zdjęcie wyląduje w rubryczce towarzyskiej jakiegoś modnego magazynu kolorowego.

Dość trudno będzie dyskutować i jeszcze trudniej będzie walczyć z taką  ogólną legendą; okaże się, że nie ma to większego sensu. Mało tego być może lepiej ją podtrzymywać ? Na to pytanie każdy sam sobie musi odpowiedzieć.

Idźmy więc dalej i zerknijmy na naszą przyszłą profesję

– warto, a może potraktujmy to jako konieczny warunek , byśmy mieli dogłębną i każdego dnia rozwijaną wiedzę dotyczącą marketingu, bardzo szeroko pojętego świata mediów,  wiedzę dotyczącą rynku naszych usług, zdefiniowane rozwijające się trendy w komunikacji. Jeśli możecie czymś zwyciężyć – będzie to wyłącznie coś czego jeszcze nikt nie robi. Jeżeli nie posiadacie biegłości w tym temacie macie dwa wyjścia: albo błyskawicznie to nadrabiacie albo jeszcze szybciej wybieracie sobie inny biznes.

Tu pojawia się dodatkowa kwestia. Czy można robić biznes na czymś na czym człowiek się nie zna i tego nie lubi ? Jeśli uznamy, że robienie pieniędzy to wartość jedyna i najwyższa, a przy okazji jesteśmy rewelacyjnym prywatnym przedsiębiorcą, który każde ziarno  piasku jest w stanie zamienić w złoty samorodek; dla którego branża nie ma znaczenia; gdzie  jedyną wartością jest zysk, który z pewnością zostanie zrobiony –  wtedy nie ma kwestii.

Idąc głębiej w marketing i public relations:

wejście jako przyszły usługodawca w szeroko pojęty świat marketingu oznacza, że w przyszłości będzie się konkurowało z tak samo, a może bardziej inteligentnymi niż my; … tak samo, a może bardziej pracowitymi  niż my; … tak samo jak my, a może jeszcze bardziej  nastawionymi na sukces i zwycięstwo.  Oznacza to, że „wstawiamy nogi” do niezwykle konkurencyjnego środowiska : bystrzaków, pracusiów i  ambitników; środowiska,  które buduje przewagę rynkową na ogół na dwa podstawowe sposoby:

a/ kreowanie nowatorskich,  świeżych rozwiązań: marketingowych, sprzedażowych, dotyczących obsługi klienta – tej bieżącej i długofalowej;

b/ walka ceną – czytaj, obniżanie jej i szukaniem efektu skali;

… oczywiście mamy do czynienia ze znacznie większą ilością wariacji i zmiennych w biznesie marketingowym, ale te dwa są – nazwijmy je – absolutnie i fundamentalnie podstawowymi.

Co to oznacza ?

To oznacza, że musimy być przygotowani na długą walkę pozycyjną i powolny wzrost naszej firmy.  Młody przedsiębiorco – dużo częściej Twój dzień pracy będzie szary, a bardzo rzadko kolorowy. Musisz być po prostu przygotowany na długotrwałą walkę pozycyjną, ciężką pracę, wiele porażek i rozczarowań. Przyszły przedsiębiorco – to będzie Twój chleb powszedni, Twój dzień codzienny, skład Twojej krwi. Jak nie jesteś na to gotów, nie rób tego. Nie otwieraj własnego biznesu. Nie otwieraj agencji public relations.

Comments

comments

29
Komentarze
Sonda

Czy sztuczna inteligencja może zastąpić pracę PR-owca??

Loading ... Loading ...