Bohaterowie nie chcą rozgłosu: uparty Wolf i Historia Ireny Sendlerowej

Redakcja PR - 20.05.2016
152

Relacja Dariusza Łukawskiego z premiery filmu o Irenie Sendlerowej

BOHATEROWIE NIE CHCĄ ROZGŁOSU. UPARTY WOLF I „HISTORIA IRENY SENDLEROWEJ”. PREMIERA

Andrzej Wolf z trudem chował łzy za okularami. Operator, reżyser, wykładowca Warszawskiej Szkoły Filmowej uparł się, żeby zrobić film o kobiecie, która przyczyniła się do uratowania 2,5 tysiąca żydowskich dzieci z getta.  4 lata odwiedzał Irenę Sendler w Domu Opieki Ojców Bonifratrów. Kilkanaście spotkań,  9 godzin zarejestrowanego materiału. Kolejnych 7 lat zajęło upartemu pasjonatowi zbieranie zdjęć archiwalnych(między innymi od Spielberga) i dokręcanie scen fabularnych.  Powstał niespełna półgodzinny dokument, po którym publiczność powstała z miejsc, a autor miał chwilę zasłużonej palpitacji serca.

Historię Ireny Sendlerowej powinno znać każde dziecko. Historię powstania tego filmu przybliżę tylko zainteresowanym. A więc… przeciętny dokument w krajach UE powstaje za minimum 100 tys. Euro. Maximum  jest  nieokreślone. Producent organizuje finansowanie, koproducentów, czasem sponsorów (jeśli jakaś firma lub fundacja chce budować w ten sposób swój wizerunek),  no i produkcję.

Nasza rzeczywistość wygląda podobnie tylko Euro zamieniamy na PLN-y. Często rzecz nagrywa się nawet bez bitcoinów.  Kto bowiem wyłoży pieniądze na 4 lata nagrań? A tematyka wyklucza product placement.  Dlatego szacunek należy się dla pasji Andrzeja, który wykorzystał swoich studentów operatorów, dźwiękowców i montażystów. Wykorzystał Warszawską Szkołę Filmową . Wykorzystał  znajomych:  Michała Lorenca, kompozytora rewelacyjnej muzyki oraz Sonię Bohosiewicz, grającą w fabularyzowanych scenach Irenę Sendlerową.  Natalia Szyguła została wykorzystana do zagrania żydowskiej matki oddającej dziecko, żeby uratować je przed zagładą w getcie (specjalnie wspominam, bo to mocny moment całości). Takich „wykorzystań”  było o wiele więcej i wszyscy „wykorzystani” wyglądali po premierze na zadowolonych.  Do finansowania przedsięwzięcia dołożyło się również Ministerstwo Kultury . Telewizje nie były zainteresowane. Dlatego napis na zaproszeniu „film Andrzeja Wolfa”,  w pełni oddaje rzeczywistość.

Dokument nie cieszy się zainteresowaniem koncernów. Promocyjny kłopot, bo nie ma jak wstawić przed kamerę  zegarka, samochodu czy butelki dobrego trunku. Wizerunkowa „tarapata”, bo kto będzie czekał na napisy końcowe, które i tak część stacji tv przyspiesza, żeby szybciej „spłynęły”, bo  widzowie w tym czasie przełączają się na inny kanał.  Ale z drugiej strony… Rośnie popularność festiwali i kanałów oferujących dobre dokumenty. Może jest więc jest jakiś sposób na połączenie promocji firm i produkcji dokumentalnej. Ja go nie znam. Może „ktoś, coś”, jakiś pomysł?  Nie wszyscy chcą notorycznie oglądać Bonda , chociaż Bonda może tak, ale jego przyrodnich braci i sióstr  już nie bardzo.

Comments

comments

152
Komentarze
Sonda

Czy sztuczna inteligencja może zastąpić pracę PR-owca??

Loading ... Loading ...