Arlena Witt – uczy angielskiego

Jerzy Ciszewski - 07.12.2015
40

Arlena Witt ­ jedna z najbardziej rozpoznawalnych polskich twarzy aplikacji Vine, youtuberka i blogerka w jednym.

Arlena Witt

Arlena Witt to blogerka, specjalistka od Vine’a, Twittera i – jak sama o sobie mówi – nauczycielka języka angielskiego. Arlenę możecie kojarzyć przede wszystkim z jej bloga wittamina.pl, na którym wyjaśnia, czym są różne nowinki technologiczne, a także uczy poprawnie mówić i pisać po polsku jak i angielsku.

Uczy prawidłowej wymowy angielskich słówek i przy tym wszystkim nie traci swojego specyficznego humoru. Zdradzi nam sekret ciekawych treści?

Anna Król: Jak to się stało, że zaczęłaś publikować filmy w aplikacji Vine? Mogłaś przecież podobne treści nagrywać na YouTube.

Arlena Witt.: Teoretycznie tak. YouTube jednak woli formy dłuższe. Są specjalne algorytmy, które na przykład nie wyświetlają reklam w filmach poniżej 30 sekund. Oczywiście nie kieruję się tym, ale świadczy też o tym, że konwencja powinna być zachowana w nieco dłuższej formie z różnych względów. Kiedy usłyszałam o Vine po raz pierwszy, weszłam na tę platformę i zaczęłam po prostu oglądać filmy. Bardzo mi się to spodobało. Oglądałam dużo Vine’ów i pomyślałam sobie, że ja też chciałabym to robić. Po prostu. Lubię krótkie formy, więc stwierdziłam, że to może być coś dla mnie.

A.K.: I zawsze jest to większe wyzwanie.

A.W.: Tak. Jeśli nie ma żadnych ograniczeń, istnieje duża dowolność, ale powstaje też bardzo dużo treści niskiej jakości. Tutaj jednak trzeba się mocno postarać, żeby stworzyć coś fajnego. Chyba właśnie to najbardziej mi się spodobało. Na Vine są po prostu treści, które chce się oglądać, a nie je przewijać tak jak w innych tego typu serwisach.

A.K.: A dlaczego Vine nie jest tak popularny w Polsce jak Snapchat? Przecież to też są mikrovlogi.

A.W.: Vine jest bardzo trudny. Zdecydowanie trudniejszy, ponieważ to opowiadanie historii, puenty, żartu. Nie każdy potrafi opowiadać żarty. Nie każdy też potrafi zagrać przed kamerą. To jest wyższa forma, jeśli chodzi o kreatywność. Na Snapchacie natomiast żadna kreatywność nie jest potrzebna, bo wystarczy pokazać śniadanie, albo (tak jak ja) pokazuję często swoje koty. Jutro już tego nie będzie. Vine jest raczej podobny do mikrometrażowego filmu. Różnica jest kolosalna i dlatego nie stał się popularny. Poza tym Polacy nie lubią się angażować w takie formy, które są popularne na całym świecie, ale nie w Polsce. Jest to dla nich niepewne. Oni wolą wejść w coś sprawdzonego, gdzie będą dostawać dużo like’ów. Ja weszłam na Vine’a, kiedy nie był jeszcze w ogóle znany w Polsce, bo mnie nie interesuje to, czy będę miała 1000 czy 10 000 followersów. Zrobiłam to, by się rozwijać. Kiedy widzę coś nowego, to wchodzę w to.

A.K.: Jakie treści Twoim zdaniem są najciekawsze na Vine, a jakie na Snapchacie?

A.W.: Moim zdaniem na Snapchacie relacjonujemy nasze życie. Tu nie trzeba pisać scenariusza, ale można zrobić to ciekawie. Kiedy robię zdjęcie, które jest banalne, staram się je ciekawie podpisać, aby było to atrakcyjne także dla osób, które mnie nie znają. Zabawny tekst, jakaś refleksja. To, że Snapchat znika, nie daje nam przyzwolenia, aby publikować treści słabej jakości. Ja na przykład bardzo lubię ładne zdjęcia. Te, którymi chcę się pochwalić, wrzucam na Instagram. nie broniłabym się tym, że Snapchat znika, więc tam można stworzyć coś słabego. Dla mnie jest to po prostu zabawa. Na Vine natomiast można publikować filmy bardzo mikrometrażowe. Tam liczy się żart, aktorstwo. Wcale nie jest łatwo odegrać jakąś scenę, którą się wymyśliło. Poza tym na Vine ważna jest też sztuka pocięcia tego materiału, aby móc zmieścić się w tych 6 sekundach. Ja znam Vine’y, w których jest 9 różnych ujęć i one opowiadają bardzo fajną historię. Dla mnie Vine to taki pomysł dla ludzi, którzy myślą o tworzeniu filmów w sensie fabularnym. Komedii oczywiście, ponieważ takie filmy są najpopularniejsze.

A.K.: Czyli Vine można traktować jak wstęp do czegoś większego?

A.W.: Dla mnie Vine był przygotowaniem do bycia na YouTube. W ten sposób nauczyłam się montować, ponieważ tam właśnie liczy się każde pół sekundy. Uważam, że wielu youtuberów ma problem z tym, że ich filmy są przegadane. Można na przykład dwa zdania zmieścić w jednym lub obciąć jedno ujęcie o sekundę, więc jak dla mnie Vine jest świetnym ćwiczeniem technicznym.

A.K.: A co lubisz w każdej z tych aplikacji?

A.W: Na Snapchacie lubię to, że jest bardzo prosty w użyciu. Ktoś kiedyś zapytał mnie, dlaczego nie kręcę vlogów zamiast snapów. Właśnie przez to, że Snapchat jest tak prosty. Przy vlogowaniu trzeba przejrzeć ten cały materiał, zmontować itd. Tutaj robi się to wszystko jednym przyciskiem. To mi się podoba. Snapchat jednak daje możliwość jakiejś kreatywności przez to, że można połączyć ze sobą snapy w jeden (powiedzmy) filmik i opowiedzieć pewną historię. Uczy nas operowania bardzo krótkim tekstem. Fajne jest też to, że jest też bardzo popularny. Mogę dzięki temu obserwować, co się dzieje u moich znajomych i ja Snapchata właściwie używam do tego jako odbiorca. Oglądam profile osób, które znam osobiście, bo jestem ciekawa, co u nich słychać. Na takiej zasadzie zachęciłam swoją mamę do używania Snapchata. A na Vine podoba mi się to, że kiedy już coś zostaje tam umieszczone, to jest dobre, ciekawe. Jeśli aplikacja jest trudna, to nie będzie do niej podchodził ktoś, kto nie ma żadnego pomysłu. Jeśli już tak się dzieje, te treści nie są przekazywane dalej. Ja nie widzę na Vine na przykład zdjęć kotków lub filmików o huśtaniu dziecka na huśtawce. To nie jest materiał na Vine’a, ale na Snapchata. Kiedy wchodzę na Vine’a, w ogóle nie marnuję czasu. Te treści są tak krótkie, że nawet jeśli coś mi się nie spodoba, nie zmarnowałam całego dnia, tylko 6 sekund. Oglądam ludzi, którzy mnie inspirują, bawią, uczę się nowych technik filmowania. W obu tych aplikacjach najlepsze jest to, że potrzebujemy tylko telefonu. Najważniejszy sprzęt jest z nami, w kieszeni.

A.K.: A jakie filmy mogą nagrywać firmy, aby ich profile były ciekawsze?

A.W.: To, że profile firmowe są mniej obserwowane wynika z tego, że człowiek z natury interesuje się innymi ludźmi, nie konceptami Poza tym jest to nieznajomość internetu przez marki i strach. Snapchat jest używany głównie przez młodzież, a firmy często mówią, że to nie jest ich grupa docelowa. Oczywiście, że jest! Ta grupa docelowa jest bardzo wpływowa. Kiedy Jessica Mercedes nagrała filmik, gdy się maluje i pokazała swoje kosmetyki, w tym jedną z konturówek, na drugi dzień już nie można jej było nigdzie dostać. To znaczy, że młodzież wpływa na decyzje zakupowe w Polsce. Dlatego właśnie wydaje mi się, że firmy nie znają tej aplikacji i boją się być pierwsze.

A.K.: Jaki Twój filmik jest według Ciebie najlepszy?

A.W.: Filmik z cyckami. Czasami nagrywam Vine’y, ponieważ zostałam zainspirowana przez innego vinera. Ten film był zupełnie oryginalny i powstał na podstawie wydarzeń autentycznych, ponieważ w moim domu miała miejsce taka rozmowa. Bardzo długo myślałam nad tym, jak nakręcić ujęcia, żeby to było śmieszne. Poza tym mamy tutaj aż 7 ujęć. To dużo jak na vine’y. Jest też dość popularny, jesli chodzi o liczbę zapętleń, więc to chyba publiczność zdecydowała, że jest on dobrą treścią. Ja go bardzo lubię, ponieważ pokazuje on moje życie i to jak się wygłupiam.

A.K.: A oglądasz czasem swoje Vine’y kilka razy?

A.W.: Tak, zdecydowanie. Oglądam je dosyć często, ponieważ się na nich uczę. Analizuję je.

A.K.: Jak przekonałabyś kogoś do aplikacji Vine?

A.W.: Pokazałabym kilka profili, które warto obserwować. Starałabym się, aby to, co pokazuję było różnorodne, bo na Vine można robić różne rzeczy. Zapytałabym tę osobę, czy widzi się w czymś takim, ponieważ to nie jest dla każdego. Są tacy ludzie, którzy nigdy nie będą zwierzęciem sceny, więc trzeba się zastanowić, czy mamy w sobie ten pierwiastek.

A.K.: Masz jeden filmik. Ostatni, który możesz opublikować na Vine. Co to jest?

A.W.: Gdybym wiedziała, że to będzie to ten ostatni film, zrobiłabym jakiś żart o pożegnaniu. Byłby to jakiś dowcip związany ze śmiercią, może pójście do klasztoru. Zrobiłabym to tak, aby ludzie wiedzieli, że odchodzę, ale nie byłoby to smutne. Ja chciałabym, żeby mój pogrzeb był wesoły i żeby ludzie się bawili. Pewnie na tej samej zasadzie pożegnałabym się na Vine.

Zrzut ekranu 2015-12-07 o 14.58.01

Comments

comments

40
Komentarze
Sonda

Czy sztuczna inteligencja może zastąpić pracę PR-owca??

Loading ... Loading ...